Dzisiejszy dzień nie stawiał praktycznie żadnych zadań. Harvin nie lubił takich dni. Wywoływały one u niego poczucie winy z powodu braku produktywności. Dlatego sam znalazł sobie zajęcie i upiekł ciasto. Zostawił większość, kto będzie chciał, ten się poczęstuje. Sam wziął bądź co bądź pokaźnych rozmiarów kawałek i ruszył do siebie. Może jednak trzeba się nauczyć odpoczywać?
Z wielkiego namiotu kierował się w stronę swojej przyczepy, jednak niedane mu było dotrzeć do niej tak szybko, gdyż usłyszał cichy płacz. Gdy zauważył siedzącą na skrzyni, przybraną siostrę, w jednej chwili znalazł się obok.
— Fiery, co ci się stało? — Nie widział sensu w pytaniu, czy coś się stało, wyraźnie przecież widział.
— Chodź, nie możesz tutaj tak siedzieć — oznajmił, wysłuchawszy słów kobiety. Nie był pewien, co w tej sytuacji powinien uczynić. Podał jej ciasto. Było wciąż lekko ciepłe i tylko trochę naderwane, gdyż w drodze mężczyzna nie oparł się drożdżowemu zapachowi.
Zaprowadził ją do swojej przyczepy. W końcu była najbliżej.
Wewnątrz był panował bałagan. Nic dziwnego, Berg nie miewał tu wielu gości. Wszędzie było pełno rzeczy, które Bell zbierał, myśląc, że kiedyś mu się przydadzą. Pomieszczenie nie zostało magicznie powiększone, więc było tu dość ciasno. Jedynie strop znajdował się wyżej niż w innych wozach. Już lata temu Berg dostosował przyczepy swoją i Titana do ich ponadprzeciętnych postur.
Zarówno ściany, jak i sufit gdzieniegdzie ozdobione były efektami nagłej weny artystycznej mężczyzny. Malunki głównie przedstawiały niebo i morze. Przy łóżku, na którym posadził zapłakaną Fiery, uprzednio zabierając z niego w połowie rozebrane mugolskie radio, znajdowała się ogromna, wielokolorowa plama, która miała być zorzą polarną oraz nieporadny, acz dokładny rysunek kaszalota.
Mężczyzna wziął jakąś leżącą na szafce szmatkę i wręczył ją przybranej siostrze. Wcześniej ten sam materiał służył mu chyba do mycia okien, ale było to jedyne, co w tej chwili posiadał. No ewentualną alternatywą była zasłonka małego okna lokum ćwierć olbrzyma. Użyczył sobie jednej ze skrzynek, jako krzesła. W końcu żadnego prawdziwego tu nie było.