Stażystka, słysząc o gronostaju, spojrzała skonsternowana na swoją nauczycielkę. Gdyby to było zwierzę, zdecydowanie jej reakcja byłaby bardziej żywa, ale mniejsza, przejdźmy dalej.
— Waleriana, jagody z jemioły, krople Lete. Tak, pani Bulstrode, ktoś przygotował eliksir na zaniki pamięci i to niezłej jakości.
Potwierdziła przypuszczenia Florence, spoglądając na butelkę. Po co? To pytanie kołatało się po jej umyśle, ale nie była w stanie znaleźć dobrej odpowiedzi. Logiczne owszem, bo w końcu mikstura nie była iluzją, więc ktoś ze szpitalnej kadry uwarzył ów eliksir.
— Znaczy nie żeby eliksir ten był trudny do uwarzenia. — pośpieszyła z tłumaczeniem, bo odebrała ton Florence, jako niezadowolenie z tego, że docenia pozostawienie takiego bałaganu. — Jeżeli mnie pamięć nie myli, to na drugim lub trzecim roku uczyłam się, jak go przygotowywać. Bardziej nie rozumiem kto i po co miałby przygotowywać eliksir akurat tutaj lub go ukrywać? Również składniki nie są jakoś trudno dostępne, może poza wodą z rzeki Lete.
Wypowiadając na głos swoje myśli, sięgnęła ku butelce, ale w ostatniej chwili się zatrzymała. Dłoń zawisła w odstępie kilkunastu centymetrów od naczynia, a Fernah podzieliła się najświeższą myślą, która sprawiła, że zrobiło jej się niedobrze.
— Chyba że nikt go tutaj nie zrobił i mamy do czynienia z przedmiotem obłożonym klątwą.