23.01.2024, 19:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2024, 19:15 przez Brenna Longbottom.)
- Zaklęcie na buty, kameleon na głowę i w ogóle... dałoby radę, ale trochę głupio pracować w BUM i włamywać się tak do cudzego domu tylko dla własnej ciekawości - stwierdziła Brenna, sądząc jednak po wahaniu w jej głosie... chyba zaczęła to rozważać. Cóż, Brenna robiła wiele rzeczy wyłącznie z ciekawości. Chociaż do tych nielegalnych od paru lat jednak zwykle miała lepszy powód niż "bo tam mi się podoba".
"Zwykle" nie oznaczało jednak "zawsze".
Ten pomysł ją kusił, ale odrzuciła go ostatecznie z żalem. Miała teraz trochę za dużo na głowie, żeby pozwalać sobie na takie wybryki, choć jeszcze pięć czy sześć lat temu prawdopodobnie nikt nie musiałby jej długo namawiać. Ba, to ona mogłaby namówić kogoś innego... Czy to była dorosłość? Odpowiedzialność?
- Hm... mugole zwykle ich nie widzą, a może nie kręci się przy kwaterach mieszkalnych? Więc kto wie? Rozejrzyjmy się i przekonamy - oświadczyła radośnie, przystając na wewnętrznym dziedzińcu, by przyjrzeć się murom od wewnętrznej strony oraz słynnej Białej Wieży, centralnemu budynkowi Tower. - Mówiąc szczerze, nie mam pojęcia. Hogwart ma lochy, a powstał tysiąc lat temu, prawda? I to jako szkoła, a wcześniej był zamkiem Hogwarta...
Wiedza historyczna Brenny miała całe mnóstwo braków. Kobieta uwielbiała historie słynnych czarodziejów - po części dlatego, że lubiła opowieści, po części przez widmowidzenie, trochę przez talię czekoladowych żab - a jednocześnie wszystkie lekcje o wojnach goblinów przespała, nie miała bladego pojęcia o historii sztuki i na pewno nie byłaby w stanie powiedzieć, kto wynalazł pierwszy, samomieszający się kociołek.
- Kto wie? Może na kruki rzucono potężne ochronne zaklęcie, które przeminie, kiedy one odlecą? - stwierdziła, ale kąciki ust drgały jej w sposób sugerujący, że sama też nie wierzy w prawdziwość legendy. - Anne Boleyn. Druga z sześciu żon... hm, który to był Henryk... chyba VIII? Lepiej zapamiętałam jego żony niż jego. Stracono ją za cudzołóstwo, czary i tak dalej. Podobno miała sześć palców i to jedna z oznak tego, że była czarownicą, ale mam wrażenie, że dopisano ten fragment później, bo gdzie król poślubiłby wtedy kobietę o sześciu palcach i to jeszcze wbrew sprzeciwom całego świata? - powiedziała, unosząc własną dłoń, normalną, z pięcioma palcami, a będącą bez wątpienia dłonią wiedźmy. Podejrzewała, że ręce Anny były równie zwykłe jak jej własne, za to naprawdę intrygowało ją, czy ta była zwykłą dziewczyną, której zamarzył się tron, czy może jednak przypadkiem faktycznie czarownicą i zginęła, bo pośród tylu mugoli nie mogła nosić przy sobie różdżki... – Tak naprawdę wątpię, żeby była wiedźmą, to raczej był pretekst, żeby się jej pozbyć, ale byłoby ciekawie spotkać ducha królowej, prawda? Kazał ją ściąć. Mąż, znaczy się. Na pewno trzymano ją tutaj, chociaż nie mam pojęcia, czy tu zginęła. Notabene potem kazał ściąć też swoją czwartą… a nie, zaraz. Piątą żonę. Mam nadzieję, że on nie jest duchem. Gdyby był tu duchem, byłoby mi bardzo przykro, że stoi przed nami, a ja nie mogę dać mu w nos.
Roześmiała się, kiedy doszło do drobnego "wypadku", a Olivia zaproponowała przywiązanie. Sięgnęła i schwyciła ją za rękaw.
– Obawiam się, że gdybyśmy szły tu związane liną, trochę za bardzo zwracałybyśmy na siebie uwagę. Czy to te słynne, magiczne kruki, gwarantujące bezpieczeństwo Anglii, czy jakieś zwykłe, przypadkowe kruki, które przypadkiem się nawinęły…?
"Zwykle" nie oznaczało jednak "zawsze".
Ten pomysł ją kusił, ale odrzuciła go ostatecznie z żalem. Miała teraz trochę za dużo na głowie, żeby pozwalać sobie na takie wybryki, choć jeszcze pięć czy sześć lat temu prawdopodobnie nikt nie musiałby jej długo namawiać. Ba, to ona mogłaby namówić kogoś innego... Czy to była dorosłość? Odpowiedzialność?
- Hm... mugole zwykle ich nie widzą, a może nie kręci się przy kwaterach mieszkalnych? Więc kto wie? Rozejrzyjmy się i przekonamy - oświadczyła radośnie, przystając na wewnętrznym dziedzińcu, by przyjrzeć się murom od wewnętrznej strony oraz słynnej Białej Wieży, centralnemu budynkowi Tower. - Mówiąc szczerze, nie mam pojęcia. Hogwart ma lochy, a powstał tysiąc lat temu, prawda? I to jako szkoła, a wcześniej był zamkiem Hogwarta...
Wiedza historyczna Brenny miała całe mnóstwo braków. Kobieta uwielbiała historie słynnych czarodziejów - po części dlatego, że lubiła opowieści, po części przez widmowidzenie, trochę przez talię czekoladowych żab - a jednocześnie wszystkie lekcje o wojnach goblinów przespała, nie miała bladego pojęcia o historii sztuki i na pewno nie byłaby w stanie powiedzieć, kto wynalazł pierwszy, samomieszający się kociołek.
- Kto wie? Może na kruki rzucono potężne ochronne zaklęcie, które przeminie, kiedy one odlecą? - stwierdziła, ale kąciki ust drgały jej w sposób sugerujący, że sama też nie wierzy w prawdziwość legendy. - Anne Boleyn. Druga z sześciu żon... hm, który to był Henryk... chyba VIII? Lepiej zapamiętałam jego żony niż jego. Stracono ją za cudzołóstwo, czary i tak dalej. Podobno miała sześć palców i to jedna z oznak tego, że była czarownicą, ale mam wrażenie, że dopisano ten fragment później, bo gdzie król poślubiłby wtedy kobietę o sześciu palcach i to jeszcze wbrew sprzeciwom całego świata? - powiedziała, unosząc własną dłoń, normalną, z pięcioma palcami, a będącą bez wątpienia dłonią wiedźmy. Podejrzewała, że ręce Anny były równie zwykłe jak jej własne, za to naprawdę intrygowało ją, czy ta była zwykłą dziewczyną, której zamarzył się tron, czy może jednak przypadkiem faktycznie czarownicą i zginęła, bo pośród tylu mugoli nie mogła nosić przy sobie różdżki... – Tak naprawdę wątpię, żeby była wiedźmą, to raczej był pretekst, żeby się jej pozbyć, ale byłoby ciekawie spotkać ducha królowej, prawda? Kazał ją ściąć. Mąż, znaczy się. Na pewno trzymano ją tutaj, chociaż nie mam pojęcia, czy tu zginęła. Notabene potem kazał ściąć też swoją czwartą… a nie, zaraz. Piątą żonę. Mam nadzieję, że on nie jest duchem. Gdyby był tu duchem, byłoby mi bardzo przykro, że stoi przed nami, a ja nie mogę dać mu w nos.
Roześmiała się, kiedy doszło do drobnego "wypadku", a Olivia zaproponowała przywiązanie. Sięgnęła i schwyciła ją za rękaw.
– Obawiam się, że gdybyśmy szły tu związane liną, trochę za bardzo zwracałybyśmy na siebie uwagę. Czy to te słynne, magiczne kruki, gwarantujące bezpieczeństwo Anglii, czy jakieś zwykłe, przypadkowe kruki, które przypadkiem się nawinęły…?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.