Może faktycznie więc była bogaczką? Przynajmniej w oczach innych, sama uważała, że jest dopiero na samym początku drogi do tego, aby faktycznie stać się bogatą. Właściwie to też zależy od tego, co uznawane może być za bogactwo, miała ogromną wiedzę, doświadczenie, to już było coś. Nie uważała, że do bogactwa wpisują się tylko rzeczy materialne, chociaż nie ma co ukrywać, że jej najbliższymi przyjaciółmi byli Longbottomowie, którzy byli obrzydliwie bogaci, aż takich dużych aspiracji nie miała, chociaż może odrobinkę? To by było coś, dorobić się samemu takiej fortuny. Miała już plany na powiększenie swojej działalności, jeśli cukiernia nadal będzie tak dobrze prosperować to zainteresuje się piętrem kamienicy i otworzy w nim hotel, jeśli nieco gorzej to może zainwestuje zarobione pieniądze w jakąś niewielką filię? Na pewno będzie musiała coś zrobić, bo czuła, że jest to odpowiedni moment, po wielu latach stagnacji wreszcie mogła rozwinąć skrzydła i ogromnie jej się to podobało.
Była trochę zawiedziona, że przegrywa z Bertiem Bottem, nie znała go osobiście, jednak każdy słyszał o jego słodkościach, chciała mu dorównać, ba miała aspiracje nawet go przeskoczyć w tej cukierniczej hierarchii, szkoda tylko, że nie wiedział o tym wyścigu, mogłoby to dodać nieco kolorów do tego współzawodnictwa, o którym póki co wiedziała tylko ona. - To jego pierwszy i ostatni punkt. - Powiedziała bardzo pewnym tonem, zdecydowanie zadzierała nosa, jeśli chodzi o sprawy związane ze swoim zawodem.
Weszła do środka. Znajdowało się tam kilka osób, gawędzili przy niewielkich stolikach rozsiani po całej kawiarni. Uderzył w nich zapach kawy i pączków. Właśnie upiekła się kolejna partia, którą Wendy nawet wyciągnęła z pieca. Powoli zaczynała odnajdywać się na kuchni, potrafiła zlokalizować piec i dostrzec, kiedy część wypieków była gotowa. To spory sukces jak na osobę, która nie potrafiła rozróżnić ciasta od tortu.
Jako, że szła pierwsza nie zauważyła, że Flynn skupił się na tabliczce z nazwą klubokawiarni. Na całe szczęście ona w przeciwieństwie do niego pamiętała, jak nazwała się na tej randce w ciemno, bo skorzystała z imienia swojej babki (całkiem dobra metoda, żeby go nie zapomnieć).
- Teraz tak, najlepiej będzie jak podejdziesz do gabloty i wybierzesz sobie wszystko, na co mają ochotę twoje oczy. Zaparzę ci do tego kawę, tylko musisz powiedzieć, jaką pijesz. - Czy wyglądał jej na osobę, która pije kawę z mlekiem? Raczej nie, sprawiał wrażenie osoby, która sięga po czarną, nawet tylko po to, żeby mroczniej wyglądać.
Kiedy Flynn podszedł do ogromnej gabloty, która ciągnęła się przez całą ścianę, przerywała ją jedynie lada, przy której stała Wendy, mógł dostrzec za szybą przeróżne słodkości. Znajdowały się tam jagodzianki, z kruszonką na wierzchu, pączki, z lukrem i bez, cukrem pudrem, o różnych smakach: budyniowe, malinowe, różane, z czekoladą białą i ciemną, tak, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie, mógł zauważyć też drobniutkie, kolorowe makaroniki, których pewnie byłby w stanie zjeść kilka za jednym razem, były tam też babeczki, w różnych kolorach, ozdobione perfekcyjnymi kwiatkami wykonanymi z jadalnych składników.