Będąc na miejscu wuja, pewnie też niezbyt chętnie zerkałby we własną przyszłość. Kryło się tam zbyt wiele niewiadomych, a odpowiedzi, jakich by tam szukał, zapewne nie należałyby do najprzyjemniejszych. Erikowi wystarczyła jedna rozmowa z Dolohovem, aby dojść do wniosku, że wizje i przepowiednie rzadko kiedy bywają konkretne. Może liczba szczegółów zwiększała się, im bliżej na osi czasu znajdowało się określone wydarzenie? A może taka była po prostu specyfika babrania się w magii związanej z czasem? Pewnie istniał jakiś zestaw niepisanych zasad, do których osoby pokroju Morfeusza czy Vakela powinny się stosować, żeby nie napsuć zbytnio swojej własnej przyszłości... Lub teraźniejszości.
— Ale pokusa pewnie jest spora — skomentował z cieniem ciekawości w głosie.
Podobnie było w jego przypadku. Czy pamięć o każdej pełni faktycznie przyniosłaby mu jakąkolwiek radość? Nieznajomość tamtych nocy sprawiała, że łudził się, że ta wiedza coś by zmieniła. A równie dobrze mogła nie przynieść ze sobą żadnych zmian. Przynajmniej nie takich na lepsze. Westchnął cicho, nakładając kolejne warstwy farby na stary płot. Myśli o wilkołactwie sprawiły, że nieco się nachmurzył, jednak starał się wykurzyć z siebie te emocje. Zamiast tego skupiał się na malowaniu, jeden ruch pędzla za drugim.
— Twoje siły mentalne i skupienie muszą być niezwykle wysokie, skoro tak funkcjonujesz na co dzień. — Pokiwał powoli głową w zamyśleniu. Nic dziwnego, że znalazł robotę w Departamencie Tajemnic. Jakich badań by tam nie prowadzono, Morpheus rysował się jako idealny kandydat. Przez swoje wizje codziennie wchodził w aktywny kontakt z magią wykraczającą poza zaklęcia codziennego użytku, czy magię bojową. — U Brenny to musi działać podobnie, nie? — Uniósł lekko brwi, automatycznie zakładając, że wuj odbył z nią niejedną rozmowę na ten temat. — Tylko w jej przypadku zerka w przeszłość. To musi być nieco łatwiejsze, skoro pozostaje niezmienna.
Zaśmiał się krótko na dźwięk słów podsumowujących wywód Morfeusza. Wolałby być zapamiętany nieco inaczej niż zasmarkany ośmiolatek ścigający domowe sowy po posiadłości, jednak raczej nie miał na to zbyt dużego wpływu. Skoro nawet zdjęcia w gazetach nie zmieniły pierwszego obrazu, jaki pojawiał się w głowie wuja na myśl o nim. W sumie, jak tak o tym myślał, to sam wyobrażał sobie wuja jako nieco młodszego. Uśmiechnął się pod nosem, przypominając sobie wieczorne rytuały składające się na wspólne palenie, gdy unikali wzroku nadopiekuńczej Elise.
— Trochę jak sprawy kryminalne — wymamrotał bez większego namysłu, nieco głośniej niż powinien. — Każde śledztwo jest inne, ale elementy często się pokrywają. W ten sposób trochę łatwiej wyeliminować pewne wersje zdarzeń, bo mamy punkty odniesienia z poprzednich spraw. — Uśmiechnął się krzywo. Poprawił malowanie w kilku miejscach, aby koniec końców machnąć różdżką i zakląć pędzel, aby dalej działał według jego poleceń. — Gdybyś miał zgadywać, w jakim momencie obecnego cyklu jesteśmy?
Wzrost niepokojów społecznych, marsze charłaków, te wszystkie dramaty związane z kadencją Leacha... Analizowane pojedyncze nie zwiastowały wielkiej katastrofy, jednak już wtedy tu i ówdzie przemykały plotki o działalności Śmierciożerców, którzy teraz publicznie pokazali, do czego są w stanie się posunąć. Czy to oni byli zwiastunem nowej, mrocznej ery, jaka miała zapanować w Wielkiej Brytanii? Albo są ostatnim wyzwaniem, po którym zapanuje faktycznie czas względnej ciszy i spokoju, dodał w myślach.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞