22.01.2024, 22:41 ✶
– Co…? – zdumiał się szczerze Alistair, a jego uśmiech, jeszcze chwilę tak radosny, gdy przekazywał Morpheusowi notatki i czekał na jego „werdykt”, czy przepowiednia faktycznie jest prawdziwą przepowiednią, i czy ma jakieś znaczenie, zbladł nieco. Chociaż mężczyzna zdawał się raczej zaskoczony samą sugestią wyprowadzki i napaści śmierciożerców niż przerażony. – Nie mogę zostawić latarni! – zapewnił, i teraz w jego głosie może zabrzmiał ton przestrachu: ale był chyba przestraszony raczej wizją zostawienia tejże latarni niż wizyty śmierciożerców. – Dlaczego mieliby się mną interesować? Nie pochodzę ze znanego rodu czystej krwi czy nawet półkrwi, ale moi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie byli czarodziejami. Poza tym… Latarnia się nie otworzy. To znaczy… tu nikt nie wejdzie. Jeśli go nie wpuszczę, widzi pan. Chociaż do tej pory wpuszczałem wszystkich.
Prawdopodobnie Alistair czytywał niekiedy prasę. Niekoniecznie jednak regularnie – Morpheus mógł pośród wywalonych papierów dostrzec numer Proroka Codziennego sprzed dwóch tygodni. Żył z dala od Londynu, być może teleportując się tam czasem po sprawunki. Jego życie upływało w spokoju w Latarni, a wioska w pobliżu zamieszkana była przez mugoli, żadnych czarodziejów. Nie dostrzegał w Voldemorcie prawdziwego zagrożenia.
Zawahał się na moment, kiedy Longbottom zapytał, czy podzieli się wspomnieniem. Był wyraźnie chętny do opowiadania o przepowiedni, ale jednocześnie chyba dotarło do niego wreszcie, że to, że on podzieli się wiedzą, niekoniecznie oznacza jakąkolwiek wzajemność. Morpheus w końcu nie mówił o Charonie i o wróżbie: mówił wyłącznie o tym, że Alistair powinien się stąd wynieść.
– Jeśli powie mi pan, czy pańskim zdaniem to prawdziwa przepowiednia – stwierdził w końcu. – I jeżeli to ma sprowadzić zagrożenie na Charona… To nie będę o tym więcej opowiadać ludziom – dodał jeszcze, a w jego głosie pobrzmiewało coś na kształt rozczarowania.
Być może wierzył, że przepowiednia była przeznaczona specjalnie dla niego. Porzucenie tej myśli wcale nie było łatwe.
Prawdopodobnie Alistair czytywał niekiedy prasę. Niekoniecznie jednak regularnie – Morpheus mógł pośród wywalonych papierów dostrzec numer Proroka Codziennego sprzed dwóch tygodni. Żył z dala od Londynu, być może teleportując się tam czasem po sprawunki. Jego życie upływało w spokoju w Latarni, a wioska w pobliżu zamieszkana była przez mugoli, żadnych czarodziejów. Nie dostrzegał w Voldemorcie prawdziwego zagrożenia.
Zawahał się na moment, kiedy Longbottom zapytał, czy podzieli się wspomnieniem. Był wyraźnie chętny do opowiadania o przepowiedni, ale jednocześnie chyba dotarło do niego wreszcie, że to, że on podzieli się wiedzą, niekoniecznie oznacza jakąkolwiek wzajemność. Morpheus w końcu nie mówił o Charonie i o wróżbie: mówił wyłącznie o tym, że Alistair powinien się stąd wynieść.
– Jeśli powie mi pan, czy pańskim zdaniem to prawdziwa przepowiednia – stwierdził w końcu. – I jeżeli to ma sprowadzić zagrożenie na Charona… To nie będę o tym więcej opowiadać ludziom – dodał jeszcze, a w jego głosie pobrzmiewało coś na kształt rozczarowania.
Być może wierzył, że przepowiednia była przeznaczona specjalnie dla niego. Porzucenie tej myśli wcale nie było łatwe.