23.01.2024, 19:36 ✶
Raczej dla nikogo nie okaże się to niespodzianką, że Lief również nie miał przyjemności ze spotkaniem kogokolwiek zaklętego w kamień. Było to doprawdy osobliwe, ale równie intrygujące i ciekawe. Mógł się tak wpatrywać w ten okaz bardzo długo. Niemniej jednak nie uszło jego uwadze to, że mieli jednak do czynienia z człowiekiem, który mógłby potrzebować ich pomocy.
– Bardzo mądre powiedzenie, kradnę – powiedział, nie spuszczając jednak oczu z rzeźby. Coś mu w niej przeszkadzało. Początkowo tego nie wyczuł albo najzwyczajniej ignorował to uczucie. Było to niczym delikatny dreszczyk, coś podobnego do wrażenia, kiedy czujemy, jakbyśmy byli obserwowani. Teraz co prawda obserwowany nie był, chyba że przez jakieś dzikie zwierzęta. Uczucie to świadczyło jednak o jakimś czyhającym zagrożeniu. Z której jednak strony miałoby ono nadejść? Rozejrzał się dookoła, jednak ponownie utkwił spojrzenie w rzeźbie.
Ciężko było być klątwołamaczem. Była to wyjątkowo trudna profesja i dość niebezpieczna, gdyż wiązała się z ryzykiem uszczerbku na zdrowiu nie tylko fizycznym, ale i psychicznym. Lief nie raz był świadkiem, jak pechowcom działa się poważna krzywda. W Durmstrangu uczono go tego, co może się stać, jeśli ktoś zbyt lekceważąco podejdzie do sprawy, którą miał się zająć, gdyż rzeczywiście, w tym zawodzie magik mylił się jedynie raz. Czarodzieje tracili życia przy próbie zdjęcia klątw, które były dla nich zbyt trudne. Dlatego też Lief nigdy nie robił nic na szybko, zawsze uważnie wszystkiemu się przyglądał i analizował. Pozwalał dać sobie czas na myślenie, jeśli mógł to zrobić. W tym właśnie przypadku zapewne istniała taka możliwość, bo kobiecie czas już na pewno nie był w stanie zaszkodzić. Na szczęście w tej sytuacji to nie on decydował. Był tu jedynie do pomocy, Sebastian miał się wykazać. Takie rozwiązanie sprawiło, że Lief był podekscytowany, bo chciał uzyskać to nowe doświadczenie, a takie zbierało się najlepiej, jeśli obserwowało się innych.
Odsunął się, gdy jego towarzysz przystąpił do działania. Poziom ekscytacji, chociaż nie malował się na jego twarzy, z całą pewnością szybował mocno w górę. I gdy tylko kobieta zaczęła zmieniać się na powrót w człowieka, z gardła Liefa wydobył się cichy odgłos zachwytu. Bo było się czym zachwycać. No i jak się okazało, wcale nie było aż tak trudno.
Problemy zaczęły się później. Nieznajoma zaczęła krzyczeć, co oczywiście było zrozumiałe. Kto by nie krzyczał w takiej sytuacji? Fiske nawet nie chciał się nad tym zastanawiać, jakie myśli mogły teraz krążyć kobiecie po głowie. Miał do niej jednak wiele pytań. Chciał ją jakoś uspokoić. Kobieta jednak zaczęła uciekać. Nie udało jej się to jednak, gdyż ku wielkiemu zaskoczeniu jasnowłosego, nieznajoma ponownie zamieniła się w posąg.
– Rzeczywiście biedna… – mruknął, rozmyślając. – Ktoś bardzo chce, żeby pozostała pomnikiem – dodał, spoglądając na Traversa. Zaczął mieć wątpliwości, co mogło spowodować, że kobieta została przeklęta właśnie w taki sposób…
– Bardzo mądre powiedzenie, kradnę – powiedział, nie spuszczając jednak oczu z rzeźby. Coś mu w niej przeszkadzało. Początkowo tego nie wyczuł albo najzwyczajniej ignorował to uczucie. Było to niczym delikatny dreszczyk, coś podobnego do wrażenia, kiedy czujemy, jakbyśmy byli obserwowani. Teraz co prawda obserwowany nie był, chyba że przez jakieś dzikie zwierzęta. Uczucie to świadczyło jednak o jakimś czyhającym zagrożeniu. Z której jednak strony miałoby ono nadejść? Rozejrzał się dookoła, jednak ponownie utkwił spojrzenie w rzeźbie.
Ciężko było być klątwołamaczem. Była to wyjątkowo trudna profesja i dość niebezpieczna, gdyż wiązała się z ryzykiem uszczerbku na zdrowiu nie tylko fizycznym, ale i psychicznym. Lief nie raz był świadkiem, jak pechowcom działa się poważna krzywda. W Durmstrangu uczono go tego, co może się stać, jeśli ktoś zbyt lekceważąco podejdzie do sprawy, którą miał się zająć, gdyż rzeczywiście, w tym zawodzie magik mylił się jedynie raz. Czarodzieje tracili życia przy próbie zdjęcia klątw, które były dla nich zbyt trudne. Dlatego też Lief nigdy nie robił nic na szybko, zawsze uważnie wszystkiemu się przyglądał i analizował. Pozwalał dać sobie czas na myślenie, jeśli mógł to zrobić. W tym właśnie przypadku zapewne istniała taka możliwość, bo kobiecie czas już na pewno nie był w stanie zaszkodzić. Na szczęście w tej sytuacji to nie on decydował. Był tu jedynie do pomocy, Sebastian miał się wykazać. Takie rozwiązanie sprawiło, że Lief był podekscytowany, bo chciał uzyskać to nowe doświadczenie, a takie zbierało się najlepiej, jeśli obserwowało się innych.
Odsunął się, gdy jego towarzysz przystąpił do działania. Poziom ekscytacji, chociaż nie malował się na jego twarzy, z całą pewnością szybował mocno w górę. I gdy tylko kobieta zaczęła zmieniać się na powrót w człowieka, z gardła Liefa wydobył się cichy odgłos zachwytu. Bo było się czym zachwycać. No i jak się okazało, wcale nie było aż tak trudno.
Problemy zaczęły się później. Nieznajoma zaczęła krzyczeć, co oczywiście było zrozumiałe. Kto by nie krzyczał w takiej sytuacji? Fiske nawet nie chciał się nad tym zastanawiać, jakie myśli mogły teraz krążyć kobiecie po głowie. Miał do niej jednak wiele pytań. Chciał ją jakoś uspokoić. Kobieta jednak zaczęła uciekać. Nie udało jej się to jednak, gdyż ku wielkiemu zaskoczeniu jasnowłosego, nieznajoma ponownie zamieniła się w posąg.
– Rzeczywiście biedna… – mruknął, rozmyślając. – Ktoś bardzo chce, żeby pozostała pomnikiem – dodał, spoglądając na Traversa. Zaczął mieć wątpliwości, co mogło spowodować, że kobieta została przeklęta właśnie w taki sposób…