20.01.2024, 20:24 ✶
Augustus Rookwood.
A więc nie chodziło o statek, groźbę śmierci i wszystkie wizje, jakie pokazała im Perła Morza.
Czy Brennę to dziwiło? Chyba nie. Może dziwiłoby ją jeszcze nie tak dawno, ale czy dziś sama nie miała zamętu w głowie po części właśnie z powodu pewnego chłopaka?
Brenna nie zdawała sobie w pełni sprawy z tego, co łączyło Avelinę i Augustusa. W Hogwarcie ich znajomości nawet nie uznałaby za dziwną: wojna z Grindewaldem była wtedy bladym wspomnieniem, ta z Voldemortem dopiero nadciągała, przeczuwana chyba jedynie przez samego Riddle’a i Voldemorta. W oczach nastoletniej Brenny nie było niczego dziwnego w tym, że gdzieś na korytarzu Paxton mignęła jej u boku Rookwooda, zwłaszcza że wtedy jeszcze Longbottom nie zdawała sobie sprawy z tego, jak konserwatywna jest ta rodzina. Młody Charlie, Sauriel czy nawet Fineas biegający po korytarzach zdawali się pokazywać, że nowe pokolenie nie ma dawnych uprzedzeń. Z „czystością” i pogardą dla „szlam” kojarzyła głównie Blacków, Lestrangów i Borginów, a i ich nie oceniała przed ten pryzmat.
Gdzieś na szóstym roku po raz pierwszy przyszło jej do głowy, że pewnie ten chłopak złamie Avelinie serce. Może nie umyślnie. Po prostu dlatego, że pewne relacje mogły zakończyć się tylko w jeden sposób.
Wtedy nie sądziła jednak, że Augustus nie tyle to serce złamie, ile rozbije je na setki kawałków i że zrobi to więcej niż raz. Nie miała też pojęcia, że odnowili ostatnio z Paxton znajomość, i to niekoniecznie przyjacielską – do dzisiejszego popołudnia, kiedy zobaczyła go na statku, a za kim Rookwood mógłby przyjść na ten cholerny statek, jeżeli nie za Aveliną? Nie robi się takich rzeczy tylko dla „starych koleżanek”. To znaczy… dobrze, Brenna by coś takiego zrobiła nawet dla obcej osoby, ale ona była nieodwołalnie skrzywiona, do poziomu już nie do naprawienia.
Ciągle go kochasz, Ave? – pomyślała, ale nie wypowiedziała tych słów na głos. Sama myśl o tym, że tak mogłoby być, przyprawiała Brennę o dreszcze. Z wielu, wielu powodów. Dlatego, że Augustus Rookwood miał żonę, miał dzieci i najwyraźniej miał mieć jeszcze jedno. I dlatego, że teraz Brenna wiedziała już, że „czystość krwi” jest dla Rookwoodów ważna, i wcale nie była pewna, czy Augustus to ten sam przypadek co Charles.
Co mogła powiedzieć Avelinie?
„Przykro mi”? „Trzymaj się od niego z daleka”? „Co was łączy?”
„Ave, do jasnej cholery, chyba nie wdałaś się w romans z mężczyzną, który ma żonę, troje, tfu, czworo dzieci, na punkcie którego żona ma koszmarnego kręćka i którego ojciec pewnie chętnie ugotowałby cię we wrzącym oleju?”
– On ci to powiedział? – spytała w końcu, po chwili milczenia. – Nie wiedziałam, że dalej utrzymujecie bliskie kontakty – powiedziała, dość neutralnym tonem. Och, pytania, wiele pytań, tańczyło na jej języku, ale próbowała je powstrzymać, bo Avelina była jej przyjaciółką i to ona powinna zdecydować, co chce powiedzieć…
A więc nie chodziło o statek, groźbę śmierci i wszystkie wizje, jakie pokazała im Perła Morza.
Czy Brennę to dziwiło? Chyba nie. Może dziwiłoby ją jeszcze nie tak dawno, ale czy dziś sama nie miała zamętu w głowie po części właśnie z powodu pewnego chłopaka?
Brenna nie zdawała sobie w pełni sprawy z tego, co łączyło Avelinę i Augustusa. W Hogwarcie ich znajomości nawet nie uznałaby za dziwną: wojna z Grindewaldem była wtedy bladym wspomnieniem, ta z Voldemortem dopiero nadciągała, przeczuwana chyba jedynie przez samego Riddle’a i Voldemorta. W oczach nastoletniej Brenny nie było niczego dziwnego w tym, że gdzieś na korytarzu Paxton mignęła jej u boku Rookwooda, zwłaszcza że wtedy jeszcze Longbottom nie zdawała sobie sprawy z tego, jak konserwatywna jest ta rodzina. Młody Charlie, Sauriel czy nawet Fineas biegający po korytarzach zdawali się pokazywać, że nowe pokolenie nie ma dawnych uprzedzeń. Z „czystością” i pogardą dla „szlam” kojarzyła głównie Blacków, Lestrangów i Borginów, a i ich nie oceniała przed ten pryzmat.
Gdzieś na szóstym roku po raz pierwszy przyszło jej do głowy, że pewnie ten chłopak złamie Avelinie serce. Może nie umyślnie. Po prostu dlatego, że pewne relacje mogły zakończyć się tylko w jeden sposób.
Wtedy nie sądziła jednak, że Augustus nie tyle to serce złamie, ile rozbije je na setki kawałków i że zrobi to więcej niż raz. Nie miała też pojęcia, że odnowili ostatnio z Paxton znajomość, i to niekoniecznie przyjacielską – do dzisiejszego popołudnia, kiedy zobaczyła go na statku, a za kim Rookwood mógłby przyjść na ten cholerny statek, jeżeli nie za Aveliną? Nie robi się takich rzeczy tylko dla „starych koleżanek”. To znaczy… dobrze, Brenna by coś takiego zrobiła nawet dla obcej osoby, ale ona była nieodwołalnie skrzywiona, do poziomu już nie do naprawienia.
Ciągle go kochasz, Ave? – pomyślała, ale nie wypowiedziała tych słów na głos. Sama myśl o tym, że tak mogłoby być, przyprawiała Brennę o dreszcze. Z wielu, wielu powodów. Dlatego, że Augustus Rookwood miał żonę, miał dzieci i najwyraźniej miał mieć jeszcze jedno. I dlatego, że teraz Brenna wiedziała już, że „czystość krwi” jest dla Rookwoodów ważna, i wcale nie była pewna, czy Augustus to ten sam przypadek co Charles.
Co mogła powiedzieć Avelinie?
„Przykro mi”? „Trzymaj się od niego z daleka”? „Co was łączy?”
„Ave, do jasnej cholery, chyba nie wdałaś się w romans z mężczyzną, który ma żonę, troje, tfu, czworo dzieci, na punkcie którego żona ma koszmarnego kręćka i którego ojciec pewnie chętnie ugotowałby cię we wrzącym oleju?”
– On ci to powiedział? – spytała w końcu, po chwili milczenia. – Nie wiedziałam, że dalej utrzymujecie bliskie kontakty – powiedziała, dość neutralnym tonem. Och, pytania, wiele pytań, tańczyło na jej języku, ale próbowała je powstrzymać, bo Avelina była jej przyjaciółką i to ona powinna zdecydować, co chce powiedzieć…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.