22.01.2024, 23:18 ✶
– Rozumiem – mruknęła tylko Brenna, kiwając lekko głową. Zdawało się jej, że Pandora miała bardzo wiele swobody jak na dziedziczę czystokrwistego rodu, ale mogło to być złudzenie zaledwie. Ostatecznie sama Brenna, mimo tego, że zasadniczo nikt nie próbował jej kontrolować, a ojciec – ku westchnieniom matki, ale za jej cichym przyzwoleniem – wychowywał ją na glinę czy żołnierza nawet, też z pewnymi rzeczami… dostosowywała się. Bez przykrości, bo w pewnym momencie stało się to dla niej naturalne, jak oddychanie: spotkania w interesach, sukienka zamiast spodni, rozpisywany w zeszycie budżet przyjęcia i listy wymieniane w sprawie charytatywnych inicjatyw.
Dla niej jednak ojciec nigdy nie zatrudniłby ochroniarza. Raczej posłałby ją, żeby ochraniała kogoś innego.
– Handżar. Wywodzi się z Persji i ma zakrzywioną, obosieczną głownię. Ale na początek wybrałam coś standardowego – przytaknęła Brenna.
Uśmiechnęła się lekko na pytanie Pandory, chociaż przywoływało raczej niezbyt miłe wspomnienie. Zęby wbite w jej przedramię, ostrze wbijane drugą ręką w bok. Kiedy nie masz wyboru okazuje się, że pewne odruchy stawały się jednak nienaturalne. Także te, o których normalnie ciężko było nawet myśleć.
– Nikogo w ten sposób nie zabiłam, jeżeli o to pytasz – powiedziała, zgodnie z prawdą, ale trochę wymijająco. Brenna może nie była mistrzynią kłamstwa, ale już unikania tematów i półprawd… tu mogłaby w zwadach stawać. – Nie powiedziałabym, że jestem specjalnie zdolna. Po prostu mój ojciec bardzo lubi broń białą. Rodzinna tradycja – stwierdziła. To było trochę jak Prewettowie i ich abraksany: dzieci po prostu uczono jazdy na nich i podstawowej wiedzy, a sama Brenna o tych zwierzętach wiedziała tylko tyle, że są zaskakująco wręcz mądre.
– Teoretycznie masz rację, w praktyce przy takim ostrzu trzeba odpowiedniej techniki, by w ogóle je wbić. Na razie dlatego poćwiczymy proste ruchy na tym.
Brenna wydobyła z kieszeni różdżkę i machnęła nią, wyczarowując manekin. Nie był może idealnym odwzorowaniem człowieka – głównie dlatego, że Brenna nie była przecież specjalistką od ludzkiej anatomii – ale nadawał się do ćwiczeń. Zwłaszcza, że akurat kształtowanie było tą dziedziną magii, z którą naprawdę dobrze sobie radziła: tu pewnie dało się powiedzieć, że jest całkiem zdolna.
– Obawiam się, że nie znam takiej magicznej sztuczki. Czasem nawet wyszkolenie nie wystarczy. W każdym razie, ujmij go o, w ten sposób… – poinstruowała ją, pokazując prawidłowe ułożenie palców, a potem przekazując Pandorze sztylet i w razie potrzeby poprawiając chwyt. – I teraz wbij go o, tutaj, trochę pod kątem, od dołu, tak jak pokazywałam wcześniej – zarządziła, wskazując miejsce, w którym znajdowało się „serce”. – Dlaczego nie byłby zachwycony, że to ty go zamówiłaś? Skoro chcesz uczyć się głównie po to, aby zwiększyć bezpieczeństwo, chyba powinien być zadowolony, że gdybyś straciła różdżkę, wciąż możesz się bronić.
Dla niej jednak ojciec nigdy nie zatrudniłby ochroniarza. Raczej posłałby ją, żeby ochraniała kogoś innego.
– Handżar. Wywodzi się z Persji i ma zakrzywioną, obosieczną głownię. Ale na początek wybrałam coś standardowego – przytaknęła Brenna.
Uśmiechnęła się lekko na pytanie Pandory, chociaż przywoływało raczej niezbyt miłe wspomnienie. Zęby wbite w jej przedramię, ostrze wbijane drugą ręką w bok. Kiedy nie masz wyboru okazuje się, że pewne odruchy stawały się jednak nienaturalne. Także te, o których normalnie ciężko było nawet myśleć.
– Nikogo w ten sposób nie zabiłam, jeżeli o to pytasz – powiedziała, zgodnie z prawdą, ale trochę wymijająco. Brenna może nie była mistrzynią kłamstwa, ale już unikania tematów i półprawd… tu mogłaby w zwadach stawać. – Nie powiedziałabym, że jestem specjalnie zdolna. Po prostu mój ojciec bardzo lubi broń białą. Rodzinna tradycja – stwierdziła. To było trochę jak Prewettowie i ich abraksany: dzieci po prostu uczono jazdy na nich i podstawowej wiedzy, a sama Brenna o tych zwierzętach wiedziała tylko tyle, że są zaskakująco wręcz mądre.
– Teoretycznie masz rację, w praktyce przy takim ostrzu trzeba odpowiedniej techniki, by w ogóle je wbić. Na razie dlatego poćwiczymy proste ruchy na tym.
Brenna wydobyła z kieszeni różdżkę i machnęła nią, wyczarowując manekin. Nie był może idealnym odwzorowaniem człowieka – głównie dlatego, że Brenna nie była przecież specjalistką od ludzkiej anatomii – ale nadawał się do ćwiczeń. Zwłaszcza, że akurat kształtowanie było tą dziedziną magii, z którą naprawdę dobrze sobie radziła: tu pewnie dało się powiedzieć, że jest całkiem zdolna.
– Obawiam się, że nie znam takiej magicznej sztuczki. Czasem nawet wyszkolenie nie wystarczy. W każdym razie, ujmij go o, w ten sposób… – poinstruowała ją, pokazując prawidłowe ułożenie palców, a potem przekazując Pandorze sztylet i w razie potrzeby poprawiając chwyt. – I teraz wbij go o, tutaj, trochę pod kątem, od dołu, tak jak pokazywałam wcześniej – zarządziła, wskazując miejsce, w którym znajdowało się „serce”. – Dlaczego nie byłby zachwycony, że to ty go zamówiłaś? Skoro chcesz uczyć się głównie po to, aby zwiększyć bezpieczeństwo, chyba powinien być zadowolony, że gdybyś straciła różdżkę, wciąż możesz się bronić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.