18.01.2024, 19:59 ✶
- Nie wypada mi tego oceniać. Gdybym to zrobił, mógłbym wyjść tylko albo na głupca, albo na gbura – stwierdził Darcy, ale uśmiech cisnący się mu na usta sugerował i co chciałby powiedzieć (i co pewnie powiedziałby, gdyby rozmawiał z Daisy, a może nawet czego mówić by nie musiał, bo ona ujęłaby to jeszcze dobitniej), i że opinie dziewczyny albo się mu podobają, albo przynajmniej go bawią. – Zapewniam, że pojedynki, jakie opisuję, są dużo bardziej porywające. Ale ten tutaj nie poruszył mnie na tyle, by być inspiracją – stwierdził wesoło. Sam jej w końcu wspomniał, że niektóre wydarzenia poruszają wyobraźnię i zostają w pamięci… Ale też pojedynek, chociaż stanowił bardzo ciekawe zjawisko, nie był czymś, co Darcy chciałby przenosić na karty swojej książki.
Zwłaszcza, że gdyby ludzie rozpoznali w postaciach pojedynkujących się, to przysporzyłoby tym panom jeszcze więcej popularności. Przynosił im sławę poprzez swoje artykuły, nie miał zamiaru wspierać ich jeszcze książkami. Nawet jeśli byliby czarnymi charakterami, mogłaby zadziałać tutaj zasada: nieważne, jak mówią, byleby mówili…
– Zawsze stoję po właściwej stronie.
Drgnął lekko, gdy dziewczyna wspomniała o Eden. To imię kojarzyło mu się jednoznacznie, z kobietą, do której kiedyś po cichu wzdychał, a która obecnie była wyłącznie „siostrą Eunice”. Każda myśl o młodej Malfoyównie (a myślał o niej bardzo często) była jednak słodko – gorzka, bo pałał do niej uczuciem zrodzonym z mieszaniny przyjaźni, magii Beltane i autentycznego przywiązania, jakie pojawiło się gdzieś w międzyczasie, a jednocześnie zły był na nią okrutnie: że wolała podążać za przykazami ojca niż za sercem. Niż za Darcym Lockhartem. Czasem aż sam nie wiedział, czy bardziej ją kocha, czy jej nienawidzi i zżymał się w duchu, bo o takich emocjach miło było pisać albo je sobie wyobrażać, za to bardzo niemiło - doświadczać.
– I nie bał się, że ktoś panienkę porwie? – skomentował jednak z uśmiechem, starając się chwilowo odepchnąć myśli o Eunice gdzieś na bok, po czym zaoferował Lyssie ramię, dwornym gestem. Przez moment wyobrażał sobie, że jest bohaterem swojej ostatniej książki, którego doskonałe maniery sprawiały, że panny wzdychały do niego jak Anglia długa i szeroka… Wyprostował się nawet jeszcze bardziej, i minę przybrał nieco dumną, wszak będzie odprowadzał do domu młodą damę!– W takim wypadku z przyjemnością odprowadzę cię do domu – oświadczył, i niezależnie od tego, czy przyjęła jego ramię, czy też nie, wraz z nią ruszył do wyjścia. Na ten niezbyt długi spacer, jaki dzielił ich od kamienicy Dolohovów.
Zwłaszcza, że gdyby ludzie rozpoznali w postaciach pojedynkujących się, to przysporzyłoby tym panom jeszcze więcej popularności. Przynosił im sławę poprzez swoje artykuły, nie miał zamiaru wspierać ich jeszcze książkami. Nawet jeśli byliby czarnymi charakterami, mogłaby zadziałać tutaj zasada: nieważne, jak mówią, byleby mówili…
– Zawsze stoję po właściwej stronie.
Drgnął lekko, gdy dziewczyna wspomniała o Eden. To imię kojarzyło mu się jednoznacznie, z kobietą, do której kiedyś po cichu wzdychał, a która obecnie była wyłącznie „siostrą Eunice”. Każda myśl o młodej Malfoyównie (a myślał o niej bardzo często) była jednak słodko – gorzka, bo pałał do niej uczuciem zrodzonym z mieszaniny przyjaźni, magii Beltane i autentycznego przywiązania, jakie pojawiło się gdzieś w międzyczasie, a jednocześnie zły był na nią okrutnie: że wolała podążać za przykazami ojca niż za sercem. Niż za Darcym Lockhartem. Czasem aż sam nie wiedział, czy bardziej ją kocha, czy jej nienawidzi i zżymał się w duchu, bo o takich emocjach miło było pisać albo je sobie wyobrażać, za to bardzo niemiło - doświadczać.
– I nie bał się, że ktoś panienkę porwie? – skomentował jednak z uśmiechem, starając się chwilowo odepchnąć myśli o Eunice gdzieś na bok, po czym zaoferował Lyssie ramię, dwornym gestem. Przez moment wyobrażał sobie, że jest bohaterem swojej ostatniej książki, którego doskonałe maniery sprawiały, że panny wzdychały do niego jak Anglia długa i szeroka… Wyprostował się nawet jeszcze bardziej, i minę przybrał nieco dumną, wszak będzie odprowadzał do domu młodą damę!– W takim wypadku z przyjemnością odprowadzę cię do domu – oświadczył, i niezależnie od tego, czy przyjęła jego ramię, czy też nie, wraz z nią ruszył do wyjścia. Na ten niezbyt długi spacer, jaki dzielił ich od kamienicy Dolohovów.
Lyssa i Darcy
Postacie opuszczają sesję