21.01.2024, 21:27 ✶
Dołowało go w duszy zmęczenie Morpheusa, ale w pełni je rozumiał, w końcu nie jechał na wakacje, które może i by mu się przydały, a raczej nie może, tylko na pewno. Gdyby to nie było dziwne, to by mu zaproponował jakiś wyjazd, tylko nie wiedział gdzie, pieniędzy też nie miał zbyt wiele, ale może wyjazd do jego domu rodzinnego by starczył? Tylko czy mężczyznę interesowałoby oglądanie jak ścina się kwiaty i karmi zwierzęta? Możliwe. Nie wyglądał na kogoś kto gardzi takimi rzeczami, a raczej na kogoś, kto w czymś małym i zwykłym umie znaleźć piękno.
Jeśli chodzi o nowiny i gazety, to nie czytał ich nawet jeśli chodzi o mugolskie. Nie miał czasu, nie miał głowy. Większość informacji zdobywał kiedy jechał do domu, tam miał okazję porozmawiać z bliskimi o zmartwieniach, podejrzeniach i tym co się dzieje w świecie. A czerń była atrakcyjnym, eleganckim kolorem dla ludzi wysoko postawionych. Pasowała do mężczyzny.
Zaczął tłumaczyć, a Enfer od razu zdał sobie sprawę z powagi jego słów, z resztą było to oczywiste. Śmierć bliskiej osoby, rodziny, kogoś kogo się znało od zawsze, kto miał żyć obok nas wiecznie i umrzeć dopiero za kilkadziesiąt lat. Do tego znowu śmierciożercy, znowu oni. Pamiętał atak wtedy w barze i pamiętał jeszcze wiele innych, nie we wszystkich brał udział, ale trafiło się kilka gdzie był ich blisko lub w centrum. Może miał pecha i przyciągał kłopoty?
W milczeniu opuścił wzrok, dając mu czas na oddech, na ogarnięcie myśli o odpalenie papierosa. Nie podobał mu się zapach dymu, ale nie zwrócił mu na to uwagi, nie tym razem. Da radę chwilę się pomęczyć.
Zaraz przyszło dalsze tłumaczenia, na które zmarszczył brwi. Krew nie miała znaczenia, owszem, nic dla nich nie miało znaczenia, bo albo jesteś z nimi i zabijasz ludzi, albo jesteś przeciw nim. Innej drogi niestety nie ma.
Spojrzał na niego i westchnął cicho na jego słowa.
-Nie podchodź tak do tego. Nie każdy musi być zniszczony psychicznie, żeby być godnym twojej posady. Może to dobrze, to jakiś zwiastun, że będzie lepiej...-albo wręcz przeciwnie, że nawet najgorsze okropieństwo nie robi już na nas wrażenia.-Myślę, że jesteś dobrą osobą i robisz co możesz żeby świat stał się chociaż trochę lepszy niż był.-wyciągnął się i sięgnął do niego ręką, kładąc dłoń na jego kolanie i żeby dać mu otuchy i żeby zwrócić na siebie jego uwagę.-A twój brat by zrozumiał i na pewno nie miałby ci nic za złe. Może nawet zgodziłby się ze mną, że jesteś dla siebie zbyt surowy.-wyprostował się.-Branie na siebie ciężaru całego świata sprawi, że się pod nim załamiesz i już nikomu nie pomożesz.-może to była sugestia do tego, żeby bardziej się dzielił i obowiązkami i tym co siedzi mu w głowie i zatruwa myśli. Był gotów go słuchać lub po prostu przy nim być gdyby tego potrzebował.
Jeśli chodzi o nowiny i gazety, to nie czytał ich nawet jeśli chodzi o mugolskie. Nie miał czasu, nie miał głowy. Większość informacji zdobywał kiedy jechał do domu, tam miał okazję porozmawiać z bliskimi o zmartwieniach, podejrzeniach i tym co się dzieje w świecie. A czerń była atrakcyjnym, eleganckim kolorem dla ludzi wysoko postawionych. Pasowała do mężczyzny.
Zaczął tłumaczyć, a Enfer od razu zdał sobie sprawę z powagi jego słów, z resztą było to oczywiste. Śmierć bliskiej osoby, rodziny, kogoś kogo się znało od zawsze, kto miał żyć obok nas wiecznie i umrzeć dopiero za kilkadziesiąt lat. Do tego znowu śmierciożercy, znowu oni. Pamiętał atak wtedy w barze i pamiętał jeszcze wiele innych, nie we wszystkich brał udział, ale trafiło się kilka gdzie był ich blisko lub w centrum. Może miał pecha i przyciągał kłopoty?
W milczeniu opuścił wzrok, dając mu czas na oddech, na ogarnięcie myśli o odpalenie papierosa. Nie podobał mu się zapach dymu, ale nie zwrócił mu na to uwagi, nie tym razem. Da radę chwilę się pomęczyć.
Zaraz przyszło dalsze tłumaczenia, na które zmarszczył brwi. Krew nie miała znaczenia, owszem, nic dla nich nie miało znaczenia, bo albo jesteś z nimi i zabijasz ludzi, albo jesteś przeciw nim. Innej drogi niestety nie ma.
Spojrzał na niego i westchnął cicho na jego słowa.
-Nie podchodź tak do tego. Nie każdy musi być zniszczony psychicznie, żeby być godnym twojej posady. Może to dobrze, to jakiś zwiastun, że będzie lepiej...-albo wręcz przeciwnie, że nawet najgorsze okropieństwo nie robi już na nas wrażenia.-Myślę, że jesteś dobrą osobą i robisz co możesz żeby świat stał się chociaż trochę lepszy niż był.-wyciągnął się i sięgnął do niego ręką, kładąc dłoń na jego kolanie i żeby dać mu otuchy i żeby zwrócić na siebie jego uwagę.-A twój brat by zrozumiał i na pewno nie miałby ci nic za złe. Może nawet zgodziłby się ze mną, że jesteś dla siebie zbyt surowy.-wyprostował się.-Branie na siebie ciężaru całego świata sprawi, że się pod nim załamiesz i już nikomu nie pomożesz.-może to była sugestia do tego, żeby bardziej się dzielił i obowiązkami i tym co siedzi mu w głowie i zatruwa myśli. Był gotów go słuchać lub po prostu przy nim być gdyby tego potrzebował.