Niesmak tamtych chwil ciągnął się tak za nimi przez cały ten czas. Warto było? Z perspektywy czasu na pewno nie. Mogli być mądrzejsi. Pomyśleć o przyszłości, o tym, jak to mogłoby wpłynąć na nich, na ich relację. Mogli, ale mądry po szkodzie... Tak, przynajmniej tyle z tego wyniknęło. Zmądrzeli. Niektórzy zostawali głupcami nawet po popełnionych błędach. Pokręcił lekko głową na jego słowa, że chciałby jakoś pomóc. To nie tak, że to tak nie działało, ale na pewno nie działało TAK, że drugi człowiek wpływa na ciebie w ten sposób i działanie jest jednostronne. Musiało być dwustronne. Przy czym Laurent nie wierzył w to, że Philip by się całkowicie magicznie zmienił i przestał być taki nerwowy. Tyle lat utrzymywał taką postawę, że to nie było coś, co zmieni się z dnia na dzień. Tak jak Laurent nie był w stanie poskładać się w całość i zebrać w sobie od razu. On również był tak wychowany - z naciskiem, by ulegać autorytetowi. Charyzmatycznemu człowiekowi, od którego chcesz coś uzyskać... ciepło na ten przykład.
- Nie przesadzajmy, to wszystko nie jest i nie było końcem świata. Z wieloma rzeczami przychodzi człowiekowi żyć. Nie zrobiliśmy niczego... haniebnie złego. - Choć w oczach społeczeństwa zapewne wyglądało to inaczej. Tym nie mniej we wszystkich popełnionych błędach nie było już co rozpaczać i się unosić winą, och jakże wielką winą. Szczególnie, że niczego to nie zmieni. Zupełnie niczego. - Co do pomocy to... Sam nie wiem. Po prostu muszę się nauczyć z tym radzić, a pewnie nigdy się nie nauczę do końca. Tak jak ty nigdy nie przestaniesz się irytować. - To będzie wychodziło na wierzch, nawet przy obopólnych staraniach. Nie można sobie mydlić oczu i mówić w kółko, że będzie dobrze, chociaż Laurent naprawdę chciał to robić. Koniec lipca otworzył przed nim jednak nowe drogi, albo raczej - pomógł mu nieco zdjąć klapki z oczu.
Obrócił głowę na taras, gdzie spał Duma. Na morze. To chwilowe rozemocjonowanie, ten żar podsycony przez Philipa wygasł bardzo szybko, ale to dobrze. Wprawiałby tylko w ten dziwny niepokój, w to oczekiwanie na cud boski. Bogiem byłoby tutaj zbliżenie dwóch ciał. Czy naprawdę niektóre marzenia były do realizacji? Tak, jak najbardziej. Nawet jeśli były marzeniami, to były możliwe do wdrożenia w rzeczywistość. W mniejszej czy większej formie, tak... pewnie w mniejszej. Lub z taką osobą przy swoim boku, która nie będzie się bała stracić tego, co zbudowała, tylko po to, żeby... zamienić to życie w cierpienie. Tego już nie pragnął. Czym była chwilowa odwaga, chwilowa duma, że stanęło się naprzeciw światu, gdy ten świat potem miał cię piętnować?
Czuł się zagubiony i miał pustkę w głowie. Pustce towarzyszyło napięcie. Wewnętrzne skamienienie i stres przed tym, jakie słowa tutaj padły. Że teraz dźwigał na sobie odpowiedzialność za... coś, co nie mogło być proste. To wszystko dla Philipa nie mogło być proste. Nie, było pokręcone, zwichrowane, dlatego uciekał i myślał. I kroił to nożem i zlepiał z powrotem. Próbował miąć w palcach jak plastelinę, ale okazywało się, że złączone kolory nie tworzyły tęczy - zamieniały się w brązową papę. Tak, z rozczarowaniem trzeba się liczyć... ale on nie chciał przeżywać kolejnego rozczarowania. I nie chciał go też oferować Philipowi.
- Może ty jesteś gotów na rozczarowanie. Ja nie jestem. - Inaczej by nie pytał. Nie myślałby o tym przyszłościowo, a nie tu i teraz. "Jak nie wyjdzie to nie wyjdzie, trudno". Niby nie chciał deklaracji, ale przecież gdzieś się musieli w tym umiejscowić. Gdzieś... no właśnie, gdzie? Gdzie byłoby im wygodnie? Jak byłoby dobrze? - Nie wiem, na Merlina, nie wiem! - Odpowiedział nieco głośniej, poirytowany z tego napięcia. Teraz to on podniósł się ze swojego miejsca przeszedł parę kroków w bok, żeby stanąć do Philipa bokiem. Żeby nie patrzeć na niego tylko na świat za drzwiami tarasowymi, przez które wpadało morskie powietrze. Ułożył dłoń na poziomie serca, a drugą założył na klatce piersiowej. - Nie uważasz, że powinniśmy zacząć od początku..? Małych kroków, żeby zobaczyć, co będzie pasowało, a co nie..? - Głos mu bardzo szybko całkowicie złagodniał. Obrócił też twarz w kierunku Philipa, żeby spojrzeć w jego niebieskie oczy.