Ach, gdyby mógł czytać w myślach, to natychmiastowo zgodziłby się z Norą, uważając ją za swoją najbliższą sojuszniczkę w brutalnej walce z własną siostrą. Właśnie, jak Brenna mogła go zostawić? Co miała na swoje usprawiedliwienie? Wprawdzie rozumiał, że chciała osobiście zadbać o to, aby ich wspólna przyjaciółka nie zadłużyła na długie miesiące, o ile nie lata, zupełnie nowego biznesu, tak mogła przynajmniej powiedzieć coś do gości, zanim tak ostentacyjnie zeskoczyła ze sceny.
Jakoś to będzie, powtarzał sobie Erik, starając się jakoś pocieszyć w tej dosyć nietypowej sytuacji. Pięć tysięcy to całkiem spora suma, więc wiele sierotek będzie bardzo wdzięcznych za to, jaką pomoc udało się zorganizować w tak krótkim czasie. Sama sugestia, że ta sterta galeonów mogłaby zostać dodatkowo powiększona była dosyć mało prawdopodobna i można by było ją wyśmia...
— Co? — wymsknęło mu się, gdy usłyszał, że kwota została podbita do siedmiu tysięcy. Momentalnie się zaczerwienił. Powinien bardziej uważać. Ostatni „fant” i tak już przykuł nie lada uwagę. Nie musiał jeszcze dawać swoim gościom, jak i prasie dodatkowej pożywki w formie swoich komentarzy.
Z początku sądził, że to Seraphina postanowiła dogryźć Elliottowi, jednak szybko zorientował się, że tym razem prowodyrem była nie właścicielka kasyna, a Eden Lestrange. Co ciekawe, kobieta wydawała się zupełnie niezainteresowana tym, co się dzieje na scenie, bo była wpatrzona w swojego męża. Czy tutaj się toczyła jakaś gra, o której istnieniu nie miał pojęcia? Czemu nikt go nie wtajemniczył? To była jakaś zmowa między Brenną a reprezentantami rodzin czystej krwi? Erik rozłożył bezradnie ręce, przestępując nerwowo z nogi na nogę.
Jakby tego było mało, flesz aparatu Daisy uderzył go po oczach, co sprawiło, że poczuł się jeszcze mniej komfortowo. Mógł robić dobrą minę do złej gry, ale na tym zdjęciu na pewno nie wyjdzie zbyt... godnie. Co jak co, ale brukowce będą miały ponadprogramową ilość materiału z tej nocy. Nie miałem pojęcia, że zaczęliśmy finansować dział rozrywkowy, pomyślał nieco od czapy Erik, starając się skupić na faktach.
Cena się podnosiła. Stopniowo, ale znacznie wolniej niż jeszcze parę minut wcześniej. Przez jedną piękną chwilę można było wręcz odnieść wrażenie, że sytuacja została opanowana, a tempo aukcji wyhamowało. Ta. Akurat. Jeśli ciszę, która zapadła na sali, można było nazwać hamowaniem licytacji, to wystąpiła ona tylko po to, aby nagle wykonać gwałtowny skok w górę. I mogli za to podziękować Elliottowi. Ten to dopiero miał zacięcie do gry, nawet w obliczu tragedii w najbliższej rodzinie. Od razu było widać, że nie miał zamiaru dać się zdominować innym uczestnikom zabawy i chciał sięgnąć po wygraną, nawet jeśli miałby się tłumaczyć głowie swojego rodu z wydania zawrotnej kwoty dwudziestu tysięcy galeonów na jedną kolację.
Na komentarz blondyna odnośnie do progu podatkowego zamarł na chwilę, jakby nie wiedział, jak na niego zareagować, aż uraczył towarzystwo wybuchem gromkiego, acz nerwowego śmiechu. Przecież to było irracjonalne. Może jak się uszczypnie, to się obudzi? Czy to wszystko mogło być jednym wielkim snem. W sumie, oby nie. Nie chcę tego przeżywać jeszcze raz, pomyślał, przywracając na swoją twarz maskę niezmąconej powagi.
— Wygląda na to, że trafiła się nam para iście wytrawnych zawodników. Muszę przyznać, że jestem zaskoczony, ale też niebywale wzruszony ekhm oszołamiająco wysoką motywacją naszych dzisiejszych gości. Chyba nie pozostaje mi nic innego, jak tylko... — Nie zdążył wygłosić swojej groźby, gdyż ni stąd ni zowąd Brenna wróciła na scenę. Na jej widok mężczyzna od razu ugryzł się w język, co prawdopodobnie uratowało ich przed dodatkowymi rozliczeniami związanymi z przekroczeniem progu podatkowego narzuconego przez Ministerstwo Magii.
Jakim cudem ona jest wybawicielką i katem jednocześnie?, zachodził w głowę Erik, przysłuchując się kolnej przemowie swojej siostry. Zdecydowanie zbyt łatwo przychodziło jej żonglowanie obydwiema tymi rolami. W jednej chwili rzucała go na pożarcie lwom, a w drugiej oferowała pomocną dłoń, dołączając do niego na scenie. Ktoś tu chyba powinien pójść na konsultację do szpitala św. Munga. Może wykształcała się jej druga osobowość?
— Hazard? — spytał z lekkim zdziwieniem.
Na jaki pomysł wpadła teraz? Podszedł bliżej szklanego naczynia, w którym wylądowały dwie karteczki. Nietrudno się było domyślić, czyje nazwiska były na nich wypisane. Podniósł wzrok na znajdujący się przed nim tłum, starając się wyłapać, czy ani Prewett, ani Malfoy nie zdecydowali się uciec w kluczowym momencie całej aukcji. Byłoby to dosyć mało klimatyczne, biorąc pod uwagę, jak bardzo się przyczynili do wywołania niemałego wzburzenia w tym gronie.
Erik odetchnął z ulgą, gdy Brenna ogłosiła zwycięzcę. W końcu koniec. I nawet nie była to tak duża klapa, jak oryginalnie sądził. Nie miał nic przeciwko kolacji z Seraphiną, jednak nie mógł się wyzbyć swego rodzaju wątpliwości co do jej motywacji. Nie znali się jakoś szczególnie dobrze, więc czemu aż tak nalegała na podbicie ceny kolacji? Pokręcił głową. Nie powinien narzekać. W końcu pieniądze nie szły na niego, tylko na potrzebujących.
Schodząc ze sceny, Longbottom spróbował rozeznać się, czy Elliott Malfoy dalej rezyduje w tym samym kącie sali. Komu jak komu, ale akurat jemu należały się gorące podziękowania i słowa uznania za udział w tej licytacji. Długa rozmowa też nie zaszkodzi, pomyślał. Nie zapomniał, że obiecał go później odnaleźć, a wątpił, aby ich dyskusja miała się szybko skończyć, jeśli już w takową się wdadzą.
— Powodzenia, Faye — odezwał się jeszcze, gdy mijał się z żoną Adelarda, która zmierzała na scenę, aby zadziwić gości swoim występem. Cóż, tego nie miał zamiaru przegapić.
Kiedy już zajął miejsce pod sceną, nachylił się jeszcze do ucha Brenny.
— Jeśli myślisz, że o tym zapomnę, to się grubo mylisz — wyszeptał chłodno. Nie groził, nie straszył, a po prostu informował ją o tym fakcie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞