Mrugnął ze trzy razy, jakby nie był do końca mentalnie sprawny, kiedy znów usłyszał głos kierowany do niego. Ale niekoniecznie dlatego, że w ogóle ktośkolwiek się do niego odezwał, ten etap już mieliśmy za sobą. Raczej dlatego, że, tak, jak zostało powiedziane - grupa była dynamiczna. Tak jakby każdy tutaj brał na siebie obowiązek, by nie było tego jednego smuta siedzącego w kącie, który nie potrafi sobie znaleźć ani osoby do pogawędzenia, ani zajęcia. Pielęgnował myśl, że mógłby się powoli zbierać, że skoro wszystkie "formalności" zostały dopełnione, to w domu czeka na niego ciepłe łóżko, kochany jarczuk i szum morza. Spokój - tak... A raczej: na pewno nie. Myśl, zarówno ta pielęgnowana jak i jakakolwiek inna, została rozbita i rozłożona wokół niego. Nie gwałtem, nie atakiem. Bardzo delikatnie. Bez huku trzaskanego szkła. W dźwiękach muzyki, która się wokół rozległa. W magicznej chwili, kiedy ktoś cię zaczepia, a ty myślisz "jakie piękne oczy..." Książkowy moment, na które czeka większość nastolatek. Niestety Laurent nie był ani w książce, ani nie był nastolatką, a umiłowanie do rzeczy pięknych (również na szczęście) nie było domeną tylko tych dwóch wymienionych. Dlatego też uśmiechnął się ciepło do mężczyzny, którego partner rozmów (czyli Patrick) zajął się uroczą Lady.
- Nie da się tego ukryć. - Potwierdził. To był ten dobry rodzaj dynamiki, ten miły. Przyjemnie się na niego spoglądało i przyjemnie było go muskać, być jego częścią. - Niestety mimo mojego umiłowania do przyjęć brak sił neguje możliwość zaczerpnięcia pełną garścią z tej dynamiki. - Ale dziękuję. Bo w jego głowie wydawało się to czysto grzecznościowe. - Cieszę się widząc cię w tak dobrym stanie. Twój stan wydawał się bardzo poważny. - Tam, na statku. Teraz... chyba niesprawna ręka? Złamana, koniec końców? Ale poza tym Erik wyglądał... zaskakująco dobrze. I nie to, żeby brakowało mu przystojnego lica, och nie. Zaskakująco dobrze jak na kogoś, kogo życie wisiało na włosku x godzin temu. Skierował wzrok na Avelinę, idąc za pytaniem Erika. Skorzystał z zaproszenia i zamiast siadać z boczku, cichutko i grzeczniutko, zrobił parę ostrożnych kroków w stronę Aveliny i Thomasa. - Poznaliśmy się w Hogwarcie. - Potwierdził jej słowa. Ciekawe - przeszło mu przez głowę - że czystokrwiści tak chętnie wykluczają wszystkich innych ze swojego grona. Ale ci, którzy czystej krwi nie mają, wcale nie wykluczając czystokrwistych. Tak jakby świat chciał pokazać, że ci, którzy głowę noszą za wysoko, nigdy nie dostrzegą piękna wszystkiego wokół. I Laurent całkowicie się z tym zgadzał.