23.11.2022, 22:16 ✶
Cresswell nie uważał wcale, że „się z nią miał” i momentalnie poczuł dziwne uczucie w żołądku na myśl, że ktoś mógł odebrać ich relację, a także stos prezentów w taki sposób. Oczywiście nie urodził się wczoraj i wiedział, że to żart, ale jako człowiek nieskalany jeszcze potrzebą uporczywego kłamania, nie powstrzymał odruchu zaciśnięcia ust w wąską linię, nawet jeżeli szybko zabił wrażenie dyskomfortu szerokim uśmiechem, a krótką zmianę w mimice spostrzegłby pewnie ktoś wyjątkowo rozwinięty w sztuce percepcji. Jasne, że znoszenie tutaj tylu rzeczy mogło być trochę głupkowate, ale wynikało to przecież z niezwykłej troski i sympatii. Takich przyjaciół jak Cecily trzeba było cenić, a jeżeli się ich nie miało, można było pokusić się o to, aby ich zazdrościć.
- Jezu Chryste - aż się zachłysnął powietrzem, nawet przez chwilę nie zastanowiwszy się nad tym, że nikt ze zgromadzonych nie miał pojęcia co Silas właśnie powiedział - ty mówisz! Zapomniałem zupełnie albo... a może nie wiedziałem po prostu. - Trochę głupio mu teraz było, ale jak już go zaczął drapać, to brnął w to dalej.
- Dzień dobry - przywitał się z Brenną, podnosząc kota do góry i wciąż drapiąc go za uchem. - Czy Rosier to nie jest nazwisko z właśnie z Francji? - Zmarszczył brwi, spoglądając na Erika. Nie szło dostrzec w tym pytaniu choćby cienia kpiny, pytał całkowicie szczerze, nie orientując się do końca w układach świata magicznego, acz całkiem nieźle pojmując działanie świata jako całości. W jego oczach błyszczała iskra zwyczajnej, ludzkiej ciekawości.
Całkiem zabawne - pan wilkołak z gazet, w których zaczytywał się z uwagą odwiedzając bibliotekę Parkinsonów - dzisiaj stał się kotem. Silas widziałby go bardziej w roli wielkiego pączka. Dostrzegał też dodatkową użyteczność takiego kostiumu - możnaby z niego stworzyć legowisko dla kota albo naprawdę fikuśny fotel. Nie odważyłby się jednak przedstawić tego pomysłu szerszemu gronu, bo Nora swoim jestestwem budowała niesamowicie silne wrażenie bycia jedną z tych matek wariatek, które zamiast przelać swój instynkt na dzieci, przelewały go na koty. Mówiące koty. Wielki, mówiący kotowilkołak był w klimacie.
Wątpliwe było, aby kogokolwiek z zebranych zdziwił fakt, że chudzina, jaką był Silas, nie wziął sobie nowego pączka, a zamiast tego pochylił się nad Cecily i ugryzł tego, którego wzięła sobie ona.
- Mam zajęte ręce - wyjaśnił jej, co zważywszy na puszystość Salema miało sporo sensu, jeżeli nie chciał jeść sierści.
- Silas Cresswell, miło poznać - skinął głową w stronę Alice i bardzo szybko zagaił ją pytaniem: Mam nadzieję, że wtrącenie nie będzie nieuprzejme, ale cóż to były za cytaty, jeśli można spytać? Zawsze jestem wielce ciekawy wszystkiego, co działo się w Hogwarcie, bo nie miałem szczęścia do niego uczęszczać.
Każda, nawet najbardziej oczywista opowieść, zdawała się według Silasa być czymś niebywałym.
- Jezu Chryste - aż się zachłysnął powietrzem, nawet przez chwilę nie zastanowiwszy się nad tym, że nikt ze zgromadzonych nie miał pojęcia co Silas właśnie powiedział - ty mówisz! Zapomniałem zupełnie albo... a może nie wiedziałem po prostu. - Trochę głupio mu teraz było, ale jak już go zaczął drapać, to brnął w to dalej.
- Dzień dobry - przywitał się z Brenną, podnosząc kota do góry i wciąż drapiąc go za uchem. - Czy Rosier to nie jest nazwisko z właśnie z Francji? - Zmarszczył brwi, spoglądając na Erika. Nie szło dostrzec w tym pytaniu choćby cienia kpiny, pytał całkowicie szczerze, nie orientując się do końca w układach świata magicznego, acz całkiem nieźle pojmując działanie świata jako całości. W jego oczach błyszczała iskra zwyczajnej, ludzkiej ciekawości.
Całkiem zabawne - pan wilkołak z gazet, w których zaczytywał się z uwagą odwiedzając bibliotekę Parkinsonów - dzisiaj stał się kotem. Silas widziałby go bardziej w roli wielkiego pączka. Dostrzegał też dodatkową użyteczność takiego kostiumu - możnaby z niego stworzyć legowisko dla kota albo naprawdę fikuśny fotel. Nie odważyłby się jednak przedstawić tego pomysłu szerszemu gronu, bo Nora swoim jestestwem budowała niesamowicie silne wrażenie bycia jedną z tych matek wariatek, które zamiast przelać swój instynkt na dzieci, przelewały go na koty. Mówiące koty. Wielki, mówiący kotowilkołak był w klimacie.
Wątpliwe było, aby kogokolwiek z zebranych zdziwił fakt, że chudzina, jaką był Silas, nie wziął sobie nowego pączka, a zamiast tego pochylił się nad Cecily i ugryzł tego, którego wzięła sobie ona.
- Mam zajęte ręce - wyjaśnił jej, co zważywszy na puszystość Salema miało sporo sensu, jeżeli nie chciał jeść sierści.
- Silas Cresswell, miło poznać - skinął głową w stronę Alice i bardzo szybko zagaił ją pytaniem: Mam nadzieję, że wtrącenie nie będzie nieuprzejme, ale cóż to były za cytaty, jeśli można spytać? Zawsze jestem wielce ciekawy wszystkiego, co działo się w Hogwarcie, bo nie miałem szczęścia do niego uczęszczać.
Każda, nawet najbardziej oczywista opowieść, zdawała się według Silasa być czymś niebywałym.