21.01.2024, 01:09 ✶
Z jej ust wydobyło się ciche tsyy, spotęgowane kolejnym machnięciem ręki. Wypada, nie wypada... Nie musieli się o to martwić, chociaż Olivia doskonale wiedziała, że te zasady zostały w Laurencie głęboko zakorzenione i nie dało się ich pozbyć, by nie uszkodzić jego samego. Tak mocno nurzał się w tych półprawdach, że szybko stały się jego integralną częścią. Dbał o pozory, nie pozwalał sobie na słabości nawet teraz, przy niej. Czy przy kimkolwiek czuł się na tyle swobodnie, że mógł być sobą? Czy może tak bardzo zatracił się w tych kłamstwach i prawdach, że już nie wiedział, kim jest?
- Zapłacę, chociaż tyle mogę zrobić. Nie przejmuj się tym, nikt cię tu nie zna, a jeśli będzie ci lepiej, to dyskretnie przesunę pieniądze pod serwetką i wyjdzie na to, że ty płacisz - mrugnęła, ale kontynuowała rozmowę dopiero gdy kelnerka odeszła. Nie lubiła rozmawiać przy obcych, zawsze miała wrażenie, że ją podsłuchują i oceniają. - Nie, nie zrobiłeś. I pewnie masz rację, gdybym wiedziała, najpewniej bym się w to nie pchała. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jaka jestem. I wiem dobrze, że życie to nie książki, które tak bardzo lubię, ale... Wiesz, czasem jednak spotyka się na swojej drodze kogoś, kto sprawia, że nagle zaczynasz żyć jak w bajce. Po prostu tą osobą nie jesteś ty i chyba potrzebowałam się o tym przekonać w taki a nie inny sposób. Dobrze się stało.
Powiedziała w końcu, zakładając nogę na nogę. Odgarnęła rude włosy z ramienia, które załaskotały jej szyję. Ostatnie miesiące były dla Olivii bardzo intensywne i nie do końca łaskawe, ale dzięki temu mogła zrozumieć kilka rzeczy. Wejrzeć w głąb siebie, sprawdzić swoje reakcje na określone sytuacje i... zadecydować, czy chce ponownie pakować się do tej rzeki, czy nie.
- Tak myślałam, chociaż z początku odebrałam to jako... - zamilkła, szukając przez chwilę odpowiedniego słowa. Nie potrafiła go znaleźć, każde wydawało się niewłaściwe. - Sama nie wiem. Że byłam jakąś rozrywką? Czymś ciekawym, jakąś wielką nieznaną z niższego szczebla, która po odkryciu tajemnicy staje się nieciekawa i nudna. Ale znam cię na tyle, żeby wiedzieć, że nie potraktowałbyś tak okrutnie nikogo. Napięcie w pokoju po tym, jak weszła do niego twoja matka, było prawie że namacalne. Zakładam, że nie macie normalnych stosunków i mogło to być stresujące. Chyba oboje nas zaskoczyła w mocno nieprzyjemny sposób, chociaż kurczę, nie powiem żeby powiedziała coś złego w moim kierunku. Ale miałam wrażenie, jakbym się tam dusiła. Znasz to uczucie?
Kiedy kelnerka przyniosła herbaty, Olivia podziękowała jej ciepłym uśmiechem. Sięgnęła po białą filiżankę z błękitnym wzorem, układającym się w drobne kwiatki. Chyba niezapominajki?
- Ale nie chcę tracić tego, co mamy. Może i się nie kochamy, ale naprawdę cię lubię, Laurencie, i jesteś dla mnie ważny. Też nie żałuję niczego, co nas spotkało przez ten rok. No, może poza uderzeniem o drzewo u Abby'ego, ale żebra się ładnie zrosły przecież i nic się nie stało - rozluźniła się widocznie. Nie miał jej za złe tych ostrych słów, tego niezgrabnego ubrania w kiepskie słowa prawdy, o której tak mówił. Jej słowa były toporne, ale szczere, naprawdę było jej go szkoda. Zwłaszcza gdy teraz się przyznał do zawierania... Umów, jak to określił. Ale nie miała zamiaru dociekać, po co, kto i dlaczego. Skoro wybierał takie życie, to możliwe, że tak mu było wygodniej i takie je lubił. W jej oczach brak miłości był naprawdę smutny, ale nie była na tyle ograniczona by narzucać innym swojej wizji świata. - Ale w jednym miałeś rację. Twoja matka jest naprawdę piękna. Może przez to poczułam się przy niej jak żebrak?
Roześmiała się, chociaż taka była prawda. Czuła się przy Aydayi brzydka, groteskowa i niezgrabna, ciężka i toporna. To nie było coś, co się chciało czuć w towarzystwie drugiej osoby.
- Zapłacę, chociaż tyle mogę zrobić. Nie przejmuj się tym, nikt cię tu nie zna, a jeśli będzie ci lepiej, to dyskretnie przesunę pieniądze pod serwetką i wyjdzie na to, że ty płacisz - mrugnęła, ale kontynuowała rozmowę dopiero gdy kelnerka odeszła. Nie lubiła rozmawiać przy obcych, zawsze miała wrażenie, że ją podsłuchują i oceniają. - Nie, nie zrobiłeś. I pewnie masz rację, gdybym wiedziała, najpewniej bym się w to nie pchała. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jaka jestem. I wiem dobrze, że życie to nie książki, które tak bardzo lubię, ale... Wiesz, czasem jednak spotyka się na swojej drodze kogoś, kto sprawia, że nagle zaczynasz żyć jak w bajce. Po prostu tą osobą nie jesteś ty i chyba potrzebowałam się o tym przekonać w taki a nie inny sposób. Dobrze się stało.
Powiedziała w końcu, zakładając nogę na nogę. Odgarnęła rude włosy z ramienia, które załaskotały jej szyję. Ostatnie miesiące były dla Olivii bardzo intensywne i nie do końca łaskawe, ale dzięki temu mogła zrozumieć kilka rzeczy. Wejrzeć w głąb siebie, sprawdzić swoje reakcje na określone sytuacje i... zadecydować, czy chce ponownie pakować się do tej rzeki, czy nie.
- Tak myślałam, chociaż z początku odebrałam to jako... - zamilkła, szukając przez chwilę odpowiedniego słowa. Nie potrafiła go znaleźć, każde wydawało się niewłaściwe. - Sama nie wiem. Że byłam jakąś rozrywką? Czymś ciekawym, jakąś wielką nieznaną z niższego szczebla, która po odkryciu tajemnicy staje się nieciekawa i nudna. Ale znam cię na tyle, żeby wiedzieć, że nie potraktowałbyś tak okrutnie nikogo. Napięcie w pokoju po tym, jak weszła do niego twoja matka, było prawie że namacalne. Zakładam, że nie macie normalnych stosunków i mogło to być stresujące. Chyba oboje nas zaskoczyła w mocno nieprzyjemny sposób, chociaż kurczę, nie powiem żeby powiedziała coś złego w moim kierunku. Ale miałam wrażenie, jakbym się tam dusiła. Znasz to uczucie?
Kiedy kelnerka przyniosła herbaty, Olivia podziękowała jej ciepłym uśmiechem. Sięgnęła po białą filiżankę z błękitnym wzorem, układającym się w drobne kwiatki. Chyba niezapominajki?
- Ale nie chcę tracić tego, co mamy. Może i się nie kochamy, ale naprawdę cię lubię, Laurencie, i jesteś dla mnie ważny. Też nie żałuję niczego, co nas spotkało przez ten rok. No, może poza uderzeniem o drzewo u Abby'ego, ale żebra się ładnie zrosły przecież i nic się nie stało - rozluźniła się widocznie. Nie miał jej za złe tych ostrych słów, tego niezgrabnego ubrania w kiepskie słowa prawdy, o której tak mówił. Jej słowa były toporne, ale szczere, naprawdę było jej go szkoda. Zwłaszcza gdy teraz się przyznał do zawierania... Umów, jak to określił. Ale nie miała zamiaru dociekać, po co, kto i dlaczego. Skoro wybierał takie życie, to możliwe, że tak mu było wygodniej i takie je lubił. W jej oczach brak miłości był naprawdę smutny, ale nie była na tyle ograniczona by narzucać innym swojej wizji świata. - Ale w jednym miałeś rację. Twoja matka jest naprawdę piękna. Może przez to poczułam się przy niej jak żebrak?
Roześmiała się, chociaż taka była prawda. Czuła się przy Aydayi brzydka, groteskowa i niezgrabna, ciężka i toporna. To nie było coś, co się chciało czuć w towarzystwie drugiej osoby.