21.01.2024, 09:19 ✶
Patrick powtarzał sobie, że moc rytuału Beltane trzeba złamać.
Było wiele powodów by to zrobić i żaden z nich nie oscylował wokół innej kobiety w jego życiu. Bardziej chodziło o względy praktyczne, o to że nie mógł dopuścić do tego, by Florence zamartwiała się o niego, o to że chciał jej dać szansę na coś prawdziwszego niż magia, o to że tak naprawdę nie potrzebował żadnego rytuału by chcieć ją uratować, gdyby groziło jej niebezpieczeństwo.
Ale jednocześnie wcale nie czuł się tak, jakby rzeczywiście powinni złamać rytuał. I nawet nie dlatego, żeby nagle zapałał do Florence jakimś gorącym, pełnym namiętności uczuciem. Chyba chodziło o poczucie bliskości, o spokój i o zaufanie które zawsze czuł w jej obecności, a które magia Beltane dodatkowo wzmocniła. Przyjaźnili się od dawna, ale przez nią zaczął się zastanawiać jakby to było, gdyby Bulstrode nie była tylko jego przyjaciółką, ale kimś jeszcze więcej. To nie tak, że magiczny rytuał pozwolił mu dostrzec, że Florence była ładna – od lat wiedział, że była ładna, że była mądra, że pod maską zasadniczości kryła się niezwykle ciepła i wrażliwa osoba. Po prostu przed Beltane, była w jego życiu oczywistością twardą jak skała a po nim stała się bardziej efemeryczna i skłaniała go do zastanawiania się co by było, gdyby Clare nigdy się nie pojawiła.
Patrick zjawił się mniej więcej pięć minut po czasie. Stanął przy drzwiach i zapukał, czekając aż Florence mu otworzy. Nie za bardzo wiedział, jak właściwie powinien przygotować się do rytuału, więc wyglądał raczej zwyczajnie: z kilkudniowym gęstym zarostem i w typowym dla siebie ubraniu na które składały się sportowe buty, ciemne jeansy i – z uwagi na porę roku – pozbawiona wzorów koszulka z krótkim rękawem.
Zaczekał aż mu otworzyła, myślami ciągle błądząc wokół namalowanego w wynajmowanej kawalerce obrazu. Wydawał mu się niezły, dobrze pokazujący jego ogląd na całe Beltane, ale teraz zaczął się zastanawiać czy i po zerwaniu rytuału będzie mu się podobał.
- Cześć, przyniosłem ci trochę czekolady z Miodowego Królestwa – przywitał się z Florence i wręczył jej niewielką papierową torebkę. To ona była klątwołamaczką, nie on. Jeśli zrywanie rytuału miało się wiązać z jakąś większą utratą energii, czekolada wydawała mu się dobrym pomysłem. Przynajmniej dlatego, że była smaczna. – Powiedz mi, co mam robić. – I czy cokolwiek powinien.
Było wiele powodów by to zrobić i żaden z nich nie oscylował wokół innej kobiety w jego życiu. Bardziej chodziło o względy praktyczne, o to że nie mógł dopuścić do tego, by Florence zamartwiała się o niego, o to że chciał jej dać szansę na coś prawdziwszego niż magia, o to że tak naprawdę nie potrzebował żadnego rytuału by chcieć ją uratować, gdyby groziło jej niebezpieczeństwo.
Ale jednocześnie wcale nie czuł się tak, jakby rzeczywiście powinni złamać rytuał. I nawet nie dlatego, żeby nagle zapałał do Florence jakimś gorącym, pełnym namiętności uczuciem. Chyba chodziło o poczucie bliskości, o spokój i o zaufanie które zawsze czuł w jej obecności, a które magia Beltane dodatkowo wzmocniła. Przyjaźnili się od dawna, ale przez nią zaczął się zastanawiać jakby to było, gdyby Bulstrode nie była tylko jego przyjaciółką, ale kimś jeszcze więcej. To nie tak, że magiczny rytuał pozwolił mu dostrzec, że Florence była ładna – od lat wiedział, że była ładna, że była mądra, że pod maską zasadniczości kryła się niezwykle ciepła i wrażliwa osoba. Po prostu przed Beltane, była w jego życiu oczywistością twardą jak skała a po nim stała się bardziej efemeryczna i skłaniała go do zastanawiania się co by było, gdyby Clare nigdy się nie pojawiła.
Patrick zjawił się mniej więcej pięć minut po czasie. Stanął przy drzwiach i zapukał, czekając aż Florence mu otworzy. Nie za bardzo wiedział, jak właściwie powinien przygotować się do rytuału, więc wyglądał raczej zwyczajnie: z kilkudniowym gęstym zarostem i w typowym dla siebie ubraniu na które składały się sportowe buty, ciemne jeansy i – z uwagi na porę roku – pozbawiona wzorów koszulka z krótkim rękawem.
Zaczekał aż mu otworzyła, myślami ciągle błądząc wokół namalowanego w wynajmowanej kawalerce obrazu. Wydawał mu się niezły, dobrze pokazujący jego ogląd na całe Beltane, ale teraz zaczął się zastanawiać czy i po zerwaniu rytuału będzie mu się podobał.
- Cześć, przyniosłem ci trochę czekolady z Miodowego Królestwa – przywitał się z Florence i wręczył jej niewielką papierową torebkę. To ona była klątwołamaczką, nie on. Jeśli zrywanie rytuału miało się wiązać z jakąś większą utratą energii, czekolada wydawała mu się dobrym pomysłem. Przynajmniej dlatego, że była smaczna. – Powiedz mi, co mam robić. – I czy cokolwiek powinien.