23.11.2022, 20:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2022, 23:16 przez Ada Wright.)
- Heather, kochanie, opowiadasz takie bzdury, że mogłabym podejrzewać cię o bycie pod wpływem na miotle. – Oj mogła. Oskarżyłaby ją o niepodzielenie się z siostrą stryjeczną, czymkolwiek to było co przed wylotem wlała sobie w gardło. Przekomarzała się z nią oczywiście. Nie rozumiała za dobrze opowieści o gąsiorze, kaczce czy innym stworzeniu, na które napatoczyła się jej kuzynka.
Dotarły na sabat o czasie, co było dla nich nie lada osiągnięciem. Wrightówna obserwowała swoją przyjaciółkę jak rozwija najlepsze prędkości, których nawet jastrząb nie mógłby się powstydzić. Nie miała niestety żadnej konkurencji. Ada przy niej mogłaby się schować. Latała co prawda wyczynowo, świdrując w powietrzu, wywijając bączki, ale Heather to była inna liga!
Dzięki takim okazjom i przejażdżkom, mogła po prostu wynotować uwagi, sprawdzić swoje nowe miotły, czy po prostu poobserwować czym się teraz latało wśród reszty ludzi. Dziś był ten dzień.
- Popatrz na to. – rzuciła, kiwając głową ze zmieszaną miną, na rządek pospolitych mioteł, zaparkowanych w specjalnym miejscu. Miały tam zaraz podejść i zostawić swoje.
Na tle tych wszystkich przeciętnych patyczków, ich miotły błyszczały jak Perły Europy. Były po prostu... inne niż wszystkie. Miotła Ady została zrobiona z drewna o ciemnej, niby błyszczącej fakturze. Kształt miała zdecydowanie sportowy, drapieżny.
- Połowa z nich nadaje się do naprawdy. – pokręciła głową. Ona zrobiłaby to pewnie za grosze, byleby pokazać, że się da. Skrzyżowała ręce na piersi, czekając na kuzynkę. – Albo na ognisko, ale szkoda drewna...
Nosiła rękawiczki z lekkiej, ale ciepłej skóry. Nie zdejmowała ich na razie, choć zakładała je, bez dwóch zdań, do latania. Prawda, latała bardzo często, ale nie znalazło się na nich ani grama śladu upływu czasu. Jakby dopełnieniem całości jej wizerunku były oczywiście tego samego koloru bryczesy, ciemny golf i elegancki płaszcz. Ostatnio ciągle było jej zimno. Choć noce robiły się krótsze, a dni coraz cieplejsze, nie mogła porzucić płaszcza, przynajmniej teraz nie zapinanego pod samą szyję. Kiedy zsiadały z mioteł, chciała go porzucić, ale zawahała się.
@Heather Wood
Dotarły na sabat o czasie, co było dla nich nie lada osiągnięciem. Wrightówna obserwowała swoją przyjaciółkę jak rozwija najlepsze prędkości, których nawet jastrząb nie mógłby się powstydzić. Nie miała niestety żadnej konkurencji. Ada przy niej mogłaby się schować. Latała co prawda wyczynowo, świdrując w powietrzu, wywijając bączki, ale Heather to była inna liga!
Dzięki takim okazjom i przejażdżkom, mogła po prostu wynotować uwagi, sprawdzić swoje nowe miotły, czy po prostu poobserwować czym się teraz latało wśród reszty ludzi. Dziś był ten dzień.
- Popatrz na to. – rzuciła, kiwając głową ze zmieszaną miną, na rządek pospolitych mioteł, zaparkowanych w specjalnym miejscu. Miały tam zaraz podejść i zostawić swoje.
Na tle tych wszystkich przeciętnych patyczków, ich miotły błyszczały jak Perły Europy. Były po prostu... inne niż wszystkie. Miotła Ady została zrobiona z drewna o ciemnej, niby błyszczącej fakturze. Kształt miała zdecydowanie sportowy, drapieżny.
- Połowa z nich nadaje się do naprawdy. – pokręciła głową. Ona zrobiłaby to pewnie za grosze, byleby pokazać, że się da. Skrzyżowała ręce na piersi, czekając na kuzynkę. – Albo na ognisko, ale szkoda drewna...
Nosiła rękawiczki z lekkiej, ale ciepłej skóry. Nie zdejmowała ich na razie, choć zakładała je, bez dwóch zdań, do latania. Prawda, latała bardzo często, ale nie znalazło się na nich ani grama śladu upływu czasu. Jakby dopełnieniem całości jej wizerunku były oczywiście tego samego koloru bryczesy, ciemny golf i elegancki płaszcz. Ostatnio ciągle było jej zimno. Choć noce robiły się krótsze, a dni coraz cieplejsze, nie mogła porzucić płaszcza, przynajmniej teraz nie zapinanego pod samą szyję. Kiedy zsiadały z mioteł, chciała go porzucić, ale zawahała się.
@Heather Wood
Run, little rabbit, run
No, they'll never catch you, no, how
Don't ever stop or slow down
We're counting on you now
*