20.01.2024, 20:34 ✶
Brenna biegła do przodu od zawsze, bo po prostu nie umiała inaczej. Taka była jej natura od małego, gdy wystrzeliwała przed siebie jak strzała i po chwili zwalniała, zawracała, orientując się, że zostawiła z tyłu kuzynki czy przyjaciółki. Trwało to przez kolejne lata, a teraz…
…teraz chyba po prostu bała się zatrzymać. Bała się obejrzeć za siebie. Gdyby sobie na to pozwoliła, gdyby usiadła choć na chwilę, czy dałaby radę się podnieść? Czy nie dopadłyby jej zwątpienie i świadomość, że tak naprawdę wcale nie wie, co robić – że tylko udaje? I czy jeżeli pozwoliłaby sobie na to zwolnienie, to czy nie dobiegłaby do jakiegoś celu za późno?
I tak spóźniła się zbyt wiele razy.
Puściła pomimo uszu tę całą Uwodzicielkę, bo nigdy nie przeszkadzały jej żadne przezwiska czy tego typu żarty, obojętnie, czy wypowiadano je w złej woli czy żartobliwie. No… może bardzo, bardzo dawno temu, ale mając na nazwisko Longbottom Brenna przywykła do wyśmiewanek jeszcze przed Hogwartem i na całe szczęście nigdy nie była na nie jakaś wrażliwa.
– Ależ jestem. Po prostu tylko dla Mabel. Kiedyś dla Alice i Franka – parsknęła. Do niedawna Mabel jeździła wręcz na jej grzbiecie, prawdopodobnie jedyna dziewczynka w Anglii, która mogła chwalić się, że wilki zabierają ją na przejażdżki. Gdy Frank i Alice byli młodsi, jakieś osiem lat temu, Brenna też często zmieniała się wyłącznie dla ich uciechy.
– Zabawne, spytał mnie o to samo. Osobista zemsta, wendeta – stwierdziła z zamyśleniem i uderzyła piętą o drewnianą podpórkę. Nie patrzyła na Vincenta, a gdzieś przed siebie, ku zabudowaniom Doliny Godryka.
W tej wiosce mieszkało tak wiele osób, które kochała.
– Wendeta zakłada zemstę za wszelką cenę, a ja jednak nie umiem na nic się nie oglądać – powiedziała. – Ale tego typu rzeczy mam zamiar wykorzystać najlepiej, jak potrafię. I może nie mogę sama pokonać Voldemorta, ale mogę tu i ówdzie spróbować pokrzyżować mu szyki. Przecież nie będę czekać aż przejmie władzę, a Ministerstwo... oboje wiemy, że w nim wysokie stanowiska zajmują osoby czystej krwi, a wewnętrzny krąg Voldemorta to prawie sami czystokrwiści. Poza tym? Ja nigdy nie jestem sama.
Wzruszyła lekko ramionami. Bo to nie tak, że Brenna nigdy nie prosiła o pomoc innych. Nie lubiła o nią prosić dla siebie. Nie pokazywała, kiedy coś jest nie tak. Jeżeli czuła się nawet czymś zasmucona, przytłoczona albo zraniona, pilnowała, by inni tego nie dostrzegli. Teraz bardziej niż kiedykolwiek starała się, aby nie zauważyli jej niepewności. Jeśli ktoś, kto ciągnie cię za sobą się chwieje, jak ty masz czuć się pewnie? Ale zdawała sobie sprawę z własnych ograniczeń i zawsze gdy miała coś zrobić, szukała osoby, która mogła swoją wiedzą czy umiejętnościami w tym pomóc.
I doskonale wiedziała, że to nie tak, że rodzina i przyjaciele zostawiliby ją samą sobie.
Poza tym miała Zakon Feniksa. Dokładnie tak, jak miał go każdy inny człowiek. Mieli siebie nawzajem.
…teraz chyba po prostu bała się zatrzymać. Bała się obejrzeć za siebie. Gdyby sobie na to pozwoliła, gdyby usiadła choć na chwilę, czy dałaby radę się podnieść? Czy nie dopadłyby jej zwątpienie i świadomość, że tak naprawdę wcale nie wie, co robić – że tylko udaje? I czy jeżeli pozwoliłaby sobie na to zwolnienie, to czy nie dobiegłaby do jakiegoś celu za późno?
I tak spóźniła się zbyt wiele razy.
Puściła pomimo uszu tę całą Uwodzicielkę, bo nigdy nie przeszkadzały jej żadne przezwiska czy tego typu żarty, obojętnie, czy wypowiadano je w złej woli czy żartobliwie. No… może bardzo, bardzo dawno temu, ale mając na nazwisko Longbottom Brenna przywykła do wyśmiewanek jeszcze przed Hogwartem i na całe szczęście nigdy nie była na nie jakaś wrażliwa.
– Ależ jestem. Po prostu tylko dla Mabel. Kiedyś dla Alice i Franka – parsknęła. Do niedawna Mabel jeździła wręcz na jej grzbiecie, prawdopodobnie jedyna dziewczynka w Anglii, która mogła chwalić się, że wilki zabierają ją na przejażdżki. Gdy Frank i Alice byli młodsi, jakieś osiem lat temu, Brenna też często zmieniała się wyłącznie dla ich uciechy.
– Zabawne, spytał mnie o to samo. Osobista zemsta, wendeta – stwierdziła z zamyśleniem i uderzyła piętą o drewnianą podpórkę. Nie patrzyła na Vincenta, a gdzieś przed siebie, ku zabudowaniom Doliny Godryka.
W tej wiosce mieszkało tak wiele osób, które kochała.
– Wendeta zakłada zemstę za wszelką cenę, a ja jednak nie umiem na nic się nie oglądać – powiedziała. – Ale tego typu rzeczy mam zamiar wykorzystać najlepiej, jak potrafię. I może nie mogę sama pokonać Voldemorta, ale mogę tu i ówdzie spróbować pokrzyżować mu szyki. Przecież nie będę czekać aż przejmie władzę, a Ministerstwo... oboje wiemy, że w nim wysokie stanowiska zajmują osoby czystej krwi, a wewnętrzny krąg Voldemorta to prawie sami czystokrwiści. Poza tym? Ja nigdy nie jestem sama.
Wzruszyła lekko ramionami. Bo to nie tak, że Brenna nigdy nie prosiła o pomoc innych. Nie lubiła o nią prosić dla siebie. Nie pokazywała, kiedy coś jest nie tak. Jeżeli czuła się nawet czymś zasmucona, przytłoczona albo zraniona, pilnowała, by inni tego nie dostrzegli. Teraz bardziej niż kiedykolwiek starała się, aby nie zauważyli jej niepewności. Jeśli ktoś, kto ciągnie cię za sobą się chwieje, jak ty masz czuć się pewnie? Ale zdawała sobie sprawę z własnych ograniczeń i zawsze gdy miała coś zrobić, szukała osoby, która mogła swoją wiedzą czy umiejętnościami w tym pomóc.
I doskonale wiedziała, że to nie tak, że rodzina i przyjaciele zostawiliby ją samą sobie.
Poza tym miała Zakon Feniksa. Dokładnie tak, jak miał go każdy inny człowiek. Mieli siebie nawzajem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.