17.01.2024, 19:11 ✶
Skończyło się to równie szybko, co zaczęło.
Krew owieczki nie wystarczyła, by wypełnić wszystkie runiczne żłobienia ołtarza; szkarłat nie zdołał spłynąć do ziemi. Nadal czuliście rozkoszne oszołomienie pulsujące w skroniach, choć nieco słabsze niż zaledwie chwilę temu. Ziemia przestała drżeć, płomienie przygasły, zaś po tym, jak echo poniosło grom po okolicy, zapadła cisza. Nie taka, która przynosi ulgę po letniej burzy; było w niej coś niepokojącego, coś, co sprawiało, że pomimo ekstazy narastało w was przeczucie, że coś jest nie tak. Nie słyszeliście świerszczy, ani nocnych ptaków, nawet drewno w ogniskach nie wydawało z siebie charakterystycznego trzasku. Księżyc i gwiazdy ukryły się natomiast za czarnym woalem chmur, zaś mgła zgęstniała na tyle, że z trudem dostrzegaliście masywne kamienie składające się na wewnętrzny krąg.
Isabelle odsunęła się od kamienia. Nic nie mówiła, choć jej zaciśnięte usta - zakładając, że byliście na tyle blisko, by w tym migotliwym półmroku dostrzec jej twarz - świadczyły o tym, że nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw, natomiast spojrzenie, jakim obrzuciła Sarah sprawiało, że po plecach przebiegał zimny dreszcz. Zupełnie tak, jakby to w niej doszukiwała się winy za nieudany rytuał. Histeryczka, rzuciła półszeptem któraś z kapłanek zebranych po drugiej stronie kromlechu, a dwie inne pokiwały głowami. We mgle trudno było stwierdzić, kim są.
— Mogłam się tego spodziewać — rzekła wreszcie arcykapłanka, choć trudno określić, do kogo właściwie się zwraca — Te kamienie przywykły do większych ofiar. Bardziej... krwawych. Jedna owca to mało, by rozpruć całun.
— Mogę to zrobić — kapłanka, która jeszcze chwilę temu trzymała zwierzątko wystąpiła do przodu. Miała nie więcej niż dwadzieścia lat - jej twarz wciąż nosiła ślady dziecinności - długie miedziane włosy opadające na plecy i błyszczące oczy. — Mogę się poświęcić.
Isabelle zmierzyła ją wzrokiem.
— Jesteś pewna, że chcesz to zrobić, Agatho? — zapytała z nutą powątpiewania w jej głosie. Tym z was, którzy regularnie uczestniczą w nabożeństwach kowenu, imię dziewczęcia mogło wydać się znajome; była to wszak najwierniejsza, najzdolniejsza i najbardziej oddana uczennica Isabelle. Krążyła wokół niej, podążała za nią niczym cień, a jej jasne oczy zawsze zwrócone były w stronę arcykapłanki.
— Nigdy nie byłam niczego bardziej pewna — odparła z entuzjazmem, na co Isabelle się uśmiechnęła, choć był to uśmiech pozbawiony radości - pełen dumy, ale też bólu - i pogłaskała ją po policzku.
— Niech tak będzie — odpowiedziała, po czym zwróciła się do reszty zebranych — Rytuał będzie kontynuowany, gdy tylko przygotujemy ofiarę.
Agatha zdjęła szatę, ściągnęła ciało owieczki z ołtarza i sama się na nim ułożyła. Tymczasem Isabell malowała na jej skórze runy podobne tym, które znajdowały się na kamieniu. A wy? Wy stanęliście przed trudnym wyborem - przerwać to szaleństwo? Czy pozwolić jej umrzeć?
Krew owieczki nie wystarczyła, by wypełnić wszystkie runiczne żłobienia ołtarza; szkarłat nie zdołał spłynąć do ziemi. Nadal czuliście rozkoszne oszołomienie pulsujące w skroniach, choć nieco słabsze niż zaledwie chwilę temu. Ziemia przestała drżeć, płomienie przygasły, zaś po tym, jak echo poniosło grom po okolicy, zapadła cisza. Nie taka, która przynosi ulgę po letniej burzy; było w niej coś niepokojącego, coś, co sprawiało, że pomimo ekstazy narastało w was przeczucie, że coś jest nie tak. Nie słyszeliście świerszczy, ani nocnych ptaków, nawet drewno w ogniskach nie wydawało z siebie charakterystycznego trzasku. Księżyc i gwiazdy ukryły się natomiast za czarnym woalem chmur, zaś mgła zgęstniała na tyle, że z trudem dostrzegaliście masywne kamienie składające się na wewnętrzny krąg.
Isabelle odsunęła się od kamienia. Nic nie mówiła, choć jej zaciśnięte usta - zakładając, że byliście na tyle blisko, by w tym migotliwym półmroku dostrzec jej twarz - świadczyły o tym, że nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw, natomiast spojrzenie, jakim obrzuciła Sarah sprawiało, że po plecach przebiegał zimny dreszcz. Zupełnie tak, jakby to w niej doszukiwała się winy za nieudany rytuał. Histeryczka, rzuciła półszeptem któraś z kapłanek zebranych po drugiej stronie kromlechu, a dwie inne pokiwały głowami. We mgle trudno było stwierdzić, kim są.
— Mogłam się tego spodziewać — rzekła wreszcie arcykapłanka, choć trudno określić, do kogo właściwie się zwraca — Te kamienie przywykły do większych ofiar. Bardziej... krwawych. Jedna owca to mało, by rozpruć całun.
— Mogę to zrobić — kapłanka, która jeszcze chwilę temu trzymała zwierzątko wystąpiła do przodu. Miała nie więcej niż dwadzieścia lat - jej twarz wciąż nosiła ślady dziecinności - długie miedziane włosy opadające na plecy i błyszczące oczy. — Mogę się poświęcić.
Isabelle zmierzyła ją wzrokiem.
— Jesteś pewna, że chcesz to zrobić, Agatho? — zapytała z nutą powątpiewania w jej głosie. Tym z was, którzy regularnie uczestniczą w nabożeństwach kowenu, imię dziewczęcia mogło wydać się znajome; była to wszak najwierniejsza, najzdolniejsza i najbardziej oddana uczennica Isabelle. Krążyła wokół niej, podążała za nią niczym cień, a jej jasne oczy zawsze zwrócone były w stronę arcykapłanki.
— Nigdy nie byłam niczego bardziej pewna — odparła z entuzjazmem, na co Isabelle się uśmiechnęła, choć był to uśmiech pozbawiony radości - pełen dumy, ale też bólu - i pogłaskała ją po policzku.
— Niech tak będzie — odpowiedziała, po czym zwróciła się do reszty zebranych — Rytuał będzie kontynuowany, gdy tylko przygotujemy ofiarę.
Agatha zdjęła szatę, ściągnęła ciało owieczki z ołtarza i sama się na nim ułożyła. Tymczasem Isabell malowała na jej skórze runy podobne tym, które znajdowały się na kamieniu. A wy? Wy stanęliście przed trudnym wyborem - przerwać to szaleństwo? Czy pozwolić jej umrzeć?
Deadline: wtorek, 23 stycznia