Mógłby temu wszystkiemu nadal zaprzeczać, jednak taka była prawda. Przekroczenie trzydziestu pięciu lat sprzyjało podsumowaniu swojego dotychczasowego życia w świetle wszystkich zmian, którym został poddany. Jedyną pewną rzeczą w nim pozostawała jego kariera sportowa i cechująca go popularność, choć ta pierwsza miała swój początek i będzie mieć swój kres na pewnym etapie. Posiadał na swoim koncie pokaźną ilość kochanków obu płci, którzy przewinęli się przez jego łóżko. Dla porównania jego znajomi w tym wieku posiadali żony i przynajmniej jedno dziecko.
Wiódł hulaszcze, poprzetykane skandalami życie. Na przestrzeni tych miesięcy popadał ze skrajności w skrajność, szukając złudnego pocieszenia w nocnych przygodach, z czasem zaczynając przywiązywać większą wagę do tego, z kim śpi i ostatecznie najwięcej spotykał się z Laurentem. Tego nie mógł żałować, nawet jak pomiędzy nimi nie panowała prawdziwa sielanka. Stanowiło to dla niego całą gamę cennych doświadczeń, wspomnień i zbiór prawd o nim samym. Tego nie powinien odrzucać. To go ukształtowało na nowo. Nie został jedynie zahartowany, ale to przyjdzie z czasem. Teraz pozostawał odsłonięty.
— Postaram się to osiągnąć. — Nawet jeśli rozsądnie nie rzucał słów na wiatr, jeśli nie składał obietnic bez pokrycia to potrzebował aby dano mu szansę, pokazano, że warto się starać nie tylko dla siebie samego, ale także dla innych. Zawsze to stawało się łatwiejsze. Rozsądnie było nie oczekiwać tego, że ktoś, kogo zawiódł parę razy, będzie skłonny dać mu jakąkolwiek szansę. Nie potrafił dać mu gwarancji na to, że po prostu mu się uda to osiągnąć i że nie spieprzy po drodze kolejnej istotnej dla niego rzeczy.
— Powinienem zacząć od rozmowy z bratem, który ostatnio chciał mnie wysłuchać, pomóc z problemami a ja... udawałem, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Tylko... co mogę mu powiedzieć o naszej relacji? — Przyznał z cichym westchnięciem kiedy przyznawał się do kolejnego swojego błędu. Wiedział co mógł powiedzieć swojemu bratu o sobie samym, ale czy mógł powiedzieć, że spotykał się z kimś kiedy tak naprawdę nie wiedział, na czym jeszcze stoi? Jedno wydawało mu się oczywiste, jeśli Laurent na to przystanie to bez wzgląd na to żeby mu nie zaszkodzić to bezpieczniej byłoby nie wymieniać go z imienia. Nie potrafił przewidzieć reakcji swojego brata.
Laurent pozostawał dla niego bardzo ważny. Naprawdę było trudno mu go wyrzucić z głowy. Bardzo trudno było mu się odciąć od niego, czego na przestrzeni ostatnich miesięcy nawet próbował w złudnym przekonaniu, że to uchroni go przed doświadczeniem pewnych uczuć i zawodem. Nie udało się. Jedynie co zyskał to świadomość własnych błędów i tego, że wtedy zachował się jak ostatni chuj. Teraz jak palant. Zabrakło mu poczucia własnej nieomylności. Teraz nie mógł przybrać pozy, że jest najlepszy we wszystkim - im bardziej się starał to wychodziły na wierzch wszystkie jego wady.
— W ostatnim czasie miałem sporo czasu na przemyślenia w tym właśnie aspekcie. — Philip występowanie przyzwyczajenia obserwował u swoich rodziców i chociaż obecność Laurenta w jego życiu stanowiła już pewien stały punkt to jednak nie była dla niego rutyną i jego towarzystwo sprawiało mu przyjemność i nie potrafił samemu zakończyć tego pomimo wszystkich postanowień. Sam wiedział, że ten temat będzie powracać do niego. Pomimo zrozumienia tego, że sam Laurent potrzebuje czasu na ustosunkowanie się do powierzonej mu prawdy, potrzebował z jego strony jakiejkolwiek reakcji na swoje słowa i na swoje oczekiwania.
— Tak. Naprawdę cię pokochałem. — Słysząc, że Laurent stara się o coś go zapytać, postanowił poczekać na to aż to pytanie padnie z jego ust albo na to, że Laurent nie poruszy kwestii, którą miał już na końcu języka. Dotąd nie pozwalał sobie na ten stan. Teraz to, co spotkało pozostawało poza jego kontrolą. Teraz jak ta prawda wyszła na jaw to nie powinien iść w zaparte zwłaszcza przy tylu dowodach na taki obrót spraw. Jednocześnie może nie być wiarygodny pod tym względem, bo przecież przez całe życie nie pozwalał sobie na nawiązanie z kimś głębszej relacji. Niezależnie od płci. Po prostu się stało przez te wszystkie wydarzenia, które miały miejsce w jego życiu na przestrzeni ostatnich miesięcy. Samo to pytanie mogło okazać się pułapką, w którą wpadnie. Nie było tutaj jednej właściwej odpowiedzi. Czego oczekiwał teraz Laurent? Potwierdzenia? Zaprzeczenia? Tego nie wiedział. Zaryzykował.
— Nie będę udawać, że wiem co masz na myśli. Powiesz? — W ich poprzednich rozmowach przewinęło się to, że miał swoje wyobrażenie Laurenta, ale chciał myśleć, że nie o to w tym momencie chodzi. Pod wieloma względami jest prostym człowiekiem i wolał otrzymywać jasne komunikaty oraz prawdę nawet jeśli byłaby tą najgorszą. Takie enigmatyczne stwierdzenia sprawiały, że potrafił zachodzić w głowę przez długie godziny. Nie prowadziło to do niczego dobrego. W świetle ich ostatniej rozmowy nadal nie znał przeszłości Laurenta.
Nie odsunął się, kiedy Laurent wyciągnął ku niemu dłoń i dotknął nią jego policzka. Nie zrobił tego również jak oparł dłoń na jego twarzy i badał kciukiem charakterystyczne dla niego dołeczki. Nie przestawał się ciepło uśmiechać do młodszego mężczyzny, przymykając lekko powieki.
— Mam kilka pomysłów na te małe kroczki, ale najpierw powinniśmy skończyć rozmawiać. — Wymruczał do niego, wychodząc z założenia że aby mogli cieszyć się resztą tego dnia musieli doprowadzić to wszystko do końca. To nie mogło zostać odłożone w czasie, gdyż gdyby to miało miejsce to najpewniej nigdy nie wróciliby do tego tematu. Nie chciał pozostać z niewiedzą i własnymi dociekaniami co takiego Laurent miał na myśli. Jeśli wszystko przebiegnie po jego myśli to będzie mógł wprowadzić w życie kilka swoich pomysłów.
— Chodź, usiądziemy. — Zachęcił go do tego wskazując kanapę. On dość się nasiedział na tym niewygodnym podłokietniku a Laurent jeszcze w życiu się nastoi.