Na całe szczęście Camille nic się nie stało i nie została zraniona. Nie wiedzieli z czym mają do czynienia i lepiej było trzymać odpowiedni dystans. W miarę szczęśliwie się skończyło, kiedy unieruchomili pacjenta a do środka przybyło kilka osób, które też miały dyżur.
Kiedy Lestrange pyta, każdy musi odpowiadać i reagować. Czasami było to upierdliwe, biorąc pod uwagę, że miał ojca ordynatora, babkę dyrektora. Ale przynajmniej wszystko funkcjonowało jak należy. Ta sytuacja na pewno zostanie im zgłoszona i szczęście dla tego uzdrowiciela, który przyznał się do nieostrożności, jeżeli skończy się to naganą i przymusowym dbaniem o siebie.
Patrząc na tego biedaka uzdrowiciela, który nie tylko marnie wyglądał, ale spocił się chyba jeszcze nie pamiętając, czy w ogóle te pasy zapiął. Laurence westchnął, mając chyba to szczęście w sobie, że tak nie wyglądał jak on. Choć czuł się zmęczony, to jednak wiedział, kiedy powiedzieć pas.
Camille od razu wtrąciła się do rozmowy, zaznaczając dobitnie, że oni już skończyli. Choć ona nie miała na sobie kitla lekarskiego, tak Laurence jeszcze w nim chodził. Nie zdążył się przebrać. Mówiła z sensem, zwracając uwagę na nieodpowiednie dbanie o siebie, co doprowadziło do takiego zdarzenia. Laurence zauważył ten drobny szczegół z jej zaciśniętą pięścią. Jakby całe emocje chciała skumulować w jednym miejscu.
- Tak.Mógłby zostać i porządkować, ale nie była to robota na jego rangę. Wyszedł, zostawiając pozostałych, aby ogarnęli ten bałagan. Skoro Camille swoje powiedziała, Laurence nie musiał niczego dodawać.
- Panie Lestrange!
Ktoś zawołał go, kiedy znalazł się z Delacour na korytarzu. Odwrócił się do młodego uzdrowiciela, który wyglądał na świeżaka po odebraniu dyplomów.
- Jeżeli chcesz zapytać o ten bałagan. Posprzątajcie, zanim dyrektorka to zobaczy.
Młody spiął się i wrócił do archiwum. Laurence westchnął i ruszył dalej korytarzem z Camille, chowając różdżkę do kieszeni. Potarł nasadę nosową. Chyba sam odczuwał oznaki zmęczenia. Ale pierw musiałby udać się coś zjeść. Skończył pracę, jak zaznaczyła Delacour.
Jeżeli szli razem, skierował najpierw do swojego biura, gdzie zostawił kitel i zabrał swoje rzeczy. Być może po wspólnym posiłku, uda się do siebie do domu odpocząć.