21.01.2024, 00:51 ✶
Zostawić go?
Och nie, Imogen nigdy nie chciała go zostawiać - należał do niej, zobowiązał się do tego, wkładając na jej palec obrączkę. Prędzej udusi go we śnie, uraczy trucizną lub zadźga szpilką do włosów, niż pozwoli Augustusowi odejść. Albo spędzi życie z nią, albo z nikim innym. Nie oznaczało to jednak, że nie może straszyć go rozstaniem; rozniecać w nim płomienie obawy o to, że któregoś dnia znów obudzi się bez niej u swojego boku i tym razem nie będzie wianka na poduszce, nie będzie jej kosmetyków starannie ułożonych na toaletce i sukienek w szafie, nie zastanie jej przy kuchennym stole, podobnie jak i dzieci, po których śladem zostanie jedynie porzucony na podłodze w ich pokoju pluszowy psidwak; ten sam, z którym Beatrice się nie rozstawała. Że niby chciał je odebrać Imogen? A w jaki sposób zajmie się nimi z celi w Azkabanie, jeśli wyzna odpowiednim służbom, kogo goszczą w piwnicy posiadłości? Jeśli powie o znaku na jego przedramieniu?
Oczywiście, że uczyni tego, ale zasłużył na to, by się bać. By skupiał się na tym, aby zatrzymać ją przy sobie, zamiast tracić głowę dla kochanki. Jak on śmiał! Tak bezczelnie, na jej oczach... Kimkolwiek jest Avelina Paxton, Imogen będzie musiała przyjrzeć się jej bliżej. Aptekarka, tak? Już ona się dowie, w której aptece pracuje i złoży jej wizytę... Robić sceny? Nie, nie zrobi sceny. Ale podkreśli, że Augustus należy do niej. Subtelnie, acz dosadnie.
Przygryzła wargę, ukrywając w ten sposób triumfalny uśmiech, jaki mimowolnie mógłby wpełznąć na jej wargi. Nie spojrzała na niego - zamiast tego ukryła twarz w dłoniach, skuliła się.
— Przecież... przecież sam tego chcesz — odparła drżącym głosem — Sam zasugerowałeś mi wczoraj, że nie jestem dla ciebie wystarczająca. Jeśli chcesz związać się z panną Paxton, nie będę stawała na drodze.
Żartowałam. Oczywiście, że stanę na drodze. Będę pierdoloną kłodą rzuconą pod wasze nogi, która sprawi, że twoja kochanka sobie ten głupi ryj rozwali. Ciekawe, czy wtedy nadal będzie atrakcyjniejsza ode mnie?
— Chcę tylko, abyś był szczęśliwy, ale błagam, nie każ mi w tym uczestniczyć. Nie każ mi żyć ze świadomością, że gdzieś jest inna kobieta — dopiero teraz podniosła na niego wzrok. Oczy miała czerwone i szkliste, co w połączeniu z niewyspaniem malującym się na jej twarzy, nadawało jej sylwetce kruchości i jednoczesnej żałości. Dlaczego się na nią złościł? Była tylko bezradną, zrozpaczoną kobietą, która chciała dla niego jak najlepiej. Nawet kosztem własnego szczęścia.
Och nie, Imogen nigdy nie chciała go zostawiać - należał do niej, zobowiązał się do tego, wkładając na jej palec obrączkę. Prędzej udusi go we śnie, uraczy trucizną lub zadźga szpilką do włosów, niż pozwoli Augustusowi odejść. Albo spędzi życie z nią, albo z nikim innym. Nie oznaczało to jednak, że nie może straszyć go rozstaniem; rozniecać w nim płomienie obawy o to, że któregoś dnia znów obudzi się bez niej u swojego boku i tym razem nie będzie wianka na poduszce, nie będzie jej kosmetyków starannie ułożonych na toaletce i sukienek w szafie, nie zastanie jej przy kuchennym stole, podobnie jak i dzieci, po których śladem zostanie jedynie porzucony na podłodze w ich pokoju pluszowy psidwak; ten sam, z którym Beatrice się nie rozstawała. Że niby chciał je odebrać Imogen? A w jaki sposób zajmie się nimi z celi w Azkabanie, jeśli wyzna odpowiednim służbom, kogo goszczą w piwnicy posiadłości? Jeśli powie o znaku na jego przedramieniu?
Oczywiście, że uczyni tego, ale zasłużył na to, by się bać. By skupiał się na tym, aby zatrzymać ją przy sobie, zamiast tracić głowę dla kochanki. Jak on śmiał! Tak bezczelnie, na jej oczach... Kimkolwiek jest Avelina Paxton, Imogen będzie musiała przyjrzeć się jej bliżej. Aptekarka, tak? Już ona się dowie, w której aptece pracuje i złoży jej wizytę... Robić sceny? Nie, nie zrobi sceny. Ale podkreśli, że Augustus należy do niej. Subtelnie, acz dosadnie.
Przygryzła wargę, ukrywając w ten sposób triumfalny uśmiech, jaki mimowolnie mógłby wpełznąć na jej wargi. Nie spojrzała na niego - zamiast tego ukryła twarz w dłoniach, skuliła się.
— Przecież... przecież sam tego chcesz — odparła drżącym głosem — Sam zasugerowałeś mi wczoraj, że nie jestem dla ciebie wystarczająca. Jeśli chcesz związać się z panną Paxton, nie będę stawała na drodze.
Żartowałam. Oczywiście, że stanę na drodze. Będę pierdoloną kłodą rzuconą pod wasze nogi, która sprawi, że twoja kochanka sobie ten głupi ryj rozwali. Ciekawe, czy wtedy nadal będzie atrakcyjniejsza ode mnie?
— Chcę tylko, abyś był szczęśliwy, ale błagam, nie każ mi w tym uczestniczyć. Nie każ mi żyć ze świadomością, że gdzieś jest inna kobieta — dopiero teraz podniosła na niego wzrok. Oczy miała czerwone i szkliste, co w połączeniu z niewyspaniem malującym się na jej twarzy, nadawało jej sylwetce kruchości i jednoczesnej żałości. Dlaczego się na nią złościł? Była tylko bezradną, zrozpaczoną kobietą, która chciała dla niego jak najlepiej. Nawet kosztem własnego szczęścia.
![[Obrazek: 55rG7le.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=55rG7le.png)
please, dance with me in the dark