20.01.2024, 11:14 ✶
Bawiąc się z Lady, Patrick poświęcał kotu właściwie całą swoją uwagę. Trzymał bukiecik z kocimiętki w ręce i to przysuwał to odsuwał go do białej, puchatej kulki. Czasem dla niepoznaki, gdy kocica zaczynała już łapać wyznaczony przez niego rytm i zwinnymi łapkami capać za kwiatki, zmieniał go powodując konsternację na kocim pyszczku. Było mu dziwnie miło, z białym, puszystym ciężarem na kolanach, choć jego spodnie pewnie zaczynały cierpieć na niespotykany dotąd w ich życiu nadmiar przypadkowej, kociej sierści. Steward nie był pedantem (kto pracował z nim w jednym biurze, albo zdążył przyjść tam do niego z jakąś sprawą wiedział, że miejsce przy którym siedział zawsze zawalone było masą – zdawałoby się – niepotrzebnych przedmiotów: papierowymi kulkami, wieloma mniejszymi i większymi kawałkami pergaminu, kilkunastoma piórami, paroma numerami porysowanego Proroka Codziennego, kolekcją osobliwych kształtów i kolorów kamieni oraz mnóstwem innego rodzaju bibelotów), ale jego spodnie sierści raczej nie zaznały, bo poza sową, zwierząt nie posiadał. Lady, choć tego nie wiedziała, była w czymś pierwsza.
- No dobrze, dosyć tego dobrego – rzucił miękko na końcu, wreszcie wręczając bukiecik kotce i nie próbując już jej go odebrać. Odruchowo, trochę korzystając z okazji, wykorzystał moment by pogładzić ją po czubku łebka i za uszkami. – Idę do twojej pani. Wreszcie chyba nie ma obok niej zbyt wielu osób.
Odłożył Lady na krzesło obok siebie i podniósł się ze swojego miejsca. Otrzepał lekko spodnie a potem ruszył w stronę Nory Figg. Po głowie ciągle błądziły mu dostrzeżone jakiś czas wcześniej nici powiązań, ale myślał o nich bardziej w kwestii uporządkowania sobie relacji, o których wiedział (albo nie wiedział) niż jakichś innych. Wiedza bywała przydatna, nawet jeśli potrafiła przy okazji mocno rozczarowywać.
W tle grała muzyka. Uśmiechnął się przyjaźnie do Nory.
- Zdaje się, że wreszcie udało mi się ciebie złapać samą. Dzisiaj są twoje urodziny, a mam wrażenie że skupiłaś się głównie na tym, żeby wszyscy zaproszeni zostali odpowiednio ugoszczeni i dobrze się bawili – zauważył pogodnie, bez przygany w głosie, z tonu jakby kompletnie przecząc wypowiedzianym słowom; bardziej w formie zagajenia. Inna rzecz, że – patrząc na sprawę ze statkiem - Nora miała po prostu ogromnego pecha i Patrickowi wydawało się, że był na przyjęciu jedną z niewielu osób, która nie pozostawała zmęczona. – Dasz się wyciągnąć na parkiet? – zapytał, wyciągając w jej stronę zachęcająco rękę. Mogli też wypić po drinku, jeśli cukierniczka nie miała ochoty na taniec.
- No dobrze, dosyć tego dobrego – rzucił miękko na końcu, wreszcie wręczając bukiecik kotce i nie próbując już jej go odebrać. Odruchowo, trochę korzystając z okazji, wykorzystał moment by pogładzić ją po czubku łebka i za uszkami. – Idę do twojej pani. Wreszcie chyba nie ma obok niej zbyt wielu osób.
Odłożył Lady na krzesło obok siebie i podniósł się ze swojego miejsca. Otrzepał lekko spodnie a potem ruszył w stronę Nory Figg. Po głowie ciągle błądziły mu dostrzeżone jakiś czas wcześniej nici powiązań, ale myślał o nich bardziej w kwestii uporządkowania sobie relacji, o których wiedział (albo nie wiedział) niż jakichś innych. Wiedza bywała przydatna, nawet jeśli potrafiła przy okazji mocno rozczarowywać.
W tle grała muzyka. Uśmiechnął się przyjaźnie do Nory.
- Zdaje się, że wreszcie udało mi się ciebie złapać samą. Dzisiaj są twoje urodziny, a mam wrażenie że skupiłaś się głównie na tym, żeby wszyscy zaproszeni zostali odpowiednio ugoszczeni i dobrze się bawili – zauważył pogodnie, bez przygany w głosie, z tonu jakby kompletnie przecząc wypowiedzianym słowom; bardziej w formie zagajenia. Inna rzecz, że – patrząc na sprawę ze statkiem - Nora miała po prostu ogromnego pecha i Patrickowi wydawało się, że był na przyjęciu jedną z niewielu osób, która nie pozostawała zmęczona. – Dasz się wyciągnąć na parkiet? – zapytał, wyciągając w jej stronę zachęcająco rękę. Mogli też wypić po drinku, jeśli cukierniczka nie miała ochoty na taniec.