– Czyli masz kolejny pewnik, że się mnie nie pozbędziesz – pacnął dupą na pomoście, aby zgarnąć sobie psa na nogi i dalej go miział. Skoro tego potrzebował nie zamierzał mu tego zabierać. Papierosa wypalił dosyć szybko i przydusił go o pomoc, aby niczego przypadkiem nie podpalić. Przeciągał też trochę w czasie tę rozmowę, bo sam nie wiedział o co chciał ją zapytać. Denerwowała go jego bezradność, że Brenna zawsze jest ze wszystkim do przodu, a on leci za nią jak takie dziecko we mgle. Chociaż pies go nie zawodził, zawsze wiedziało się czego chciał. Głaskał go po grzbiecie i próbował uniknąć lizania twarzy, bo tego akurat nie lubił, a broda zbierała sobie taki zapach psiej gęby bardzo szybko.
– Ależ to nie była głupia odpowiedź, Niecna Uwodzicielko – parsknął próbując wygrać z psem walkę na zbyt intensywną miłość. Bosz, jak on kochał te stworzenia, aż mu się humor poprawiał. – Żebyś ty była taka do kochania pod postacią animaga – zaśmiał się cicho na wizję tarzającego się wilka łaknącego miziania. – Ale dosyć żartów – westchnął chcąc uciąć ten temat, bo naprawdę chciał skończyć tą rozmowę i dowiedzieć się tego, czego chciał się dowiedzieć. Nie przerywał zabawy z psem, ale słuchał tego, co do niego mówiła. Raz po raz zadzierał głowę, aby na nią spojrzeć.
– I co zrobisz z tymi szeptami od mojego brata? Będziesz prowadzić swoją własną zemstę? Wendetę? Jeśli nie dla Ministerstwa to dla kogo? Sama nie dasz rady – zauważył, bo w sumie nie widział tego, aby Brenna chodziła i szukała informacji dla siebie samej. Co potem zrobi? Poleci pod postacią wilka i sama zabije Voldemorta? Byle kto nie pokona tego człowieka. Nikt nie mógł z nim sobie poradzić od dwóch lat.