23.11.2022, 19:01 ✶
Jeżeli Geraldine sądziła, że za gestem Leandra kryła się braterska miłość, była w błędzie; młody jasnowidz kierował się najbardziej egoistycznymi i infantylnymi pobudkami, na jakie tylko mógł wpaść; odebrał (nie, nie kupił - sam sobie wziął, strasząc właściciela wymyślonymi na poczekaniu przepisami) szczeniaka z hodowli kilka dni wcześniej i przez cały ten czas uczył go jak załatwiać swoje potrzeby na dywan oraz gryźć meble. A przede wszystkim, aby chować się na widok dzikiej zwierzyny. Miał cichą nadzieję, że całe to poświęcenie nie pójdzie na marne, że któregoś dnia zobaczy zmęczenie i bezradność na twarzy siostry. A wtedy wykrzyczy radoście "AHA! Skoro nawet z psem sobie nie umiesz poradzić, to nie dziwię się, że dalej jesteś bezdzietną lambadziarą!". Wprawdzie jeszcze nic straconego i wyżła można było oduczyć pewnych zachowań (szczególnie po tak krótkim szkoleniu), ale Leander nie spodziwał się, aby siostra tak prędko ogarnęła to swym małym rozumkiem. Musiał jej jednak wybaczyć - nie dość, że była kobietą, to jeszcze blondynką.
Żałował, że nie wzięła swojego nowego utrapienia na polowanie, lecz będzie zabawniej, gdy któregoś dnia zastanie ogromną kupę na dywanie. Być może wtedy jej dywan nabierze jakiejś wartości, bowiem gust w kwestii umeblowania miała równie kiepski, co w kwestii doboru swych partnerów (ponawiam zapytanie - kto zaprosił Fletchera???).
— To jest dobry pomysł, żeby w ogóle dawać im broń? — westchnął, podążając za Gerry. Przez moment nawet rozważał wytrzelenie bełtu w jej zdecydowanie zbyt wielki tyłek i udawać, że zrobił to zupełnie przypadkiem. Obawiał się jednak, że jedyny uznawany przez niego autorytet, to znaczy ojciec, mu nie uwierzy i skończy się karczemną awanturą zamiast kolejną gwiazdką do naklejenia w albumie dobrego syna. — Wiesz jak ciężko jest ukryć zwłoki?
Nie wiedziała, bo nigdy nie była w takiej sytuacji. Leander natomiast był, dwa razy. Kilka dni temu miał nawet wizję, w której dwie czarownice miały twarze jego ofiar. Na Merlina, co za piękny widok! Żałował aż, że nie zostawił sobie ich czaszek, tylko pukle włosów i kilka osobistych rzeczy.
— Jelenie nie krwawią tak mocno — mruknął nieco niezadowolony, ostatecznie przystając na jej propocyzję, gdy las zamykał ich w coraz ciaśniejszych objęciach.
Żałował, że nie wzięła swojego nowego utrapienia na polowanie, lecz będzie zabawniej, gdy któregoś dnia zastanie ogromną kupę na dywanie. Być może wtedy jej dywan nabierze jakiejś wartości, bowiem gust w kwestii umeblowania miała równie kiepski, co w kwestii doboru swych partnerów (ponawiam zapytanie - kto zaprosił Fletchera???).
— To jest dobry pomysł, żeby w ogóle dawać im broń? — westchnął, podążając za Gerry. Przez moment nawet rozważał wytrzelenie bełtu w jej zdecydowanie zbyt wielki tyłek i udawać, że zrobił to zupełnie przypadkiem. Obawiał się jednak, że jedyny uznawany przez niego autorytet, to znaczy ojciec, mu nie uwierzy i skończy się karczemną awanturą zamiast kolejną gwiazdką do naklejenia w albumie dobrego syna. — Wiesz jak ciężko jest ukryć zwłoki?
Nie wiedziała, bo nigdy nie była w takiej sytuacji. Leander natomiast był, dwa razy. Kilka dni temu miał nawet wizję, w której dwie czarownice miały twarze jego ofiar. Na Merlina, co za piękny widok! Żałował aż, że nie zostawił sobie ich czaszek, tylko pukle włosów i kilka osobistych rzeczy.
— Jelenie nie krwawią tak mocno — mruknął nieco niezadowolony, ostatecznie przystając na jej propocyzję, gdy las zamykał ich w coraz ciaśniejszych objęciach.