Chwyciła wyciągniętą do niej dłoń i z pomocą Roberta wstała. Nie, żeby to jakoś ułatwiało całą sytuację, bo zamiast szukania różdżki nieznajomego czarodzieja, wolała zając się szukaniem swojej młodszej siostry.
— Chyba jest cała. — odpowiedziała, podając mu jego własność. — Tak, tak, nic mi nie jest. Raz jeszcze pana przepraszam, ale przechodziłam z siostrą. Może pan ją widział? Jasne włosy, pół głowy niższa ode mnie? Nie? Na pewno?
W oczach Ferny zabłysły ogniki nadziei. Obolałą dłoń objęła drugą i delikatnie rozmasowała miejsce, które zostało podeptane. Na szczęście nie miała jej połamanej, przynajmniej jedna dobra rzecz w całej tej kabale.
— Zniknęła mi dosłownie przed chwilą. — dodała, rozglądając się za Rose. — Naprawdę muszę ją znaleźć!
O dziwo dookoła nich zrobiło się nieco luźniej, jakby główna fala popłynęła dalej lub też po kilku popchnięciach ludzie zdecydowali się nie wchodzić w drogę Robertowi. To czy to, efekt był ten sam - nie pchano się na nich.
Dźwięki rzucanych zaklęć, przekleństwa i krzyki również się oddaliły. Fernah mogła to brać za dobrą monetę, ale nadal nigdzie nie widziała siostry, co coraz bardziej ją przerażało. Pewnie dlatego nie rozpoznała Mulcibera ze swojego rodzinnego domu, sprzed paru ładnych lat.