19.01.2024, 14:50 ✶
Ona z kolei nie mogłaby zostać i porządkować - i tu nie chodziło już o rangę, a najzwyczajniej w świecie o jakieś poczucie sprawiedliwości. Nie ona była odpowiedzialna za ten bałagan, mężczyzna sam się podłożył i doprowadził do tej sytuacji. Camille zupełnie inaczej by zareagowała, gdyby okazało się, że pacjent sam wydostał się z pasów, znokautował ochronę i wpadł do archiwum w... chyba poszukiwaniu różdżki, bo tak o niej ciągle krzyczał. W sumie to było logiczne, że jej szukał - odebrano mu ją zapewne od razu, gdy tylko przyjęto go w szpitalu.
- Coś podobnego- mruknęła tylko, zaciskając i rozluźniając dłoń. Powoli się uspokajała, chociaż na jej twarzy widoczna była zaledwie irytacja, nawet nie złość. Ale ciało reagowało poprawnie, było spięte i dopiero teraz, gdy adrenalina schodziła, Camille była w stanie jako tako się rozluźnić. - Poczekam na ciebie.
Nawet nie zapytała, czy ma coś w planach. Po tym, co zobaczyła, nie zamierzała dać Laurencowi spokoju, dopóki nie dopilnuje, żeby zjadł. Cofnęła się tylko po torebkę, do której zaraz schowała różdżkę, upewniła się że zamknęła szafkę i przeszła długim korytarzem do wyjścia. Tam planowała zaczekać na Lestrange'a, który - miała nadzieję - nie zwieje. Mężczyźni różnie reagowali na to, że ktoś w tak obcesowy sposób mówił im, co mają robić, ale dla Delacour był to przejaw troski. Doskonale zdawała sobie sprawę, że dla pewnych osób głaskanie i proszenie było niczym więcej, jak bzyczeniem natrętnej muchy, latającej koło głowy - było po prostu nieskuteczne. Tutaj musiała po prostu dopilnować pewnych kwestii.
Kończyła wkładać beżowy płaszcz, gdy Lestrange pojawił się na dole. Camille uśmiechnęła się kącikiem ust. Nie zwiał, to dobrze. Nie zatrzymało go nic po drodze - jeszcze lepiej.
- Masz ochotę na coś konkretnego? - zapytała, łapiąc za klamkę. Powietrze było rześkie i przyjemne, chociaż odrobinę chłodne. Był już wieczór, na dodatek mieli kwiecień. Dobrze, że nie padało.
- Coś podobnego- mruknęła tylko, zaciskając i rozluźniając dłoń. Powoli się uspokajała, chociaż na jej twarzy widoczna była zaledwie irytacja, nawet nie złość. Ale ciało reagowało poprawnie, było spięte i dopiero teraz, gdy adrenalina schodziła, Camille była w stanie jako tako się rozluźnić. - Poczekam na ciebie.
Nawet nie zapytała, czy ma coś w planach. Po tym, co zobaczyła, nie zamierzała dać Laurencowi spokoju, dopóki nie dopilnuje, żeby zjadł. Cofnęła się tylko po torebkę, do której zaraz schowała różdżkę, upewniła się że zamknęła szafkę i przeszła długim korytarzem do wyjścia. Tam planowała zaczekać na Lestrange'a, który - miała nadzieję - nie zwieje. Mężczyźni różnie reagowali na to, że ktoś w tak obcesowy sposób mówił im, co mają robić, ale dla Delacour był to przejaw troski. Doskonale zdawała sobie sprawę, że dla pewnych osób głaskanie i proszenie było niczym więcej, jak bzyczeniem natrętnej muchy, latającej koło głowy - było po prostu nieskuteczne. Tutaj musiała po prostu dopilnować pewnych kwestii.
Kończyła wkładać beżowy płaszcz, gdy Lestrange pojawił się na dole. Camille uśmiechnęła się kącikiem ust. Nie zwiał, to dobrze. Nie zatrzymało go nic po drodze - jeszcze lepiej.
- Masz ochotę na coś konkretnego? - zapytała, łapiąc za klamkę. Powietrze było rześkie i przyjemne, chociaż odrobinę chłodne. Był już wieczór, na dodatek mieli kwiecień. Dobrze, że nie padało.