18.01.2024, 02:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.01.2024, 23:03 przez Erik Longbottom.)
Zagadka zniknięcia siostry dalej pozostawała dla Erika nierozwiązana. Bez względu na to, jak by się nie skupiał na wspomnieniach dotyczących imprezy, tak dalej nie był w stanie powiązać nieobecności Brenny z żadnym konkretnym wydarzeniem. W najmniejszym stopniu mu się to nie podobało, jednak na dobrą sprawę nie wiedział, co powinien z tym zrobić. Zdecydowanie wzmagało to poczucie skonfundowania, a alkohol przelewający się przez jego organizm wcale nie przynosił wielkiego oświecenia.
Podczas takich przyjęć zawsze mógł liczyć na siostrę; zazwyczaj byli jednymi z ostatnich osób, jakie opuszczały grono bawiących się ludzi. Często wynikało to z tego, że byli blisko z gospodarzami. W tym wypadku na swój sposób było podobnie. Bądź co bądź, Potterowie byli jednak rodziną. Dalszą i od strony matki, ale jednak. Może ten incydent faktycznie miał coś wspólnego z kuzynkami? Bądź co bądź, alkohol lał się tutaj dosyć intensywnie, było lato, więc ktoś mógł zapomnieć o ograniczeniach własnego ciała. Jak na przykład on sam, postanawiając pomóc młodszym znajomym w opróżnieniu paru butelek. Na samo wspomnienie zrobiło mu się słabo, rozpiął dwa guziki koszuli, co i tak nie przyniosło mu zbyt dużej ulgi. Dopiero po chwili zauważając, że ktoś się do niego dosiadł.
— Och, dokładnie! — parsknął na komentarz, dopiero po chwili zwracając się ku swojemu rozmówcy. Przez chwilę wodził roztargnionym wzrokiem po twarzy mężczyzny, aż w końcu się uśmiechnął. — Święta prawda, panie Prewett. — Kąciki jego ust uniosły się, gdy nazwisko zatańczyło na jego ustach, jakby był dumny, że po tych kilku rundach picia zdołał go zidentyfikować. — Chyba oboje się dziś dobrze bawimy.
Podniósł swoje szkło z wodą sodową w geście toastu, gdy do Vincenta trafił zamówiony chwilę wcześniej drink. Spojrzenie Erika zawisło na napitku, a on sam powstrzymał się od głębokiego westchnięcia. Czego by nie dał, aby mieć większą odporność na te wszystkie trunki. Wprawdzie nie potykał się jeszcze o własne nogi i był w stanie jako tako podtrzymać rozmowę, jednak dalej szumiało mu w głowie i czuł się nieco... nienaturalnie. Jakby nie był w pełni sił. Eh, o ile lepiej by mu się żyło, gdyby chociażby ta cholerna klątwa likantropii dawała mu większą tolerancję na alkohol. Ale niee, przecież wtedy by miał za dobrze.
— Mignęła ci gdzieś moja siostra? — spytał po chwili, licząc, że być może stary znajomy zdoła rozwiać jego wątpliwości do jej zniknięcia. — Mam wrażenie, że Brenna gdzieś się tutaj niedawno kręciła, ale... Chyba ją zgubiłem.
Zerknął w lewo, potem w prawo, a potem znowu w lewo, jak gdyby spodziewał się, że wypowiedzenie jej imienia na głos sprawi, że dziewczyna zmaterializuje się obok niego, jak jakiś duch albo... demon. Wzdrygnął się mimowolnie, gdy wyobraził sobie, że siostra faktycznie mogłaby mieć taką umiejętność. To zdecydowanie dałoby jej zbyt dużą przewagę. Wiedziałaby, kiedy ją obgaduje lub opowiada w samych superlatywach innym ludziom!
— Dawno się nie widzieliśmy, prawda? — Zmrużył oczy, siadając bokiem, tak aby mieć Prewetta centralnie przed sobą. — Czym się teraz zajmujesz? Ministerstwo?
Dopiero teraz rozbiegane dotychczas spojrzenie Erika zdołało utrzymać uwagę na Vincencie. Musiał przyznać, że zazdrościł mu tego, jak dobrze się nosił po tych kilku intensywnych godzinach zabawy. Wyglądał wręcz... Beztrosko, ale przy tym zachowując odpowiednią statusowi jego rodziny elegancję. Drogi alkohol w dłoni, dogasająca woń papierosów, rozpięta koszula. Tylko namalować mu portret i zatytułować "refleksje młodego arystokraty". Idealnie by wyglądał zawieszony nad kominkiem lub w dużym salonie.
— Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś bardzo fotogeniczny? — spytał, upijając nieco wody sodowej z cytryną. Nie, żeby Erik był jakimś wielkim ekspertem, jednak te kilka poważniejszych doświadczeń z reportami i fotografami sprawiło, że wiedział, co było estetyczne. A teraz Vincent wyglądał bardzo estetycznie. — Masz świetny... Profil.
Podczas takich przyjęć zawsze mógł liczyć na siostrę; zazwyczaj byli jednymi z ostatnich osób, jakie opuszczały grono bawiących się ludzi. Często wynikało to z tego, że byli blisko z gospodarzami. W tym wypadku na swój sposób było podobnie. Bądź co bądź, Potterowie byli jednak rodziną. Dalszą i od strony matki, ale jednak. Może ten incydent faktycznie miał coś wspólnego z kuzynkami? Bądź co bądź, alkohol lał się tutaj dosyć intensywnie, było lato, więc ktoś mógł zapomnieć o ograniczeniach własnego ciała. Jak na przykład on sam, postanawiając pomóc młodszym znajomym w opróżnieniu paru butelek. Na samo wspomnienie zrobiło mu się słabo, rozpiął dwa guziki koszuli, co i tak nie przyniosło mu zbyt dużej ulgi. Dopiero po chwili zauważając, że ktoś się do niego dosiadł.
— Och, dokładnie! — parsknął na komentarz, dopiero po chwili zwracając się ku swojemu rozmówcy. Przez chwilę wodził roztargnionym wzrokiem po twarzy mężczyzny, aż w końcu się uśmiechnął. — Święta prawda, panie Prewett. — Kąciki jego ust uniosły się, gdy nazwisko zatańczyło na jego ustach, jakby był dumny, że po tych kilku rundach picia zdołał go zidentyfikować. — Chyba oboje się dziś dobrze bawimy.
Podniósł swoje szkło z wodą sodową w geście toastu, gdy do Vincenta trafił zamówiony chwilę wcześniej drink. Spojrzenie Erika zawisło na napitku, a on sam powstrzymał się od głębokiego westchnięcia. Czego by nie dał, aby mieć większą odporność na te wszystkie trunki. Wprawdzie nie potykał się jeszcze o własne nogi i był w stanie jako tako podtrzymać rozmowę, jednak dalej szumiało mu w głowie i czuł się nieco... nienaturalnie. Jakby nie był w pełni sił. Eh, o ile lepiej by mu się żyło, gdyby chociażby ta cholerna klątwa likantropii dawała mu większą tolerancję na alkohol. Ale niee, przecież wtedy by miał za dobrze.
— Mignęła ci gdzieś moja siostra? — spytał po chwili, licząc, że być może stary znajomy zdoła rozwiać jego wątpliwości do jej zniknięcia. — Mam wrażenie, że Brenna gdzieś się tutaj niedawno kręciła, ale... Chyba ją zgubiłem.
Zerknął w lewo, potem w prawo, a potem znowu w lewo, jak gdyby spodziewał się, że wypowiedzenie jej imienia na głos sprawi, że dziewczyna zmaterializuje się obok niego, jak jakiś duch albo... demon. Wzdrygnął się mimowolnie, gdy wyobraził sobie, że siostra faktycznie mogłaby mieć taką umiejętność. To zdecydowanie dałoby jej zbyt dużą przewagę. Wiedziałaby, kiedy ją obgaduje lub opowiada w samych superlatywach innym ludziom!
— Dawno się nie widzieliśmy, prawda? — Zmrużył oczy, siadając bokiem, tak aby mieć Prewetta centralnie przed sobą. — Czym się teraz zajmujesz? Ministerstwo?
Dopiero teraz rozbiegane dotychczas spojrzenie Erika zdołało utrzymać uwagę na Vincencie. Musiał przyznać, że zazdrościł mu tego, jak dobrze się nosił po tych kilku intensywnych godzinach zabawy. Wyglądał wręcz... Beztrosko, ale przy tym zachowując odpowiednią statusowi jego rodziny elegancję. Drogi alkohol w dłoni, dogasająca woń papierosów, rozpięta koszula. Tylko namalować mu portret i zatytułować "refleksje młodego arystokraty". Idealnie by wyglądał zawieszony nad kominkiem lub w dużym salonie.
— Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś bardzo fotogeniczny? — spytał, upijając nieco wody sodowej z cytryną. Nie, żeby Erik był jakimś wielkim ekspertem, jednak te kilka poważniejszych doświadczeń z reportami i fotografami sprawiło, że wiedział, co było estetyczne. A teraz Vincent wyglądał bardzo estetycznie. — Masz świetny... Profil.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞