23.01.2024, 00:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2024, 01:39 przez Lorraine Malfoy.)
Niektórzy ludzie zawsze muszą być w centrum uwagi, skonstatowała Lorraine, kiedy zdała sobie sprawę z całej podniosłości jakże nieoczekiwanej zamiany w obsadzie roli ofiary na całą resztę rytualnego przedstawienia, dziwne, że jej świętojebliwość Isobell tego nie dostrzega, a tak zajadle mrużyła oczy, kiedy ślizgała się wzrokiem po ciele Maeve... Malfoy chłodno odnotowała w myślach, że Agatha, mimo tak młodego wieku, ma zaczątki szpetnego celulitu(!!!), a cycki kapłanki wydały się jej już wręcz komicznie obwisłe (gdyby znała żywoty świętych, powiedziałaby, że ktoś je chyba obcęgami próbował wyrywać, jak świętej Agacie thx Rose moja Muzo), kiedy ta pochyliła się, zdejmując szatę liturgiczną - gdzie tam jej do słodkiego jagniątka z takimi wymionami! - akolitka rozłożyła się na ołtarzu niczym kotlet barani rzucony na ruszt.
Zaraz jeszcze pewnie zacznie beczeć tym swoim paskudnym, zafałszowanym altem pieśń pochwalną dla Matki, jakby była jakąś średniowieczną męczennicą, oddającą życie w imię wiary, a mamy przecież dwudziesty wiek, Agatho, miała ochotę przewrócić oczami Lorraine, święcie przekonana, że kara śmierci już dawno powinna zawisnąć nad głową kobiety, po tym, jak ta haniebnie pokalała partię drugiego głosu pieśni granej przez Lorraine podczas zeszłego Yule... Jak to się mówi: nadgorliwość gorsza od faszyzmu supremacji czystej krwi?
Widok brzydkich nagich kobiet był dla wrażliwej na piękno Lorraine POTWORNIE, TRAUMATYCZNIE WRĘCZ trudny do przeżycia, po tym jak dorastała w jebanym kulcie idealnych blondynek obdarzonego (akurat w tym aspekcie) wyjątkowym wyczuciem smaku i stylu Otta - sama zresztą, przez swoje perfekcjonistyczne ciągoty, miała bardzo wysokie wymagania wobec standardów kobiecej urody - w tej sytuacji nie pomagało też na pewno, że na co dzień sypiała z taką pięknością jak Maeve...
Kiedy zbuntowana Azjatka musnęła czule jej ramiona, i odwróciła się w stronę płaczącej Sary, Lorraine oczywiście podążyła za nią, odrywając wzrok od rozłożonej na ołtarzu Agathy, tylko po to, by poczuć, jak jej serce staje się wolne od tego ogromnego ciężaru, jakim były łzy Macmillanówny.
Kiedy młoda spirytystka zaczęła łkać, Lorraine nie do końca wiedziała bowiem jak zareagować - posiadała wystarczający zasób inteligencji emocjonalnej, by wiedzieć, że Sarah bardzo potrzebuje teraz pocieszenia, ale te potrafiła zapewnić bliskim tylko dwoma sposobami: albo legilimencją, albo czułym dotykiem połączonym że słodko-miałkimi słówkami, a więc aktami natury bardziej cielesnej aniżeli duchowej, a to nie był przecież rytuał tego rodzaju!!! - Malfoy czuła się jednak bezradna wobec łez, których nie mogła osuszyć pocałunkami...
Była więc niesłychanie wdzięczna, że to Maeve przejęła na siebie zadanie pocieszenia jej przyjaciółki, a sama Lorrains mogła przyklęknąć obok, robiąc za milczące - acz nie mniej poważne - duchowe wsparcie.
Gdyby to nie była Sarah, tylko jakaś inna dziewczyna, może mogłaby rzucić jakimś porozumiewawczym spojrzeniem, które zdradziłoby, że pod tą beznamiętną maską obojętności - która zastygła dumnie na twarzy Lorraine w tej chwili, gdy Agatha zgłosiła się jakże ofiarnie na ochotniczkę - skrywa się obrzydzenie przemieszane że ździebko perwersyjną ekscytacją z właśnie takiego, a nie innego obrotu spraw. Może ten wianek, który miał zapewniać trzeźwość umysłu tak szalenie wyostrzał jej instynkty legilimenty, że niesłychanym podnieceniem zaczęła ją napawać myśl o mirażach wspomnień, które musiały teraz obijać o wnętrze głowy ofiary, myśl o silnych emocjach odczuwanych równie mocno przez innych uczestników rytuału... Przecież nigdy nie lubiłaś Agathy, mogła przypomnieć Sarze, ale powstrzymała się, bo znając wrażliwość Macmillanówny, tylko pogorszyłaby jej histerię.
Równie niefortunnym wydało się teraz wspominać, że osobiście, Lorraine nigdy nie położyła by się na ołtarzu dla bogini nieogolona i niewypachniona najprzedniejszymi olejkami i perfumami, bo zwyczajnie bałaby się, że piorun w nią strzeli za taką potwarz wobec Najwyższej!
Malfoy wyciągneła w stronę Sary rękę z czystą koronkową chusteczką, którą trzymała ładnie zwiniętą w ukrytej kieszonce letniej sukienki, jej oblicze już o wiele łagodniejsze niż przedtem - bo nie miała przed oczami wykrzywionej ekstazą mordy Agatki, a kochaną, choć czerwoną od płaczu buziuchnę Sary - i uśmiechnęła się delikatnie, starając się emanować tym kojącym, bardzo pościelowym rodzajem wilowego czaru.
Zaraz jeszcze pewnie zacznie beczeć tym swoim paskudnym, zafałszowanym altem pieśń pochwalną dla Matki, jakby była jakąś średniowieczną męczennicą, oddającą życie w imię wiary, a mamy przecież dwudziesty wiek, Agatho, miała ochotę przewrócić oczami Lorraine, święcie przekonana, że kara śmierci już dawno powinna zawisnąć nad głową kobiety, po tym, jak ta haniebnie pokalała partię drugiego głosu pieśni granej przez Lorraine podczas zeszłego Yule... Jak to się mówi: nadgorliwość gorsza od faszyzmu supremacji czystej krwi?
Widok brzydkich nagich kobiet był dla wrażliwej na piękno Lorraine POTWORNIE, TRAUMATYCZNIE WRĘCZ trudny do przeżycia, po tym jak dorastała w jebanym kulcie idealnych blondynek obdarzonego (akurat w tym aspekcie) wyjątkowym wyczuciem smaku i stylu Otta - sama zresztą, przez swoje perfekcjonistyczne ciągoty, miała bardzo wysokie wymagania wobec standardów kobiecej urody - w tej sytuacji nie pomagało też na pewno, że na co dzień sypiała z taką pięknością jak Maeve...
Kiedy zbuntowana Azjatka musnęła czule jej ramiona, i odwróciła się w stronę płaczącej Sary, Lorraine oczywiście podążyła za nią, odrywając wzrok od rozłożonej na ołtarzu Agathy, tylko po to, by poczuć, jak jej serce staje się wolne od tego ogromnego ciężaru, jakim były łzy Macmillanówny.
Kiedy młoda spirytystka zaczęła łkać, Lorraine nie do końca wiedziała bowiem jak zareagować - posiadała wystarczający zasób inteligencji emocjonalnej, by wiedzieć, że Sarah bardzo potrzebuje teraz pocieszenia, ale te potrafiła zapewnić bliskim tylko dwoma sposobami: albo legilimencją, albo czułym dotykiem połączonym że słodko-miałkimi słówkami, a więc aktami natury bardziej cielesnej aniżeli duchowej, a to nie był przecież rytuał tego rodzaju!!! - Malfoy czuła się jednak bezradna wobec łez, których nie mogła osuszyć pocałunkami...
Była więc niesłychanie wdzięczna, że to Maeve przejęła na siebie zadanie pocieszenia jej przyjaciółki, a sama Lorrains mogła przyklęknąć obok, robiąc za milczące - acz nie mniej poważne - duchowe wsparcie.
Gdyby to nie była Sarah, tylko jakaś inna dziewczyna, może mogłaby rzucić jakimś porozumiewawczym spojrzeniem, które zdradziłoby, że pod tą beznamiętną maską obojętności - która zastygła dumnie na twarzy Lorraine w tej chwili, gdy Agatha zgłosiła się jakże ofiarnie na ochotniczkę - skrywa się obrzydzenie przemieszane że ździebko perwersyjną ekscytacją z właśnie takiego, a nie innego obrotu spraw. Może ten wianek, który miał zapewniać trzeźwość umysłu tak szalenie wyostrzał jej instynkty legilimenty, że niesłychanym podnieceniem zaczęła ją napawać myśl o mirażach wspomnień, które musiały teraz obijać o wnętrze głowy ofiary, myśl o silnych emocjach odczuwanych równie mocno przez innych uczestników rytuału... Przecież nigdy nie lubiłaś Agathy, mogła przypomnieć Sarze, ale powstrzymała się, bo znając wrażliwość Macmillanówny, tylko pogorszyłaby jej histerię.
Równie niefortunnym wydało się teraz wspominać, że osobiście, Lorraine nigdy nie położyła by się na ołtarzu dla bogini nieogolona i niewypachniona najprzedniejszymi olejkami i perfumami, bo zwyczajnie bałaby się, że piorun w nią strzeli za taką potwarz wobec Najwyższej!
Malfoy wyciągneła w stronę Sary rękę z czystą koronkową chusteczką, którą trzymała ładnie zwiniętą w ukrytej kieszonce letniej sukienki, jej oblicze już o wiele łagodniejsze niż przedtem - bo nie miała przed oczami wykrzywionej ekstazą mordy Agatki, a kochaną, choć czerwoną od płaczu buziuchnę Sary - i uśmiechnęła się delikatnie, starając się emanować tym kojącym, bardzo pościelowym rodzajem wilowego czaru.