19.01.2024, 19:42 ✶
– Nie, kotku, on żyje. Złapałaś go, trochę poturbowałaś, mniej niż sobie zasłużył, ale nie zabiłaś – powiedziała Brenna, obrzucając Avelinę szybkim spojrzeniem. Odetchnęła z ulgą, gdy utwierdziła się w przekonaniu, że przyjaciółka jest cała i zdrowa: co najwyżej spadające na nie fragmenty regału mogły ją tu i ówdzie pokaleczyć. Zagarnęła różdżkę mężczyzny i wcisnęła ją do kieszeni, a potem zaklęciem ściągnęła z niego regał, posyłając resztki mebla pod ścianę.
Napastnik nie miał maski. Twarz ochraniał zaklęciem. I chociaż Brenna powinna chcieć, by złapać śmierciożerców, do licha, chciała złapać ich jak najwięcej, cieszyła się, że ten tutaj był najwyraźniej tylko kimś, kto chciał udowodnić swoją lojalność. To Paxton go powaliła i Brenna obawiała się, że gdyby był śmierciożercą, nigdy by tego nie darowali. A pracując samotnie w sklepie, mieszkając w pojedynkę, była aż zbyt łatwym celem…
– Ave, posłuchaj uważnie. Musisz teraz iść na zaplecze i teleportować się pod Ministerstwo Magii. Biegnij prosto do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Mój ojciec powinien mieć dyżur, ale jeżeli go nie znajdziesz, zgłoś komukolwiek, że doszło do napadu i proszę o szybkie wsparcie, dobrze? – poprosiła, wydobywając z kieszeni kajdanki. Nauczyła się prawie nigdzie bez nich nie ruszać i po raz kolejny okazywało się, że to najlepsze możliwe podejście. Zwłaszcza w tych popierdolonych czasach, jakie nastały w Anglii.
Chociaż w teorii było po walce, serce wciąż tłukło się jej szaleńczo w piersi, a żółć podchodziła do gardła. Wiedziała, że tamten, który uciekł, może tu wrócić albo ściągnąć kolegów. Musiała jak najszybciej wezwać wsparcie do tego tutaj i przede wszystkim zadbać o to, aby Avelina była bezpieczna. Prosiła, by ta pognała do Ministerstwa, bo po pierwsze naprawdę nie mogła ot tak stąd zniknąć sama, zostawiając tutaj tego mężczyznę, ale też bo chciała mieć pewność, że Avelinie nic już nie grozi.
Po głowie Brenny krążyła myśl: co jeśli?
Co jeżeli Paxton byłaby tutaj sama?
Załatwiła napastnika w naprawdę popisowym stylu, ale czy dałaby sobie radę przeciwko dwójce?
Co by jej zrobili?
Brenna zacisnęła szczęki, a potem nieco brutalniejszym gestem niż by należało zgarnęła ręce na wpół ogłuszonego mężczyzny do tyłu i zatrzasnęła mu na nadgarstkach kajdanki. Gniew podpalał jej żyły ogniem, strach wypełniał je lodem, i te dwa żywioły walczyły ze sobą, kiedy przed oczami kobiety migały twarze dotychczasowych ofiar – i obraz, którego nie mogła wyrzucić z głowy. Martwa Avelina, z bladą twarzą, i oczyma utkwionymi gdzieś w pustce.
Napastnik nie miał maski. Twarz ochraniał zaklęciem. I chociaż Brenna powinna chcieć, by złapać śmierciożerców, do licha, chciała złapać ich jak najwięcej, cieszyła się, że ten tutaj był najwyraźniej tylko kimś, kto chciał udowodnić swoją lojalność. To Paxton go powaliła i Brenna obawiała się, że gdyby był śmierciożercą, nigdy by tego nie darowali. A pracując samotnie w sklepie, mieszkając w pojedynkę, była aż zbyt łatwym celem…
– Ave, posłuchaj uważnie. Musisz teraz iść na zaplecze i teleportować się pod Ministerstwo Magii. Biegnij prosto do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Mój ojciec powinien mieć dyżur, ale jeżeli go nie znajdziesz, zgłoś komukolwiek, że doszło do napadu i proszę o szybkie wsparcie, dobrze? – poprosiła, wydobywając z kieszeni kajdanki. Nauczyła się prawie nigdzie bez nich nie ruszać i po raz kolejny okazywało się, że to najlepsze możliwe podejście. Zwłaszcza w tych popierdolonych czasach, jakie nastały w Anglii.
Chociaż w teorii było po walce, serce wciąż tłukło się jej szaleńczo w piersi, a żółć podchodziła do gardła. Wiedziała, że tamten, który uciekł, może tu wrócić albo ściągnąć kolegów. Musiała jak najszybciej wezwać wsparcie do tego tutaj i przede wszystkim zadbać o to, aby Avelina była bezpieczna. Prosiła, by ta pognała do Ministerstwa, bo po pierwsze naprawdę nie mogła ot tak stąd zniknąć sama, zostawiając tutaj tego mężczyznę, ale też bo chciała mieć pewność, że Avelinie nic już nie grozi.
Po głowie Brenny krążyła myśl: co jeśli?
Co jeżeli Paxton byłaby tutaj sama?
Załatwiła napastnika w naprawdę popisowym stylu, ale czy dałaby sobie radę przeciwko dwójce?
Co by jej zrobili?
Brenna zacisnęła szczęki, a potem nieco brutalniejszym gestem niż by należało zgarnęła ręce na wpół ogłuszonego mężczyzny do tyłu i zatrzasnęła mu na nadgarstkach kajdanki. Gniew podpalał jej żyły ogniem, strach wypełniał je lodem, i te dwa żywioły walczyły ze sobą, kiedy przed oczami kobiety migały twarze dotychczasowych ofiar – i obraz, którego nie mogła wyrzucić z głowy. Martwa Avelina, z bladą twarzą, i oczyma utkwionymi gdzieś w pustce.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.