Wzięła głęboki oddech, kiedy znalazła się w środku. Musiała sobie poradzić z żartem ducha w jak najbardziej cywilizowany sposób. Nie spodziewała się tego, że kawiarnia będzie aż tak bardzo wypełniona ludźmi, liczyła na to, że chociaż tutaj los się do niej uśmiechnie. Niestety stało się zupełnie inaczej. Musiała to zrobić dyskretnie, tego była pewna i nieco się obawiała, że jej się nie uda, bo znała Wendy. Jej osobowość nieco komplikowała sprawę, bo dziewczyna należała do tych głośnych i czuła, że nie będzie potrafiła zachować powagi, a jej wcale, ale to wcale nie było do śmiechu, bliższa była raczej płaczu z powodu tego, co ją spotkało.
- Mam nadzieję, że nie będzie następnych razów panie Longbottom. - Odpowiedziała jeszcze mężczyźnie, bo czuła, że to doświadczenie wystarczy jej na całe życie, zdecydowanie wolałaby go nie powtórzyć.
Mimo wszystko czuła wsparcie Morpheusa w tej sytuacji, bo jej nie zostawił samej z tym wszystkim, tylko przyszedł tutaj z nią, zainteresował się sprawą, chociaż wcale nie musiał. Nieco podnosiło ją to na duchu, spojrzała na zegar, który znajdował się na jednej ze ścian, zostało jej jeszcze jakieś dziewiętnaści godzin w tej postaci, nie było najgorzej.
Ruszyła w stronę lady, nie weszła jednak za nią, jak miała to w zwyczaju, bała się, że Wendy zrobi niepotrzebne zamieszanie i wtedy wszyscy będą na nią patrzeć. Stanęła w kolejce, jak Merlin przykazał, nadal trzymała w dłoni jedną z toreb z zakupami. Odstała swoje, Longbottom jej towarzyszył, po czym dotarła do swojej pracownicy. - Cześć Wendy. - Zaczęła rozmowę, każdy mógł się domyślić jak ma na imię, bo miała na koszulce plakietkę z taką informacją. Dziewczyna jednak mogła zauważyć, że chłopak który przed nią stał zachowywał się, jakby faktycznie ją znał. - Posłuchaj mnie uważnie - Nachyliła się i zaczęła szeptać konspiracyjnym tonem. - Wiem, że zabrzmi to głupio, ale to ja, Nora, twoja szefowa. Kiedy szłam po zakupy przydarzyło mi się coś dziwnego, wolałaby, żeby jak najmniej osób się o tym dowiedziało. Stałam się ofiarą żartu pewnego ducha, przez co jestem dzisiaj Norbertem. - Figg spoglądała na nią uważnie, chciała zobaczyć, czy jej uwierzy. Miała nadzieję, że przekonanie jej wcale nie będzie takie trudne, szczególnie, że nadal przypominała siebie, oczy zupełnie jej się nie zmieniły. - Nie komplikuj proszę sytuacji, pójdę teraz na zaplecze, zaniosę te całe zakupy, które miałam przynieść i nie będę się pokazywać przez resztę dnia w tej wersji. - Dziewczyna, stojąca za ladą próbowała powstrzymać śmiech, lecz Figg widziała w jej oczach łzy, najwyraźniej bardzo mocno ją to rozbawiło, nie odezwała się jednak ani słowem, chyba walczyła ze sobą, żeby nie wybuchnąć śmiechem, wypuściła ich jednak za ladę.
Mogli udać się dalej, do królestwa Nory, szła szybkim krokiem, żeby zniknąć z oczu wszystkich ludzi, którzy znajdowali się w cukierni. Nie spoglądała za siebie, żeby sprawdzić, czy Longbottom idzie za nią, wierzyła, że właśnie tak jest. Gdy znalazła się w kuchni, odetchnęła z ulgą. - Ja pierdole, udało się. - Mruknęła, kiedy trafiła do swojego królestwa, bardzo rzadko kiedy sięgała po wulgaryzmy, tym razem jednak musiała.