Laurence też był zdania, że kto dopuścił się bałaganu, też powinien sprzątać. Nieostrożność jednego z uzdrowicieli, nie dbając o siebie, była w sumie przykładem i ostrzeżeniem dla pozostałych, co się stanie jak nie będą nad wszystkim panować. Szczególnie nad swoimi pacjentami. Mogą grozić im poważne konsekwencje, gdyż taki pacjent jak tutejszy, stanowił zagrożenie dla siebie i otoczenia. Całe szczęście, że Camille nic się nie stało, kiedy była zbyt blisko kontaktu z nim.
Chcąc nie chcąc, Laurence musiał w tym momencie postraszyć członkiem swojej rodziny, zajmującym bardzo wysokie stanowisko w tej placówce. Po to, aby zwrócić im uwagę na to, jak kobieta ceni sobie szybkie działania i nie pozostawiania sprawy w dalszym bałaganie. Archiwum to cenne miejsce dla wszystkich pracowników tego szpitala. I tak dyrektorka dowie się o tym incydencie, to może nagana będzie mniejsza za szybką reakcję i uprzątnięcie problemu. Niech mają to na uwadze.
Nie zamierzał wiać z miejsca, skoro Camille zakomunikowała, że na niego poczeka na dole, przy wyjściu. Skinął tylko głową w zgodzie i udał się do swojego biura przebrać i zabrać swoje rzeczy. Ubrał płaszcz, poprawił kołnierz, kitel lekarski schował do szafki. Posprawdzał jeszcze kilka rzeczy na biurku. Do swojej torby schował to, co wymagało by pilniejszej analizy, którą dokona w domu. Jak wypocznie i jeżeli czas mu na to pozwoli. Była to jedna sprawa a nie kilka. Te mniejszej wagi, pozostawił na biurku na kolejny dzień.
Zabrał torbę na ramię i opuścił swoje biuro. Zamknął porządnie i skierował się na dół, dostrzegając czekającą już na niego koleżankę.- Nie mam. Możemy udać się gdziekolwiek, gdzie raczej serwują kuchnię wegetariańską.
Odparł w odpowiedzi, pozwalając jej pierwszej opuścić szpital. Zatrzymywany na szczęście nie był. Choć miał ochotę sprawdzić, jak idą prace porządkowe w szpitalu, to jednak musiał to pozostawić nadzór innym, pracującym obecnie w szpitalu. Chyba jego siostra, też skończyła wcześniej.
- Prowadź. Zdam się na Twoje propozycje co do lokalu.