Gdy jeden z psów wyrwał się w jego kierunku nie mógł się powstrzymać i o prostu kucnął wyciągając do niego łapę, aby go pomiziać po głowie. Wytarmosił mu kark, grzbiet, dał tyle miłości ile człowiek od niego nigdy nie uświadczył. Lubił zwierzęta i zawsze było to widać, gdy był w ich towarzystwie. Gdyby miał więcej czasu to zapewne sam sprawiłby sobie takiego psiaka, ale nie miał i nie chciał ryzykować, że to stworzenie będzie czuło się osamotnione, bo on podły właściciel latał po lasach zamiast wyjść z nim na spacer. Brenna miała ten plus, że w jej domu był ogrom ludzi, więc zawsze był ktoś kto się nim zajmie. Jego brat miał wyszkolone psy obronne, ale nie było to to samo, co posiadanie psijaciela.
– No już, spokojnie, wystarczy – wymruczał do Gałgana z uśmiechem, poklepał go lekko po boku i wstał z powrotem na nogi.
Jego wzrok padł na Brenne, która najwyraźniej odpłynęła w krainę myśli i może kręcenia? Miał nadzieję, że nie będzie przed nim unikać odpowiedzi, ale wiedział też, że się łudził. Ta kobieta miała swoje sekrety, a on nigdy w nie wchodził – do dzisiaj. Wiedział, że ona coś knuła, wiedział, że nie bez powodu szła do jego brata. Nikt bez powodu nie chodzi do Edwarda Prewetta. Uniósł brew ku górze na jej odpowiedź i wywrócił oczami dookoła. Już widział jak ona leci na tego starego pryka. Liczył może, że uda mu się z niej wyciągnąć jakieś drobne szczegóły dotyczące tamtego mężczyzny, że może coś ustaliła, albo coś robi w kierunku tego, aby go złapać i zmiażdżyć. No dobra – Brenna raczej nie miażdżyła dosłownie ludzi.
– Taaa, już widzę jak niecnie kogoś uwodzisz, a zwłaszcza Prewetta – parsknął kręcąc głową. – Chcesz zajarać Niecna Uwodzicielko? – nie zapomni jej tego nigdy. Co to, to nie. Do końca życia będzie już niecną uwodzicielką jego brata. Nie mógł się powstrzymać od śmiechu, bo wyobraził sobie to jak dziewczyna przychodzi i siada Edwardowi na kolana, a potem obrywa jakimś przedmiotem od jego żony. – Z tobą się nie da poważnie rozmawiać – westchnął ciężko i gdy już opanował swój śmiech wrócił do palenia papierosa pozwalając jej kontynuować wypowiedź.
– I myślisz, że w kasynach mojego brata może się kręcić ktoś ze Śmierciożerców? I zaatakowałby jego syna? – zapytał mrużąc oczy i wpatrując się w nią – Z jakiego tytułu byłaś u niego? Nie sądzę, aby Ministerstwo działało w ten sposób.