20.01.2024, 18:20 ✶
- Znam jedno takie miejsce - powiedziała w końcu, po chwili namysłu. Sama wychowała się w rodzinie, w której mięso jadło się dość rzadko, ale nie oznaczało to, że go nie jadła wcale. Poza tym gust kulinarny Camille był dość skomplikowany i różnił się kosmicznie od tego, jaki mieli Anglicy. Delacour była Francuzką, to właśnie we Francji się urodziła i wychowała, nie potrafiła się przestawić na angielską kuchnię. Na ten przykład na ciężkie śniadania, które tak lubili mieszkańcy Londynu. Plusem było też to, że Camille nie gotowała - gotowano dla niej lub jadła na mieście, znała więc sporo miejsc, w których można było zjeść zarówno dania bezmięsne, jak i mięsne. I właśnie jedna taka knajpka przyszła jej do głowy, gdy Lestrange przypomniał o swoich upodobaniach. Albo przekonaniach? W sumie nigdy nie pytała go o to, jak podchodzi do zwierząt i ich zabijania.
Ruszyła w prawo, zwalniając kroku. Pogoda była całkiem przyjemna, więc nie mieli powodu, by się przesadnie spieszyć. Poza tym Camille czuła, że Laurence wziął ze sobą część papierkowej roboty, ale nie zamierzała zmywać mu za to głowy. Powiedziała swoje, a wracanie w kółko do tego samego tematu byłoby męczące nie tylko dla niego, ale i dla niej. Miała tylko nadzieję, że nie będzie się przeciążał.
- Rzadko mamy okazję tak po prostu porozmawiać w spokoju, zauważyłeś? - zagaiła, zerkając na niego z ciekawością. Zwrócił na to uwagę, czy raczej było to dla niego normalne? Oboje byli strasznie zapracowani, co przekładało się stety lub niestety na ich życie prywatne. W przypadku Camille to było raczej wybawienie, niedawno otrzymała kolejny list z zaproszeniem na spotkanie kandydata, którego wybrali jej rodzice. Jeszcze była młoda i mogła pozwolić sobie na małżeństwo i urodzenie dzieci, z tym że... Wcale tego nie chciała. Kariera była dla niej niezwykle ważna, nie była pewna czy nie obarczyłaby dzieci za przerwę w jej rozwoju. Poza tym zawsze uważała, że nie potrzebuje mężczyzny u swojego boku, przynajmniej nie na stałe. Chociaż ostatnio samotne noce zaczęły ją męczyć. Wzbudzały niepokój i naturalne było, że czasem wyobrażała sobie co by było, gdyby miała obok siebie kogoś, z kim mogłaby porozmawiać i do kogo się przytulić. Po prostu spędzić czas. Zerknęła ponownie na Lestrange'a i uśmiechnęła się lekko. - Zawsze ktoś jest obok i czegoś chce albo... Właśnie zdarzają się takie sytuacje jak ta przed chwilą. Nie wiem czy to my przyciągamy takie sytuacje, czy po prostu los się uwziął.
W gruncie rzeczy to było odrobinę zabawne - mogłaby obstawić, że gdy dojdą do restauracji, to też się coś wysypie. Na przykład ktoś złamie nogę albo ktoś się pobije na ulicy tak mocno, że będzie trzeba mu pomóc. Albo wybuchnie sklep z eliksirami, bo czemu nie - jak już los rzuca kłody pod nogi, to zwykle robi to z przytupem.
Ruszyła w prawo, zwalniając kroku. Pogoda była całkiem przyjemna, więc nie mieli powodu, by się przesadnie spieszyć. Poza tym Camille czuła, że Laurence wziął ze sobą część papierkowej roboty, ale nie zamierzała zmywać mu za to głowy. Powiedziała swoje, a wracanie w kółko do tego samego tematu byłoby męczące nie tylko dla niego, ale i dla niej. Miała tylko nadzieję, że nie będzie się przeciążał.
- Rzadko mamy okazję tak po prostu porozmawiać w spokoju, zauważyłeś? - zagaiła, zerkając na niego z ciekawością. Zwrócił na to uwagę, czy raczej było to dla niego normalne? Oboje byli strasznie zapracowani, co przekładało się stety lub niestety na ich życie prywatne. W przypadku Camille to było raczej wybawienie, niedawno otrzymała kolejny list z zaproszeniem na spotkanie kandydata, którego wybrali jej rodzice. Jeszcze była młoda i mogła pozwolić sobie na małżeństwo i urodzenie dzieci, z tym że... Wcale tego nie chciała. Kariera była dla niej niezwykle ważna, nie była pewna czy nie obarczyłaby dzieci za przerwę w jej rozwoju. Poza tym zawsze uważała, że nie potrzebuje mężczyzny u swojego boku, przynajmniej nie na stałe. Chociaż ostatnio samotne noce zaczęły ją męczyć. Wzbudzały niepokój i naturalne było, że czasem wyobrażała sobie co by było, gdyby miała obok siebie kogoś, z kim mogłaby porozmawiać i do kogo się przytulić. Po prostu spędzić czas. Zerknęła ponownie na Lestrange'a i uśmiechnęła się lekko. - Zawsze ktoś jest obok i czegoś chce albo... Właśnie zdarzają się takie sytuacje jak ta przed chwilą. Nie wiem czy to my przyciągamy takie sytuacje, czy po prostu los się uwziął.
W gruncie rzeczy to było odrobinę zabawne - mogłaby obstawić, że gdy dojdą do restauracji, to też się coś wysypie. Na przykład ktoś złamie nogę albo ktoś się pobije na ulicy tak mocno, że będzie trzeba mu pomóc. Albo wybuchnie sklep z eliksirami, bo czemu nie - jak już los rzuca kłody pod nogi, to zwykle robi to z przytupem.