No ciasteczek to by się tutaj chyba w ogóle nie spodziewał. Prędzej jakiegoś łamania palców, może przypalania rozgrzanym do czerwoności metalem... ale wypieków cukierniczych? Szok i niedowierzanie.
- Podziękuje ale proszę się nie krępować - odparł z przelotnym uśmiechem, dalej skupiając się na tym co ma mu do przekazania. Gdyby ufał Moody chociaż odrobinę to pewnie by się skusił na ciasteczko ale tak nie. Cóż... - Ciężko się z panią nie zgodzić - przyznał jej rację bo w sumie to mówiła samą prawdę o zaistniałej sytuacji. Każdemu mogło się zdarzyć zapomnieć śniadania, a już na pewno komuś kto dostał taki ładny prezent i tylko o nim myśli.
Oczywiście, że był pewien. Miał się jej tutaj przyznać do wszystkiego? Zaczął sypać nazwiskami na lewo i prawo? Niedoczekanie - Jestem pewien - odparł krótko - Jak najbardziej. Skoro mówi pani, że nie może to wyjść poza próg tego gabinetu to tak się stanie. W końcu, jak mniemam, jest to polecenie służbowe, a ja mam zamiar je spełnić. Potrafię zachować dyskrecję - zapewnił, przyglądając jak Harper zajada sobie te smakowite ciasteczka.
Stanley słuchał jak wspomina mu o tych wszystkich rzeczach, które miały miejsce przed jak i w trakcie Beltane, a nawet to walczyli ze sobą ale ona o tym nie wiedziała - jej szkoda. Przez cały czas wypowiedzi Moody, nie odzywał się, pozwalając jej dokończyć to co chce powiedzieć.
- W pełni rozumiem powód z jakiego pani mnie tutaj zaprosiła. Lepiej wyjaśnić pewne rzeczy, niż rzucać oskarżeniami na lewo i prawo - stwierdził - Mogło tak się zdarzyć, że przeszedłem obok poczty... w końcu nie ma przecież zakazu, aby przejść obok niej kiedy się gdzieś idzie... no chyba, że zmieniły się zasady i nikt nas o tym nie poinformował - wzruszył ramionami - Wtedy przepraszam, że mogłem przejść obok i obiecuję, że więcej to się nie powtórzy - dodał, wyjaśniając to ze swojej perspektywy.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972