22.01.2024, 23:07 ✶
Brenna nie była aż takim ignorantem, gdy szło o zioła i eliksiry, jak Stanley, bo jakoś egzaminy zdawała sama, a co nieco dowiedziała się, pomagając Dorze przy jej grządkach… niestety jej wiedza zdecydowanie nie była w tym zakresie wystarczająca, aby mogła z czystym sumieniem powiedzieć „tak, tak, pij”.
To znaczy komukolwiek poza Stanleyem Borginem, ale tutaj też nie była pewna jednej rzeczy, mianowicie czy bardziej chce, żeby nie wypił i ręka mu uschła, czy żeby wypił i poszedł wymiotować pod krzakiem.
Sprout spłoszył się nieco, kiedy nagle spoczęły na nim natarczywe spojrzenia i Stanleya, i Brenny. Aż cofnął się o krok. Ostatecznie przecież nawet jeśli znał się trochę na ziołach i OWUTem zaliczył na W, to nie był uzdrowicielem ani mistrzem eliksirów. Pracowałby wtedy w Mungu, nie Brygadzie. Spocił się nieco, świadom tego, jak duża odpowiedzialność na nim spoczywa, ale przecież nie miał na kogo jej zrzucić…
– Eeee… jak użarła moją ciotkę, to przyjęła dwie łyżeczki czegoś podobnego – powiedział w końcu z wahaniem. – Możesz na wszelki wypadek wziąć trzy, bo jesteś większy, ale nie piłbym więcej, tylko poobserwował, czy z ręką wszystko w porządku.
– To może niech Stanley weźmie te trzy łyżeczki, ty poobserwuj mu rękę i potem, jak już upewnicie się, że nie odpada, pan Borgin wróci do domu z racji na obrażenia doznane w czasie służby, a ja i Apollo… obejrzymy szpadel ogrodowy – zaproponowała Brenna z kamiennym wyrazem twarzy, chociaż w duchy wzdychała z rozczarowania. Nie będzie uschniętej dłoni! Jaka szkoda, pasowałaby do tych słynnych główek Borginów. Nie będzie wymiotowania w krzaczkach – a Sprout był tutaj z aparatem, na wyciągnięcie ręki… Ale przynajmniej ta rana na ręku wyglądała tak, jakby bolała jak jasny szlag, więc nie dało się tego dnia zupełnie spisać na straty.
Może powinna postawić sobie taką jadowitą tentakulę na biurku.
– Jakieś inne pomysły? – spytała, wodząc spojrzeniem pomiędzy mężczyznami. Bo może Stanley koniecznie będzie chciał sam obejrzeć ten szpadel, ani myślała protestować, istniała szansa, że przez przypadek wejdzie w zagon z chińską, kąsającą kapustą, Brenna bardzo, bardzo chętnie by to zobaczyła!
@Stanley Andrew Borgin
To znaczy komukolwiek poza Stanleyem Borginem, ale tutaj też nie była pewna jednej rzeczy, mianowicie czy bardziej chce, żeby nie wypił i ręka mu uschła, czy żeby wypił i poszedł wymiotować pod krzakiem.
Sprout spłoszył się nieco, kiedy nagle spoczęły na nim natarczywe spojrzenia i Stanleya, i Brenny. Aż cofnął się o krok. Ostatecznie przecież nawet jeśli znał się trochę na ziołach i OWUTem zaliczył na W, to nie był uzdrowicielem ani mistrzem eliksirów. Pracowałby wtedy w Mungu, nie Brygadzie. Spocił się nieco, świadom tego, jak duża odpowiedzialność na nim spoczywa, ale przecież nie miał na kogo jej zrzucić…
– Eeee… jak użarła moją ciotkę, to przyjęła dwie łyżeczki czegoś podobnego – powiedział w końcu z wahaniem. – Możesz na wszelki wypadek wziąć trzy, bo jesteś większy, ale nie piłbym więcej, tylko poobserwował, czy z ręką wszystko w porządku.
– To może niech Stanley weźmie te trzy łyżeczki, ty poobserwuj mu rękę i potem, jak już upewnicie się, że nie odpada, pan Borgin wróci do domu z racji na obrażenia doznane w czasie służby, a ja i Apollo… obejrzymy szpadel ogrodowy – zaproponowała Brenna z kamiennym wyrazem twarzy, chociaż w duchy wzdychała z rozczarowania. Nie będzie uschniętej dłoni! Jaka szkoda, pasowałaby do tych słynnych główek Borginów. Nie będzie wymiotowania w krzaczkach – a Sprout był tutaj z aparatem, na wyciągnięcie ręki… Ale przynajmniej ta rana na ręku wyglądała tak, jakby bolała jak jasny szlag, więc nie dało się tego dnia zupełnie spisać na straty.
Może powinna postawić sobie taką jadowitą tentakulę na biurku.
– Jakieś inne pomysły? – spytała, wodząc spojrzeniem pomiędzy mężczyznami. Bo może Stanley koniecznie będzie chciał sam obejrzeć ten szpadel, ani myślała protestować, istniała szansa, że przez przypadek wejdzie w zagon z chińską, kąsającą kapustą, Brenna bardzo, bardzo chętnie by to zobaczyła!
@Stanley Andrew Borgin
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.