21.01.2024, 21:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2024, 21:20 przez Bard Beedle.)
– Alistair Laramont – przedstawił się latarnik. – Jestem pewien, że jest prawdziwa – oświadczył.
Choć na zewnątrz było ciepło, gorąco nawet, to w środku latarni panował chłód. Alistair błyskawicznie wspiął się po stopniach – równie wąskich i wytartych, co te wiodące do latarni, a w dodatku krętych – i poczekał na Morpheusa na pierwszym piętrze. Na całe szczęście nie ciągnął gościa na górę, a zostali tutaj. Wprowadził go do wnętrza niezbyt dużego, za to bardzo wysokiego. Trochę zagraconego, chociaż raczej w nieporządku kogoś, kto rozrzuca rzeczy byle gdzie niż w takim bałaganie, jaki panował w domu Charona – gdzie właściciel nie dbał zupełnie o otoczenie. Prawdopodobnie to pomieszczenie służyło Alistairowi za kuchnię oraz za salon, na to przynajmniej wskazywało umeblowanie. Sypialnia pewnie znajdowała się piętro wyżej, a jeszcze na kolejnym piętrze – to pomieszczenie, w którym mężczyzna nocami rozpalał ogień.
– Gdzie ja to mam…
Zapomniał o dobrych manierach. Nie zaoferował gościowi herbaty, nie poprosił, żeby usiadł, chociaż chyba nie dlatego, że był niegrzeczny, a zwyczajnie w entuzjazmie. Rzucił się do biurka, stojącego pod niedużym, wąskim oknem i zaczął wyrzucać z szuflady papiery.
– Mówił o wyspie, która pojawia się i znika. I o broni, która jest wypełniona ciemnością, cokolwiek to znaczy – powiedział Alistair, ciskając kawałki pergaminu i notatniki na podłogę, nim w końcu znalazł papiery, których szukał. – Ha, mam! Wszystko zapisałem. Pamięć mam trochę krótką, a nie chciałem, żeby coś mi umknęło. Próbowałem dowiedzieć się czegoś o tej wyspie, co pojawia się i znika, i dotarłem tylko do tego, że jakiś żeglarz ponoć napisał o takiej wiersz, ale nie zdołałem go odnaleźć… o, a tutaj jest to, co mówił Charon. Brzmi, jak prawdziwa przepowiednia, prawda? – spytał, wciskając Morpheusowi notatki. Mężczyzna zapisał w nich to, co zapamiętał ze słów swojego sąsiada: o tym, że wkrótce pojawi się znikająca wyspa, i że w jaskini znajduje się sztylet, który wypełnia ciemność. Jeżeli pogłoski o czymś takim dotarły do kogoś z Zakonu, to i nic dziwnego, że ich to zaniepokoiło – istniała szansa, że jeżeli jakiś śmierciożerca o tym usłyszy, mógłby zainteresować się sprawą.
Choć na zewnątrz było ciepło, gorąco nawet, to w środku latarni panował chłód. Alistair błyskawicznie wspiął się po stopniach – równie wąskich i wytartych, co te wiodące do latarni, a w dodatku krętych – i poczekał na Morpheusa na pierwszym piętrze. Na całe szczęście nie ciągnął gościa na górę, a zostali tutaj. Wprowadził go do wnętrza niezbyt dużego, za to bardzo wysokiego. Trochę zagraconego, chociaż raczej w nieporządku kogoś, kto rozrzuca rzeczy byle gdzie niż w takim bałaganie, jaki panował w domu Charona – gdzie właściciel nie dbał zupełnie o otoczenie. Prawdopodobnie to pomieszczenie służyło Alistairowi za kuchnię oraz za salon, na to przynajmniej wskazywało umeblowanie. Sypialnia pewnie znajdowała się piętro wyżej, a jeszcze na kolejnym piętrze – to pomieszczenie, w którym mężczyzna nocami rozpalał ogień.
– Gdzie ja to mam…
Zapomniał o dobrych manierach. Nie zaoferował gościowi herbaty, nie poprosił, żeby usiadł, chociaż chyba nie dlatego, że był niegrzeczny, a zwyczajnie w entuzjazmie. Rzucił się do biurka, stojącego pod niedużym, wąskim oknem i zaczął wyrzucać z szuflady papiery.
– Mówił o wyspie, która pojawia się i znika. I o broni, która jest wypełniona ciemnością, cokolwiek to znaczy – powiedział Alistair, ciskając kawałki pergaminu i notatniki na podłogę, nim w końcu znalazł papiery, których szukał. – Ha, mam! Wszystko zapisałem. Pamięć mam trochę krótką, a nie chciałem, żeby coś mi umknęło. Próbowałem dowiedzieć się czegoś o tej wyspie, co pojawia się i znika, i dotarłem tylko do tego, że jakiś żeglarz ponoć napisał o takiej wiersz, ale nie zdołałem go odnaleźć… o, a tutaj jest to, co mówił Charon. Brzmi, jak prawdziwa przepowiednia, prawda? – spytał, wciskając Morpheusowi notatki. Mężczyzna zapisał w nich to, co zapamiętał ze słów swojego sąsiada: o tym, że wkrótce pojawi się znikająca wyspa, i że w jaskini znajduje się sztylet, który wypełnia ciemność. Jeżeli pogłoski o czymś takim dotarły do kogoś z Zakonu, to i nic dziwnego, że ich to zaniepokoiło – istniała szansa, że jeżeli jakiś śmierciożerca o tym usłyszy, mógłby zainteresować się sprawą.