Dzięki niech będą Merlinowi i Morganie, że to spotkanie odbywało się w prawdziwym życiu, a nie mugolskiej kreskówce. Czemu? Cóż, gdyby Erik był bohaterem takowej animacji, to zapewne w tej chwili nad jego głową pojawiłaby się czerwona lampka, której towarzyszyłby odgłos syreny policyjnej. Osłupiał na chwilę, gdy zdał sobie sprawę, że faktycznie oczekuje się od niego odpowiedzi.
— Ekhm, cóż. — Wzrok mężczyzny zaczął błądzić w panice od jednej strony gabinetu do drugiej, jakby tymi ruchami starał się pobudzić trybiki w swojej głowie do działania. Najwidoczniej trudne pytania jednak stanowiły najlepszy sposób na wyrwanie jego umysłu z letargu. Kto by pomyślał.
Zatrzymał spojrzenie na biblioteczce, jak gdyby łudził się, że klucz do tej małej zagadki krył się w jednej z książek. Dla niepoznaki upił nieco herbaty, sądząc, że dzięki temu zyska parę dodatkowych sekund do namysłu. Zdecydowanie powinien przestać mielić językiem na prawo i lewo, a zamiast tego faktycznie czasami pomyśleć, co mówi. Zupełnie nie spodziewał się, że Elliott uczepi się tego jednego małego zdanka i pociągnie temat. I co miał teraz począć?
— Cóż, gdybym wyłożył od razu wszystkie karty na stół, straciłbym dosyć znaczącą przewagę, czyż nie? — wykrztusił w końcu, starając się odzyskać rezon. — Myślę, że aby odpowiedzieć na to pytanie szczerze, potrzebowałbym kilku dni urlopu, jachtu, dobrej pogody i jeszcze lepszej herbaty oraz towarzystwa. Parę dni na wodzie na pewno pomogłoby wskazać najbardziej trafną odpowiedź.
Zmełł w ustach przekleństwo. Nie miał przygotowanej riposty, więc musiał improwizować. A to z kolei ponownie dało mu wyraźnie do zrozumienia, że daleko mu jeszcze było do poziomu wysławiania się, którym mógłby pochwalić się Malfoy lub jego siostra bliźniaczka. Czy udało mu się w ogóle wybrnąć, zachowując przy tym nie tylko godność, ale minimum tajemniczości, który starał się podtrzymać swoimi słowami? Nie miał bladego pojęcia. Na szczęście chwilę później przeszli do tematu kontroli i dominacji, który nagle zaczął się zdawać o wiele ciekawszy.
— Tak. Na to wygląda. Oczywiście w takim układzie zadbałbym oto, aby cel końcowy pozostał ten sam od początku podróży, aż do jej końca. Nie ma nic gorszego niż dwie strony rwące się do steru, mając jednocześnie zupełnie odmienne priorytety i brak poszanowania dla zdania innych — Uśmiechnął się lekko, odrywając na moment wzrok od swojego rozmówcy. Wypowiadał się bez większego zawahania, a kolejne słowa gładko ześlizgiwały się z jego ust, jak gdyby starał się zrekompensować poprzednią wpadkę. — Potrafię docenić mnogość perspektyw. Być może dlatego tego rodzaju wymiana wydaje mi się bardziej... kusząca. Niesie ze sobą odrobinę niebezpieczeństwa, ale nie na tyle, by człowiek już na początku poczuł się zupełnie wykreślony z równania i zdany na łaskę drugiej osoby. Drobne zboczenie z kursu tu i ówdzie, czy wprowadzenie nowych zasad na określony czas, gdy druga osoba przejmuje kontrolę, to co innego. To okazja do zacieśnienia pewnych więzi, bezpiecznego zbadania granic. Koniec końców i tak dochodzi do osiągnięcia jako takiej równowagi.
Pozwolił, aby konkluzja monologu wybrzmiała w ciszy, która zapadła, gdy Erik upił łapczywie parę łyków herbaty, chcąc zwilżyć nieco gardło. Odstawił filiżankę na spodek, podnosząc wzrok na Elliotta, tylko po to, aby po chwili znowu go opuścić. Sądził, że dał ujście kłębiącym się w jego głowie myślom. Chociaż lubił mieć wszystko zaplanowane do przodu, tak iskry spontaniczności w pewnych sferach życia potrafiły zdziałać cuda. A co jak co, ale pozwolenie drugiej osobie się wykazać i wnieść do danego scenariusza zupełnie nowe niuanse, było nadzwyczaj nęcące.
— A ta odpowiedzialność potrafi odcisnąć na człowieku piętno. Paranoja, strach przed tym, że oddanie władzy będzie postrzegane jako słabość. Mało kto byłby gotów stanąć nawet tymczasowo na niższej pozycji przez brak wiary w to, że jedna strona będzie dbać o interesy drugiej, jak o swoje własne. — Przerwał nagle, zaciskając usta w wąską linię, jak gdyby w ten sposób powstrzymywał się przed słowotokiem mającym na celu powtórzenie jednej frazy na dziesięć różnych sposobów. Dopiero gdy zebrał myśli w logiczną całość, wypuścił powoli powietrze z płuc. — Przyznam, że trafiłeś w dziesiątkę. Bez zaufania trudno o korzystne funkcjonowanie takiego układu. Nikt nie powinien oddawać kontroli nad sobą w czyjeś ręce przez kaprys drugiej osoby, jeśli nie ma między nimi ani jednej nitki wzajemnego zrozumienia. Jednakże, kiedy więź istnieje, efekt mógłby być piorunujący.
Złożona mu oferta nieco go zaskoczyła, jednak w gruncie rzeczy wynikało to z tego, że i jego dręczyły podobne myśli. Nie chcąc jednak okazać ponadprzeciętnej ekscytacji czy zainteresowania wspólnym wypadem, pokiwał z początku jedynie głową, w trakcie, gdy trybiki jego umysłu formowały plan.
— Jeżeli nie podobają Ci się moje nieregularne, niezapowiedziane wizyty, to wystarczy powiedzieć. Zaboli, ale zrozumiem — powiedział po dłuższej chwili, siląc się na niemrawy ton głosu, z rozmysłem nie patrząc Elliottowi prosto w oczy, a zamiast tego wykazując zainteresowanie stojącym nieopodal meblem. Odliczył jakieś dziesięć sekund, aby upewnić się, że zasiał ziarno wątpliwości względem tego, czy mówi poważnie. — Oczywiście mógłbym zacząć oficjalnie rezerwować spotkania z Tobą codziennie wcześnie rano, abyśmy mogli wspólnie omawiać nowe wydanie Proroka Codziennego i sprawy naszego wspaniałego Ministerstwa Magii. Myślę, że byłoby to bardzo pouczające. Chociaż może zacząłbyś mnie mieć wtedy dosyć.
Przynajmniej nadrobilibyśmy stracony czas, skomentował bezgłośnie, jednak, zamiast kontynuować myśl, uśmiechnął się tylko pogodnie, jakby był niebywale dumny z tego, że udało mu się, chociaż minimalnie podpuścić mężczyznę. Pociągnął niewielki łyk herbaty i zamyślił się na chwilę, analizując pewną myśl.
— Chociaż muszę przyznać, że brakowałoby mi tych niespodziewanych spotkań w najmniej oczywistych okolicznościach. Za każdym razem, gdy zaczynamy wtedy rozmawiać, po kilku minutach lądujemy w epicentrum wielopoziomowej konwersacji. I to nie byle jakiej, bo zazwyczaj deklasują one w rankingu wszystkie inne, w jakich brałem udział w ciągu ostatnich tygodni — stwierdził, zerkając badawczo na drugiego rozmówcę. Nie bał się przyznać, że Elliott był jedną z bardziej fascynujących osób, które poznał w trakcie swojego życia. Nie wiedział, co sprawia, że toczą ze sobą dyskusje w taki, a nie inny sposób, jednak miał świadomość, że było to coś niepowtarzalnego. Niemożliwego do podrobienia. — Z Tobą nigdy nie jest nudno.
Pozwolił mężczyźnie zapoznać się z tekstem dokumentu. W gruncie rzeczy nie dopuszczał do siebie myśli, że żart, który krążył po biurach Brygady Uderzeniowej, mógł zostać przez kogokolwiek w formacji potraktowany na poważnie. Nikogo nie powinno więc dziwić, że gdy wyrecytowano mu treść wystosowanej do Departamentu Skarbu prośby, jego oczy urosły do rozmiarów dwóch złotych galeonów. Pogodny uśmiech, który dotychczas mu towarzyszył, momentalnie spłynął z jego twarzy, ustępując miejsca wstydowi.
— Cholerni idioci — wymamrotał, ukrywając twarz w dłoniach.
Nie potrafił się zmusić, aby spojrzeć Malfoyowi prosto w twarz i wytłumacz tę sytuację. To by było na tyle, jeśli chodziło o zachowanie pozorów stabilności i jako takiej równowagi psychicznej jego kolegów i koleżanek z pracy. Co za skończony imbecyl doszedł do wniosku, że to będzie dobry pomysł? Już się nie dziwił, że pomimo tego, że ledwo co minęła pełnia, postanowiono go tutaj posłać. Znając życie, gdyby nie pojawił się dzisiaj w pracy, to ta sprawa czekałaby na jego biurku do dnia powrotu.
— Dobrze, że chociaż o tym pamiętali — burknął z niezadowoleniem. — Swoją drogą doceniam, że moje życie, jak i wielu innych funkcjonariuszy jest „warte każdych pieniędzy”.
Jakby to było teraz najważniejsza sprawa, pomyślał. Pokręcił zażenowany głową. Dopiero po wzięciu kilku głębokich oddechów pozwolił sobie na zerknięcie kątem oka na Elliotta. Chciał się zorientować, w jakim stopniu podirytował go otrzymany tekst. Bo akurat tego, że wpłynął na niego pozytywnie, zbytnio się nie spodziewał. Zmartwiło go to, co zobaczył. Lekko uniesione brwi, nieco ściśnięta szczęka, jak gdyby powstrzymywał się przed ostrym komentarzem... Nawet nie wiedział, jak podejść do tej sprawy, aby nie oberwać rykoszetem, gdyby Malfoyowi skończyła się cierpliwość.
— Ekhm, przede wszystkim ciężko mi powiedzieć, o jakie konkretnie koguty im chodzi — zaczął rzeczowo, chociaż gdy tylko te słowa opuściły jego słowa, miał ochotę parsknąć żałosnym śmiechem. To brzmiało, jakby miał zamiar zrobić wykład z podziału rasowego ptaków grzebiących. — Może im chodzić o takie prawdziwe, to znaczy takie zwierzęta wiejskie albo... Albo... Takie urządzenia mugoli. Ich policja używa takich czerwono-niebieskich światełek, którym może towarzyszyć dźwięk. Taki sygnał alarmowy. Dzięki temu, kiedy służby gdzieś jadą, to ludzie wiedzą, że coś się stało. A osoby, do których jadą wiedzą, że specjaliści są już blisko. Więc zapewne chodzi o domontowanie czegoś takiego do miotły. Lub znalezienie kogoś, kto byłby w stanie odtworzyć podobny efekt przy użyciu magii.
Pomimo nieprzyjemnego uczucia w nodze, Erik podniósł się i zaczął krążyć po gabinecie, jakby chciał zebrać myśli. Co któryś krok krzywił się nieznacznie, jednak ignorował ewentualny ból. W tej chwili czuł się przede wszystkim skrępowany takim, a nie innym obrotem spraw. Koniec końców zatrzymał się przy biurku właściciela gabinetu.
— Nawet nie wiem, jak to skomentować. To trochę głupia prośba, jak by się tak nad tym zastanowić. Zwłaszcza jeśli chodziło im o prawdziwe kurczaki, bo w sumie ich gdakanie kur też mogłoby być sygnałem dźwiękowym — mruknął z niedowierzaniem, a jego wzrok padł na stojące na blacie oprawione zdjęcie. Erik zamrugał parę razy i przekrzywił lekko głowę w bok, bo miał wrażenie, że coś mu się przywidziało. — Wybacz, ale... Dlaczego masz zdjęcie kapibary bobra w garniturze na biurku?
Spojrzał na Elliota, jakby chciał spytać, czy ma mu coś do powiedzenia. Nagle zaczął się o niego poważnie martwić.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞