23.11.2022, 17:58 ✶
Florence planowała właśnie morderstwo doskonałe, owszem, ale ofiara była jeszcze bliżej niesprecyzowana. Ewentualnie ofiary. Bulstrode nie była jeszcze pewna, czy winny był jeden, czy kilku. Nawet ta „brunatnica” i osoby za nią odpowiedzialne zeszły na dalszy plan (chociaż nie, uzdrowicielka ani myślała zrezygnować z pomysłu dyktanda i to miało zostać urządzone już wkrótce). W pierwszej kolejności musiała dopaść osoby odpowiedzialne ostatnio za porządki na magazynie. W dalszej – wszystkich, którzy przyłożyli rękę do tego bałaganu, nie zapisując właściwie zużycia. Ktoś mógł w końcu tutaj czegoś szukać i zrobić taki bałagan.
Zawsze zdarzały się jakieś uchybienia. A to ktoś w pośpiechu czegoś nie zgłosił, potłukł jakąś buteleczkę, pomylił oznaczenie, a to źle dodano liczbę w rejestrach, a to odstawiono na złą półkę. To było normalne, choć i tak dla Florence wymagało szybkiego naprawienia.
Ale to, co działo się tutaj dzisiaj?
Bulstrode sprawdzała po kolei kolejne szafki. Zmarszczka na jej czole pogłębiała się, choć nic nie komentowała, za to już po chwili nad głową Fernah w tę i z powrotem latały buteleczki eliksirów i pojemniki z maściami, wprawiane w ruch różdżką Florence, która odsyłała specyfiki na odpowiednio oznakowane półki. Kolorowe fiolki błyskały w magicznym świetle, aż mogłoby się wydawać, że to scena z jakiegoś musicalu, choć w istocie mogło stanowić wstęp do horroru.
- Mam dziesięć eliksirów do czyszczenia ran – powiedziała Florence powoli, głosem niby to spokojnym, ale zwiastującym nadchodzącą burzę. Porządek w lekach był absolutną podstawą. Ktoś mógł zostać otruty albo dostać potrzebne specyfiki za późno, tylko dlatego, że madomedyk nie znalazł na czas odpowiedniej fiolki. – Wciąż za mało.
Przelewitowała mikstury do pozostałych dwudziestu czterech i podeszła bliżej, by sprawdzić te „kilka znalezionych eliksirów”. Dobra wiadomość: pięć buteleczek Szkiele Wzro oznaczało, że nikt ich nie ukradł.
Zła wiadomość: ktoś nie umiał przechowywać mikstur.
Wbrew obawom Fernah Bulstrode nie zabrała się jednak od razu do urywania jej głowy.
- Sprzątnij to proszę – stwierdziła Florence, powtarzając sobie jedną ze swoich ulubionych mantr: tylko spokój może nas uratować. A już na pewno odpowiedzialnego za ten cały bałagan. Eliksir nie mógł tak sobie po prostu wylewać, mogło dojść do niespodziewanych reakcji i nawet wybuchu. – Otwarte wrzuć do kosza z materiałami do utylizacji. Zapiszę, co się z nimi stało. I sprawdzę, kto ostatnio tu sprzątał oraz zgłaszał zapotrzebowanie na Szkiele Wzro…
Bo jedna z tych osób była odpowiedzialna za tę małą katastrofę. Czy oni sądzili, że składniki rosły na drzewach? (No dobrze, czasem rosły, ale niekoniecznie w wielkiej liczbie, a ich zebranie też wymagało sporo czasu! Nie wspominając o obróbce.)
- Wywar tojadowy. Doskonale. Powinien być w składziku AB, w szafce przy drzwiach, a do tego pomieszczenia dostęp ma tylko kilka osób – oświadczyła Bulstrode, która już zdążyła podejść do rejestrów, by odnotować zniszczenie dwóch fiolek mikstury, a jej usta wygięły się w niespodziewanym uśmiechu. – Łatwiej będzie dojść, kto go wyjął i nie odłożył na miejsce.
Zawsze zdarzały się jakieś uchybienia. A to ktoś w pośpiechu czegoś nie zgłosił, potłukł jakąś buteleczkę, pomylił oznaczenie, a to źle dodano liczbę w rejestrach, a to odstawiono na złą półkę. To było normalne, choć i tak dla Florence wymagało szybkiego naprawienia.
Ale to, co działo się tutaj dzisiaj?
Bulstrode sprawdzała po kolei kolejne szafki. Zmarszczka na jej czole pogłębiała się, choć nic nie komentowała, za to już po chwili nad głową Fernah w tę i z powrotem latały buteleczki eliksirów i pojemniki z maściami, wprawiane w ruch różdżką Florence, która odsyłała specyfiki na odpowiednio oznakowane półki. Kolorowe fiolki błyskały w magicznym świetle, aż mogłoby się wydawać, że to scena z jakiegoś musicalu, choć w istocie mogło stanowić wstęp do horroru.
- Mam dziesięć eliksirów do czyszczenia ran – powiedziała Florence powoli, głosem niby to spokojnym, ale zwiastującym nadchodzącą burzę. Porządek w lekach był absolutną podstawą. Ktoś mógł zostać otruty albo dostać potrzebne specyfiki za późno, tylko dlatego, że madomedyk nie znalazł na czas odpowiedniej fiolki. – Wciąż za mało.
Przelewitowała mikstury do pozostałych dwudziestu czterech i podeszła bliżej, by sprawdzić te „kilka znalezionych eliksirów”. Dobra wiadomość: pięć buteleczek Szkiele Wzro oznaczało, że nikt ich nie ukradł.
Zła wiadomość: ktoś nie umiał przechowywać mikstur.
Wbrew obawom Fernah Bulstrode nie zabrała się jednak od razu do urywania jej głowy.
- Sprzątnij to proszę – stwierdziła Florence, powtarzając sobie jedną ze swoich ulubionych mantr: tylko spokój może nas uratować. A już na pewno odpowiedzialnego za ten cały bałagan. Eliksir nie mógł tak sobie po prostu wylewać, mogło dojść do niespodziewanych reakcji i nawet wybuchu. – Otwarte wrzuć do kosza z materiałami do utylizacji. Zapiszę, co się z nimi stało. I sprawdzę, kto ostatnio tu sprzątał oraz zgłaszał zapotrzebowanie na Szkiele Wzro…
Bo jedna z tych osób była odpowiedzialna za tę małą katastrofę. Czy oni sądzili, że składniki rosły na drzewach? (No dobrze, czasem rosły, ale niekoniecznie w wielkiej liczbie, a ich zebranie też wymagało sporo czasu! Nie wspominając o obróbce.)
- Wywar tojadowy. Doskonale. Powinien być w składziku AB, w szafce przy drzwiach, a do tego pomieszczenia dostęp ma tylko kilka osób – oświadczyła Bulstrode, która już zdążyła podejść do rejestrów, by odnotować zniszczenie dwóch fiolek mikstury, a jej usta wygięły się w niespodziewanym uśmiechu. – Łatwiej będzie dojść, kto go wyjął i nie odłożył na miejsce.