O tym wiedział nawet bez słów Persephony. Z drugiej zaś strony, dodawało to trochę otuchy, ponieważ widział, że naprawdę było źle... a jednak liczył, że może nie było, aż tak źle? Może gdzieś tam tliła się iskierka nadziei, że to tylko jego umysł tak to postrzegał i w sumie to jest jakieś proste wyjście? A najlepiej, że mogliby to jakoś zakopać? Zapomnieć?
Niestety nie. Nie było takiej możliwości i teraz musiał stawić czoła swoim... grzechom, bo w tak to należało rozpatrywać. Nie pozostało mu już chyba nic innego jak liczyć na rozgrzeszenie i ewentualną pokutę.
- Ja... - odparł zaskoczony i ewidentnie wybity z rytmu - Chyba oba... - dodał, pozwalając, a raczej nie zwracając uwagi na to, że kawałek popiołu spadł na biurko - To wszystko jest tak pojebane, że nie wiem... Gdybym mógł tylko cofnąć czas... - stwierdził, spoglądając na szklankę wypełnioną alkoholem. Przez moment przeszedł go nawet jakiś nieprzyjemny dreszcz ale nie potrafił wyjaśnić jego pochodzenia. W zaistniałej sytuacji nie pozostało mu nic jak innego jak napicie się trunku, aby dalej wsłuchiwać się w słowa swojej kuzynki.
Borgin uniósł zdziwione brwi. Zakląć w sen? zapytał bezgłośnie w myślach, chociaż jego usta zrobiły to samo. Brzmiało to absurdalnie... dobrze - Ale... Jak Ty to widzisz? - zapytał, trochę bardziej ożywiony, niż jeszcze chwilę temu - To miałby być sen i... sprawdziłbym jak się zachowa? I na jego podstawie podjąłbym decyzję czy chcę o tym w ogóle rozmawiać? - odparł spokojniej, wszak Persephona zaproponowała jakieś rozwiązanie i brzmiało całkiem nieźle. Może to był właśnie ten promyk nadziei? Jakieś światło w tej ciemnej dolinie gdzie ginęła ludzka dusza? Tylko dlaczego ze wszystkim osób to właśnie Degenhardt miała być tym przewoźnikiem? Bo coś w tej układance nie pasowało...
To też nie było tak, że była złą osobą czy kimś w tym rodzaju. Nic z tych rzeczy. Rozchodziło się bardzo o to, że Persephona miała raczej tajemniczy i taki - niebezpieczny - styl obycia? Taki, który kazał mimo wszystko trzymać się boku, aby nie zaryzykować pocałunku ze śmiercią.
- Tylko czy ona wtedy nie będzie tego pamiętać? - zapytał, czując że muszą to wyjaśnić. W końcu Stella wierzyła w te wszystkie gwiazdy, horoskopy i chuje, muje, dzikie węże. Jeżeli widziałaby to nawet w formie snu to przecież byłoby chyba jeszcze gorzej, niż jeżeli powiedziałby jej to z zaskoczenia. I jeżeli miała to pamiętać... to chyba jednak nie było nadziei na wyjście z tej sytuacji, a to sprawiło, że zapał Stanleya po raz kolejny się załamał - tak jak i on.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972