22.01.2024, 14:36 ✶
Brenna przez chwilę milczała, pochłonięta myślami o tym, jak rozkosznie byłoby udusić Augustusa Rookwooda. Nie umiała po prostu potępić Aveliny, chociaż należała do tego gatunku ludzi, dla których spotykająca się z kimś osoba automatycznie była poza zasięgiem. Tam, gdzie dla niektórych żona, narzeczona czy dziewczyna nie była ścianą, której nie da się przesunąć, tak dla niej stanowiła mur ze stali, głęboko osadzony w ziemi.
Jasne. Związki się rozpadały. Nikt nie powinien tkwić przy kimś, z kim jest nieszczęśliwy. Ale próba zdobycia zajętego faceta była dla Brenny niezrozumiała. Jeszcze bardziej niezrozumiałe było szukanie sobie kochanki, zanim zakończyło się jeden związek.
Tym razem całą swoją złość zwracała ku Augustusowi Rookwoodowi. To on przyrzekał żonie wierność małżeńską, to on z tą dzielił łóżko, skoro spodziewała się kolejnego dziecka i to on mącił Paxton w głowie - bo skoro tak szybko proponował jej "ucieczkę" to ewidentnie od początku pojawił się nie z nadzieją na odnowienie "przyjaźni". Wyglądało to raczej na kogoś rozczarowanego małżeństwem, życiem rodzinnym, rutyną, szukającym czegoś nowego.
Miała ochotę objąć Avelinę i ją pocieszyć, ale miała też wrażenie, że tym, czego Ave potrzebowała, nie było wcale poklepanie po głowie i zapewnienie, że będzie dobrze. Bo przecież nie będzie.
Nie nadawała się do udzielania rad dotyczących związków. Jej doświadczenia pod tym względem były mniej więcej na poziomie przeciętnego dwunastolatka, i ciągnęło ją do kogoś, kogo powinna wybić sobie z głowy dla własnego dobra – bo była pewna, że patrzył na nią tylko z powodu magii. Ale istniały jednak dla Brenny pewne rzeczy, których po prostu się nie robiło. Granie na dwa fronty, gdy kochają cię dwie osoby, było na pewno jedną z nich.
- I sądzisz, że proponował to szczerze? – zapytała w końcu, bardzo powoli idąc ulicą. – Że rzuciłby pracę, zerwał kontakty z rodziną, zgodził się na wydziedziczenie, porzucił żonę i dzieci, by wyjechać i zacząć gdzieś od nowa? Czy może proponował to raczej pod wpływem chwili i wycofałby się zaraz, gdy dotarłoby do niego, jakie są konsekwencje? Albo zrobił to z wyrachowaniem, wiedząc, że odmówisz, w nadziei, że uwierzysz, że mu na tobie zależy? Dlaczego po prostu nie odszedł od niej, jeśli naprawdę chce być z tobą?
Mówiła spokojnie, bardzo cicho, choć doskonale wiedziała, że słowa są okrutne.
Prawda bywała bolesna. I chociaż czasem nie okazywała się lepsza od kłamstwa, były sytuacje, w których spojrzenie jej prosto w oczy stawało się konieczne. Inaczej mogłeś tylko ranić sam siebie, a i może wszystkich wkoło.
– A jeśli zgodzisz się być tą drugą, jedyną osobą, która na tym skorzysta, będzie on. I jeżeli on w ogóle chce, żebyś nią była, to znaczy, że nie kocha żadnej z was. Wyłącznie siebie. Bo kiedy kogoś kochasz nie chcesz go unieszczęśliwiać. – A jak którakolwiek z nich miałaby być szczęśliwa, wiedząc, że ten mężczyzna prowadzi dwa życia? Jak którakolwiek z nich miałyby być go pewna? Wyobrażasz sobie spokojną przyszłość u jego boku? Nie poświęcać się raz za razem, ciągle od nowa? – Zresztą, skoro na oczach ciężarnej żony proponował ci romans…? Jak ktoś, kto robi coś takiego, miałby być dobry dla ciebie, nawet jeżeli by ją zostawił?
Brenna przystanęła na moment, obracając się ku Avelinie.
– Olivia ma rację. Przykro mi, Ave. Wiem, że nie wybierasz, kogo pokochasz i wiem, że nie da się przestać kochać na życzenie, ale utrzymując z nim kontakty, będziesz tylko raniła samą siebie.
Jasne. Związki się rozpadały. Nikt nie powinien tkwić przy kimś, z kim jest nieszczęśliwy. Ale próba zdobycia zajętego faceta była dla Brenny niezrozumiała. Jeszcze bardziej niezrozumiałe było szukanie sobie kochanki, zanim zakończyło się jeden związek.
Tym razem całą swoją złość zwracała ku Augustusowi Rookwoodowi. To on przyrzekał żonie wierność małżeńską, to on z tą dzielił łóżko, skoro spodziewała się kolejnego dziecka i to on mącił Paxton w głowie - bo skoro tak szybko proponował jej "ucieczkę" to ewidentnie od początku pojawił się nie z nadzieją na odnowienie "przyjaźni". Wyglądało to raczej na kogoś rozczarowanego małżeństwem, życiem rodzinnym, rutyną, szukającym czegoś nowego.
Miała ochotę objąć Avelinę i ją pocieszyć, ale miała też wrażenie, że tym, czego Ave potrzebowała, nie było wcale poklepanie po głowie i zapewnienie, że będzie dobrze. Bo przecież nie będzie.
Nie nadawała się do udzielania rad dotyczących związków. Jej doświadczenia pod tym względem były mniej więcej na poziomie przeciętnego dwunastolatka, i ciągnęło ją do kogoś, kogo powinna wybić sobie z głowy dla własnego dobra – bo była pewna, że patrzył na nią tylko z powodu magii. Ale istniały jednak dla Brenny pewne rzeczy, których po prostu się nie robiło. Granie na dwa fronty, gdy kochają cię dwie osoby, było na pewno jedną z nich.
- I sądzisz, że proponował to szczerze? – zapytała w końcu, bardzo powoli idąc ulicą. – Że rzuciłby pracę, zerwał kontakty z rodziną, zgodził się na wydziedziczenie, porzucił żonę i dzieci, by wyjechać i zacząć gdzieś od nowa? Czy może proponował to raczej pod wpływem chwili i wycofałby się zaraz, gdy dotarłoby do niego, jakie są konsekwencje? Albo zrobił to z wyrachowaniem, wiedząc, że odmówisz, w nadziei, że uwierzysz, że mu na tobie zależy? Dlaczego po prostu nie odszedł od niej, jeśli naprawdę chce być z tobą?
Mówiła spokojnie, bardzo cicho, choć doskonale wiedziała, że słowa są okrutne.
Prawda bywała bolesna. I chociaż czasem nie okazywała się lepsza od kłamstwa, były sytuacje, w których spojrzenie jej prosto w oczy stawało się konieczne. Inaczej mogłeś tylko ranić sam siebie, a i może wszystkich wkoło.
– A jeśli zgodzisz się być tą drugą, jedyną osobą, która na tym skorzysta, będzie on. I jeżeli on w ogóle chce, żebyś nią była, to znaczy, że nie kocha żadnej z was. Wyłącznie siebie. Bo kiedy kogoś kochasz nie chcesz go unieszczęśliwiać. – A jak którakolwiek z nich miałaby być szczęśliwa, wiedząc, że ten mężczyzna prowadzi dwa życia? Jak którakolwiek z nich miałyby być go pewna? Wyobrażasz sobie spokojną przyszłość u jego boku? Nie poświęcać się raz za razem, ciągle od nowa? – Zresztą, skoro na oczach ciężarnej żony proponował ci romans…? Jak ktoś, kto robi coś takiego, miałby być dobry dla ciebie, nawet jeżeli by ją zostawił?
Brenna przystanęła na moment, obracając się ku Avelinie.
– Olivia ma rację. Przykro mi, Ave. Wiem, że nie wybierasz, kogo pokochasz i wiem, że nie da się przestać kochać na życzenie, ale utrzymując z nim kontakty, będziesz tylko raniła samą siebie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.