Jej ciemne oczy obserwowały jego reakcję, jego gesty, ale zareagował całkowicie inaczej niż oczekiwała. Wiedziała, że nie mogła przewidzieć jego następnego ruchu, był nieprzewidywalny, fascynujący. Czuła jak końcówki jej włosów zmieniają się pod wpływem jego pytań, zrobiły się różowe, więc szybko złapała je w dłonie i zaczęła nerwowo przeczesywać. Czy się jej podobało? Co to za pytanie? To nie był prawdziwy pocałunek, bo się na niego nie zgodziła. Nawet nie miała czasu przemyśleć tego, czy jej się podobał. Zrobiło jej się ciepło i miała ochotę już mu uciec, zniknąć z pola jego widzenia, ale się nie ruszyła. Musiała mu wyjaśnić swoją rację i koniec i kropka.
– Nie mogę ci odpowiedzieć, czy mi się podobał, bo bardziej się bałam niż… – zacięła się. Nie wiedziała jak mu wyjaśnić, że ten pocałunek nie był przyjemny, był przerażający. Póki nie zjawiła się jej ciocia myślała, że albo będzie musiała go zabić, albo sama zostanie skrzywdzona. Może nadal mógł ją skrzywdzić? Wzdrygnęła się na samą myśl. Ludzie poza zamkiem byli naprawdę dziwni. – Na to też nie mogę ci odpowiedzieć, bo póki co na nic się nie zgadzam, o! – odsunęła się znowu odwracając od niego twarz, aby nie widział jej zawstydzenia. Miała nadzieję, że był na tyle głupi, że nie rozpoznawał takich reakcji u innych. On pewnie niczego się nie wstydził.
Gdy zaczął przysięgać, że już jej nie dotknie bez jej zgody poczuła lekką ulgę, ale nadal nie ufała mu w pełni. Zaufanie można bardzo łatwo zepsuć, a zdobyć je będzie musiał naprawdę mocno się starać. Skaza została, a Maya tego nie była w stanie wyrzucić sobie z głosy. Gdy zaczał prawić jej komplementy otuliła swoje nogi rękami wpatrując się w dal i czując jak cała płonie z zawstydzenia. Podobało jej się to, że Leo chwalił jej wygląd, ale nie była pewna, czy powinna mu tak otwarcie wierzyć. Musiał się postarać, prawda?
– Kawiarnie mogłabym zobaczyć – odparła z zaciekawieniem. Szansę mogła mu dać, ale jak tylko zrobić coś nie tak od razu urywa z nim kontakt! Takie było jej postanowienie. Zaczęła się podnosić z miejsca. – Muszę już wracać, jak nazywa się ta kawiarnia? To wpadnę tam… kiedyś – uśmiechnęła się lekko, mimowolnie. Naprawdę podobał jej się jego entuzjazm i to jak do niej mówił.