Stanley zdziwił się co nie miara na pytanie zadane przez Stellę. Była zazdrosna o inne blondynki? W końcu nawet jeżeli byłaby tam jakaś inna jasnowłosa to nie patrzyłby na nią w taki sam sposób jak na Avery. To chyba było pewne i jasne, czyż nie? - Nie było. Nie masz co się martwić. Nie było nawet szatynek czy brunetek. Nie było żadnych przedstawicielek płci pięknej - odparł, aby ukoić jej nerwy. Czysto męskie spotkanie przepełnione testosteronem, dymem tytoniowym i kilkugodzinną dyskusją o niczym.
Tylko pod względem klepania umowy mógł wyręczyć dziadka. W końcu nie chodziło tym razem o rzucanie czarno magicznych zaklęć, a jedynie niejako "służbowe" wyjście w sprawach rodzinnych interesów.
Zimą na pewno musiało być tutaj pięknie. Może nie w ten sam sposób co latem ale nadal. Fakt - było pewnie lodowato i pewnie nawet szło nieźle zmarznąć ale zawsze coś odbywa się jakimś kosztem. Nie można było mieć wszystkiego.
Co by nie mówić - ucieszył się. Stanley był szczęśliwy, że Stella doceniła porę, którą wybrał. Dlaczego zadał takie pytanie? To akurat było proste. Ktoś musiał o nią dbać, niejako pilnować, upewniać się, że wszystko w porządku, a zarazem podtrzymywać na duchu i zapewniać, że wszystko będzie dobrze. Tylko... kiedy? To było niestety pytanie na które nie potrafił odpowiedzieć i też nie chciał niczego obiecywać w tej kwestii bo po prostu nie mógł.
Odwzajemnił uśmiech bo cieszył się, że chce się jej żyć bardziej, niż zimą. Było to na swój sposób budujące, nawet jeżeli Stella dążyła do tego, aby tylko przez niego przebrnąć i pójść dalej. To był tylko i wyłącznie jej wybór - on tu był, aby ją wesprzeć i pomóc, chociaż może nie było najbardziej odpowiednią osobą do tego typu spraw.
Kiedy z ust Avery padło stwierdzenie "rodzinnych", Borginowi aż się przypomniał pewien mały fakt. Może nie mały, bo jednak odnalezienie ojca, którego poszukuje się całe życie, nie jest małą rzeczą ale tak się zdarzyło, że może Stanleyowi się trochę zapomniało żeby o tym wspomnieć? Tak z miesiąc? Półtora? Prawie dwa? Upsi?
Każdemu się mogło zdarzyć zapomnieć, czyż nie? Teraz tylko należało to jakiś ubrać w słowa w swoich myślach. Tak aby to jakoś wyglądało... A może... powinien właśnie walnąć prosto z mostu i po temacie? Stanley był tak zajęty obmyślaniem planu, że tylko pokiwał głową na odpowiedź Stelli dotyczącą eliksirów.
- No całkiem się układa. A właśnie... - zaczął, rozglądając się po okolicy - W sprawach rodzinnych... - budował napięcie ale tak naprawdę to dalej sobie segregował to w głowie - Wspominałem Ci, że... - zastygł wzrokiem na jednej z róż, które znajdowały się dobrych kilkaset metrów od nich. Stały się w tym momencie niejako punktem zaczepnym dla jego wzroku, tak aby nie musiał panikować - Odnalazłem ojca? Roberta? - zapytał - Trochę minęło de facto od tego kiedy to się stało ale wiesz jak to bywa... Musieliśmy sami najpierw pogadać - dodał jeszcze jako swego rodzaju wymówkę. Borgin nie miał pojęcia o tym, że Stella i jego ojciec są de facto rodziną i tym samym nie zdawał sobie sprawy, że poruszenie tego tematu może być niczym mgła, która miała zasłonić te radosne, różane promienie... a tego przecież nie chcieli bo mieli się świetnie bawić, odpocząć i pooglądać ten zachód słońca, który właśnie zaczął się dziać.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972