23.11.2022, 22:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.11.2022, 22:09 przez Eden Lestrange.)
Mimo uszu puściła docinki Leandra à propos zjadania lokatorów; prawdę powiedziawszy słuchała go z równie wielkim zaangażowaniem, co bzyczenia muchy. Niby rejestrowała obecność szkodnika, niby ją irytował, ale do rozmowy mimo wszystko niczego wartościowego nie wnosił. Przeniosła spojrzenie na Lorettę, jakby chciała dać znać, że wystarczy jedno słowo, a nadzieje jej narzeczonego na wiszący nad ich głowami żyrandol, ale sama nie odezwała się więcej. Jedynie odprowadziła dwójkę spojrzeniem, chcąc dobrze zapamiętać, w którą stronę wybyli.
Tak w razie czego.
Wiedziała, że ostatnimi czasy los bardzo lubił sobie z niej pokpiwać. Może przyćmiło ją na chwilę, może już permanentnie zgłupiała, ale miała mimo wszystko nadzieję, że chociaż jedno publiczne przyjęcie minie jej bez zbędnych nieprzyjemności. Bal u Longbottomów nie do końca poszedł po jej myśli, więc może chociaż przyjęcie u Yaxleyów? Zwykle w okolicznych lasach wyzbywała się frustracji, a wszelki gniew ulatywał wraz z rozpędzonymi bełtami.
Niestety nie tym razem.
Wyciągnęła kartkę z nazwiskiem, rozwinęła ją powoli, a potem przeczytała treść kilkukrotnie, z każdym kolejnym razem licząc, że się zmieni. Nie zmieniła się. Eden poczuła niesamowitą potrzebę napicia się czystego spirytusu z gwinta, ale jedynie pokręciła głową i zamrugała intensywnie, próbując wybić sobie ten pomysł ze łba. Nigdy nie upadnie tak nisko, żeby pić przed południem, a już zwłaszcza nikt nigdy nie zobaczy jej pijącej alkohol prosto z butelki. Była kobietą z klasą i zasadami, których nie będzie puszczała w niepamięć przez żadnego faceta. Nieważne jak bardzo prymitywny był.
Dlatego chwyciła jedynie szklankę z wodą, żeby chociaż poudawać, że się znieczula. Podobno kłamstwo powtórzone tysiąckrotnie magicznie zamieniało się w prawdę; wiara góry przenosi i takie tam.
- Jak zapatrujesz się na zostanie jedynaczką? - zapytała, podchodząc jeszcze na chwilkę do Geraldine. Pojawiła się za jej plecami, rzuciła komentarz do ucha dziewczyny nie zatrzymując się, po czym mijając ją uniosła tylko brwi sugestywnie. Szła przez chwilę tyłem, by jeszcze na moment nawiązać kontakt wzrokowy z panną Yaxley, a następnie do góry podniosła szklankę wody, ustami bezgłośnie wypowiadając "Przemyśl to", jakby chciała wznieść toast i skusić Gerry do tej wspaniałej wizji świata, w którym męska linia Yaxleyów tragicznie wymiera. Eden wybitnie podobał się ten pomysł, ale z wcielaniem go musiała jeszcze chwilkę poczekać.
Odwróciła się wreszcie w kierunku wyjścia, oddała szkło plątającemu się pod nogami skrzatowi, po czym odnalazła spojrzeniem Theona, z którym przyszło jej odsiedzieć wyrok następnych trzech godzin z hakiem. Jak do tego doszło, że dobre dziewczyny muszą oglądać świat zza krat i to jeszcze w takim towarzystwie?
- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia - zaczęła, zbliżając się do jubilata. - Zapłacę ci trzysta galeonów, jeśli nie odezwiesz się do mnie ani słowem przez całą wyprawę. Stówka za godzinę - to uczciwa stawka. Jako prezent urodzinowy dorzucę też do tego moje milczenie - zaproponowała, podpierając się pod boki z anielskim uśmiechem. Była gotowa się targować, naprawdę. Cokolwiek, żeby tylko niczego nie mówił. Liczyła, że się zgodzi - w międzyczasie zaczęła wybierać kuszę, szukając wzrokiem tej, której zwykle używała podczas odwiedzin.
Tak w razie czego.
Wiedziała, że ostatnimi czasy los bardzo lubił sobie z niej pokpiwać. Może przyćmiło ją na chwilę, może już permanentnie zgłupiała, ale miała mimo wszystko nadzieję, że chociaż jedno publiczne przyjęcie minie jej bez zbędnych nieprzyjemności. Bal u Longbottomów nie do końca poszedł po jej myśli, więc może chociaż przyjęcie u Yaxleyów? Zwykle w okolicznych lasach wyzbywała się frustracji, a wszelki gniew ulatywał wraz z rozpędzonymi bełtami.
Niestety nie tym razem.
Wyciągnęła kartkę z nazwiskiem, rozwinęła ją powoli, a potem przeczytała treść kilkukrotnie, z każdym kolejnym razem licząc, że się zmieni. Nie zmieniła się. Eden poczuła niesamowitą potrzebę napicia się czystego spirytusu z gwinta, ale jedynie pokręciła głową i zamrugała intensywnie, próbując wybić sobie ten pomysł ze łba. Nigdy nie upadnie tak nisko, żeby pić przed południem, a już zwłaszcza nikt nigdy nie zobaczy jej pijącej alkohol prosto z butelki. Była kobietą z klasą i zasadami, których nie będzie puszczała w niepamięć przez żadnego faceta. Nieważne jak bardzo prymitywny był.
Dlatego chwyciła jedynie szklankę z wodą, żeby chociaż poudawać, że się znieczula. Podobno kłamstwo powtórzone tysiąckrotnie magicznie zamieniało się w prawdę; wiara góry przenosi i takie tam.
- Jak zapatrujesz się na zostanie jedynaczką? - zapytała, podchodząc jeszcze na chwilkę do Geraldine. Pojawiła się za jej plecami, rzuciła komentarz do ucha dziewczyny nie zatrzymując się, po czym mijając ją uniosła tylko brwi sugestywnie. Szła przez chwilę tyłem, by jeszcze na moment nawiązać kontakt wzrokowy z panną Yaxley, a następnie do góry podniosła szklankę wody, ustami bezgłośnie wypowiadając "Przemyśl to", jakby chciała wznieść toast i skusić Gerry do tej wspaniałej wizji świata, w którym męska linia Yaxleyów tragicznie wymiera. Eden wybitnie podobał się ten pomysł, ale z wcielaniem go musiała jeszcze chwilkę poczekać.
Odwróciła się wreszcie w kierunku wyjścia, oddała szkło plątającemu się pod nogami skrzatowi, po czym odnalazła spojrzeniem Theona, z którym przyszło jej odsiedzieć wyrok następnych trzech godzin z hakiem. Jak do tego doszło, że dobre dziewczyny muszą oglądać świat zza krat i to jeszcze w takim towarzystwie?
- Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia - zaczęła, zbliżając się do jubilata. - Zapłacę ci trzysta galeonów, jeśli nie odezwiesz się do mnie ani słowem przez całą wyprawę. Stówka za godzinę - to uczciwa stawka. Jako prezent urodzinowy dorzucę też do tego moje milczenie - zaproponowała, podpierając się pod boki z anielskim uśmiechem. Była gotowa się targować, naprawdę. Cokolwiek, żeby tylko niczego nie mówił. Liczyła, że się zgodzi - w międzyczasie zaczęła wybierać kuszę, szukając wzrokiem tej, której zwykle używała podczas odwiedzin.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~