Vincent w pewnym sensie rozumiał zapędy Edwarda. Ich ojciec chciał umrzeć spokojnie, z myslą, że każde z jego potomstwa miało już rodzinę, żonę i dzieci, ale sam Vinc nie kwapił się do tego, co ich wręcz denerwowało. On nietstey nie miał luźnych relacji ze swoją rodziną, nie było tak przyjemnie jak Brenna miała z Erikiem. Vincent był kontrolowany, musiał składać raporty i uważać na to, co mówił w towarzystwie swojego brata. Czuł też powinność bycia z nim szczerym jeśli ten odkryłby jakieś jego sekrety. Dlatego też tak skrzętnie ukrywał swoje powiązania z Brenną, aby chociaż ten zalążek jego życia był po prostu dla niego.
Potargał jej z premedytacją włosy nic nie odpowiadając jej na temat tego, że ciastka są święte. Mogła uważać co chciała, ale to nie ujmowało mu satysfakcji z tego, że zadławił ją ciastkiem, a ona się z tego tytułu oburzyła. Jego wzrok ponownie padł na dziennikarza, który gdzieś w oddali zaczepiał kolejnego przechodnia. Pokręcił z niedowierzeniem głową. Prasa spadała naprawdę na psy. Nie potrafił zrozumieć tego, co to miało na celu. Nie lepiej umówić się z jakimiś chętnymi osobami? Popytać w jakichś aptekach, czy ktoś faktycznie nie zechciałby odpowiedzieć i POGODZIĆ SIĘ Z PIERDOLONĄ ODMOWĄ? Natarczywość nie była zbyt przyjemna.
– Absurdalne. I uwierz, że do mnie więcej kobiet lgnie niż ucieka – prychnął, ale po chwili dotarło do niego, że to nie miało sensu, bo Brenna i tak będzie uważać swoje, a on przecież nie musiał jej udowadniać, że był atrakcyjny dla innych kobiet. Czasami czuł się jak swój brat i miał ochotę wytrzaskać się po pysku. Jak to mówią, co w rodzinie to nie zginie, nie?
Mimowolnie parsknął śmiechem na wzmiankę o skrzynce na listy. No dobra, to serio było dobre i nic nie mógł poradzić. Lubił jej humor i tyle. Gdy weszła na temat kłusowników już spoważniał i nachylił się do niej, aby posłuchać co miała do powiedzenia. To było zdecydowanie bardziej interesujące niż przekomarzanie się na temat tego kto miał lepsze sposoby na zemstę. Już dawno też poddał się z zabranianiem jej robienia jakichś rzeczy. To nie miało sensu – ona zawsze będzie sobą.