18.01.2024, 16:45 ✶
– Jego intencje nie były czyste w przypadku tego pojedynku czy w ogólności? - spytał Darcy. Pewnie nawet gdyby przyłapał Lyssę na kłamstwie, nie przejąłby się tym ani trochę. Był Ślizgonem i Lockhartem, kłamstwa ciągle padały z jego ust, a co gorsza niekiedy były to łgarstwa, które on sam miał za prawdę. Nie miał może daru swojej siostry, która potrafiła przekonać człowieka, że godzinę wcześniej uratowała Ministra Magii, ale umiał kłamać naprawdę bardzo, bardzo przekonująco. - W gruncie rzeczy jest na swój sposób intrygujące, czy gdyby wygrał pan Nott, oznaczałoby to, że panna Lestrange nie ma honoru, czy może że po prostu on tegoż nie naruszył. Choć gdybym miał zgadywać, chciał jedynie udowodnić, że jest lepszy w walce niż pan Lestrange - stwierdził i przez ułamek sekundy w jego jasnych oczach pobłyskiwało coś na kształt rozbawienia: czego wcale nie chciał ujawniać przed światem. Bo tak naprawdę Darcy miał ten cały pojedynek za trochę absurdalny, i to nie tylko dlatego, że zazdrościł wszystkim zaangażowanym, zarówno pojedynkującym się, jak ich sekundantom. Wygłoszenie tutaj takiej opinii byłoby jednak bardzo mało popularne, ani więc myślał przyznawać, że w jego oczach dwóch idiotów tłukło się o honor kobiety, która ten zgubiła już w Hogwarcie i zdaniem Darcy'ego po prostu musiała zrobić wszystko, by każdy mężczyzna patrzył na nią. Jak dobrze, że jego kochana, najwspanialsza siostrzyczka, która rzecz jasna nie miała sobie równych nigdzie na świecie (no dobrze, mogłaby z nią rywalizować Eunice, ale to zupełnie co innego) nie robiła żadnych rzeczy, przez które Darcy musiałby walczyć o jej honor! (Nie to, że faktycznie by to zrobił. Po prostu obsmarował by takiego delikwenta bezlitośnie w anonimowym artykule albo rozpuścił na jego temat obsceniczne plotki.)
Kąciki warg drgnęły mu lekko i pochylił się odrobinę, jakby chciał zdradzić wielką tajemnicę - chociaż nie do samego ucha Lyssy, byłoby to w końcu niestosowne...
- Muszę przyznać, że Louvain Lestrange wzbudza trochę więcej mojej sympatii - powiedział cicho. Mogło to być związane z tym, że obaj byli Ślizgonami, ale równie dobrze wpływ na taką opinię mogły wywrzeć przesłane mu galeony i fakty, że Lestrange wybrał Darcy'ego do zapowiedzenia i zrelacjonowania pojedynku. To miło łechtało próżność Lockharta.
– Jest tu panienka sama? – spytał, prostując się. Rozejrzał się, gdy zdał sobie sprawę, że trybuny właściwie już opustoszały, a gdzieś znikł Vakel, u boku którego widział ją wcześniej. – Mam pomóc znaleźć twoich towarzyszy albo odprowadzić cię do domu?
Żyli w świecie czarów, i prawdopodobnie przeciętna kobieta, spacerująca tuż przed zmierzchem po magicznych ulicach, miała statystycznie podobne szanse do przeciętnego mężczyzny, aby w razie jakiś kłopotów posłać potencjalnych napastników na ścianę. Ale Darcy lubił uważać się za dżentelmena i uważał, że nie wypada ot tak się teraz pożegnać.
Kąciki warg drgnęły mu lekko i pochylił się odrobinę, jakby chciał zdradzić wielką tajemnicę - chociaż nie do samego ucha Lyssy, byłoby to w końcu niestosowne...
- Muszę przyznać, że Louvain Lestrange wzbudza trochę więcej mojej sympatii - powiedział cicho. Mogło to być związane z tym, że obaj byli Ślizgonami, ale równie dobrze wpływ na taką opinię mogły wywrzeć przesłane mu galeony i fakty, że Lestrange wybrał Darcy'ego do zapowiedzenia i zrelacjonowania pojedynku. To miło łechtało próżność Lockharta.
– Jest tu panienka sama? – spytał, prostując się. Rozejrzał się, gdy zdał sobie sprawę, że trybuny właściwie już opustoszały, a gdzieś znikł Vakel, u boku którego widział ją wcześniej. – Mam pomóc znaleźć twoich towarzyszy albo odprowadzić cię do domu?
Żyli w świecie czarów, i prawdopodobnie przeciętna kobieta, spacerująca tuż przed zmierzchem po magicznych ulicach, miała statystycznie podobne szanse do przeciętnego mężczyzny, aby w razie jakiś kłopotów posłać potencjalnych napastników na ścianę. Ale Darcy lubił uważać się za dżentelmena i uważał, że nie wypada ot tak się teraz pożegnać.