21.01.2024, 12:46 ✶
Talent niczego nie podsunął Morpheusowi.
Może niebezpieczeństwa nie było – a może Trzecie Oko, które czasem okazywało się niezwykle kapryśne, nie chciało współpracować?
Alistair jednak nie sprawiał wrażenia spłoszonego ani zdenerwowanego. Gdy Longbottom wspomniał, że przyszedł w sprawie przepowiedni, mężczyzna rozpromienił się niczym małe słoneczko i szerzej otworzył drzwi. Jeśli na górze faktycznie czekał szwadron śmierciożerców, to ten człowiek był doskonałym aktorem.
Najwyraźniej wizyta kogoś w sprawie przepowiedni utwierdziła go w przekonaniu, że miał rację od początku. To co usłyszał nie było jedynie majakami pijaka. Zetknął się z czymś… ważnym. Z czymś więcej. Dla kogoś, kto spędzał głównie życie samotnie w latarni, było to coś niesamowitego.
– Pan z Departamentu Tajemnic? Wiedziałem, że to prawdziwa przepowiednia! Że może mieć duże znaczenie! – wyrzucił z siebie kolejne słowa niby podekscytowany młodzik. – Pan wie, Charon czasem odpowiada na pytanie, zanim je zadam, i raz mnie ostrzegł, żebym uważał na jednego takiego z wioski, ale no to były takie drobiazgi. Człowiek się przyzwyczaja do dziwności już w Hogwarcie. Ale tutaj? Nagle głos mu się zmienił, wyprostował się, a chociaż minutę wcześniej był podpity, i mówił tak niewyraźnie, to zdawało się, że wytrzeźwiał zupełnie. I jakie on rzeczy opowiadał! Potem nic nie pamiętał, a jak nalegałem, to się wściekł, kazał mi o tym zapomnieć i wywalił mnie z chaty… Próbowałem czegoś dowiedzieć się sam, ale poległem z kretesem, a ten stary wyga na pewno coś wie, ale nie chce mi powiedzieć… Chce pan wejść? Mam notatki. Tylko trzeba ostrożnie na schodach, są strome – oświadczył Alistair, gestem zapraszając go do środka. Był kompletnie nieświadom w końcu lęku Morpheusa, chociaż sądząc po tym, jakim entuzjazmem pałał jako ktoś, kto usłyszał Prawdziwą Przepowiednię, prawdopodobnie gdyby Longbottom uparł się rozmawiać tutaj, to Alistair bez większych oporów po te notatki by po prostu pobiegł. Wyglądało na to, że niczego nie trzeba z niego wyciągać: mężczyzna był więcej niż chętny do rozmowy, być może w naiwnej nadziei, że sam dowie się czegoś więcej.
Może niebezpieczeństwa nie było – a może Trzecie Oko, które czasem okazywało się niezwykle kapryśne, nie chciało współpracować?
Alistair jednak nie sprawiał wrażenia spłoszonego ani zdenerwowanego. Gdy Longbottom wspomniał, że przyszedł w sprawie przepowiedni, mężczyzna rozpromienił się niczym małe słoneczko i szerzej otworzył drzwi. Jeśli na górze faktycznie czekał szwadron śmierciożerców, to ten człowiek był doskonałym aktorem.
Najwyraźniej wizyta kogoś w sprawie przepowiedni utwierdziła go w przekonaniu, że miał rację od początku. To co usłyszał nie było jedynie majakami pijaka. Zetknął się z czymś… ważnym. Z czymś więcej. Dla kogoś, kto spędzał głównie życie samotnie w latarni, było to coś niesamowitego.
– Pan z Departamentu Tajemnic? Wiedziałem, że to prawdziwa przepowiednia! Że może mieć duże znaczenie! – wyrzucił z siebie kolejne słowa niby podekscytowany młodzik. – Pan wie, Charon czasem odpowiada na pytanie, zanim je zadam, i raz mnie ostrzegł, żebym uważał na jednego takiego z wioski, ale no to były takie drobiazgi. Człowiek się przyzwyczaja do dziwności już w Hogwarcie. Ale tutaj? Nagle głos mu się zmienił, wyprostował się, a chociaż minutę wcześniej był podpity, i mówił tak niewyraźnie, to zdawało się, że wytrzeźwiał zupełnie. I jakie on rzeczy opowiadał! Potem nic nie pamiętał, a jak nalegałem, to się wściekł, kazał mi o tym zapomnieć i wywalił mnie z chaty… Próbowałem czegoś dowiedzieć się sam, ale poległem z kretesem, a ten stary wyga na pewno coś wie, ale nie chce mi powiedzieć… Chce pan wejść? Mam notatki. Tylko trzeba ostrożnie na schodach, są strome – oświadczył Alistair, gestem zapraszając go do środka. Był kompletnie nieświadom w końcu lęku Morpheusa, chociaż sądząc po tym, jakim entuzjazmem pałał jako ktoś, kto usłyszał Prawdziwą Przepowiednię, prawdopodobnie gdyby Longbottom uparł się rozmawiać tutaj, to Alistair bez większych oporów po te notatki by po prostu pobiegł. Wyglądało na to, że niczego nie trzeba z niego wyciągać: mężczyzna był więcej niż chętny do rozmowy, być może w naiwnej nadziei, że sam dowie się czegoś więcej.