24.11.2022, 01:45 ✶
Do Atreusa, Elaine i Adelarda
Porażkę z przegranej licytacji szybko osłodziło jej dodatkowe towarzystwo. W sumie nie wiedziała, czemu uciekł jej fakt, że obecna będzie tu większość osób z wyższych sfer. Czy jednak było to mile towarzystwo, w wielu wypadkach śmiała wątpić. Mimo to, nie rozglądała się specjalnie za nikim, ciesząc się z momentu, w którym rozpoznała głos Atreusa i również usłyszała po raz pierwszy jego narzeczoną.
- Elaine. – Twarz Faye rozpogodziła się kiedy ta pochyliła się w stronę kobiety – a przynajmniej taką miała nadzieję – pozwalając sobie wcześniej wyciągnąć dłoń, ostrożnie, aby przypadkiem nie nokautować nikogo. Nie wiedziała w końcu, gdzie dokładnie znajduje się sylwetka młodej narzeczonej Bulstrode’a, mogąc jedynie zgadywać z kierunku głosu. – Miło mi niezmiernie cię poznać. Wypadałoby w końcu, aby ten najstarszy kawaler Londynu ujął kogoś i poprowadził do ołtarza…chociaż absolutnie nie spodziewam się, że to właśnie jego poczucie humoru, bo nad tym mógłby popracować. – stwierdziła to lekko, przekomarzając się z przyjacielem tak jak robili to wiele razy do tej pory. Uniosła jeszcze brwi, dłonią machając jakby absolutnie się takim absurdem nie przejęła.
- Opowiadasz jakby wcale nie szły za tym lata wyrzeczeń, zmęczenia, wiele nieprzespanych nocy i ćwiczenia od świtu. Każdy by doszedł do tego samego. – Pamiętała przecież, że w szkole początkowo podśmiewano się z jej nieco krzywej i wciąż niestandardowej twarzy, dla jednych będącą urokliwą, dla innych raczej nieprzyjemną w odbiorze. Dopiero przy użyciu uroku osobistego i odrobiny talentu odziedziczonego z krwią matki przyciągnęła do siebie tłumy, to jednak nie dawało jej żadnej przewagi w śpiewie. To trzeba było wypracować.
- Sam chyba widziałeś… - Zachichotała na to stwierdzenie, unosząc brwi gdy jednak Bulstrode zapowiedzał swoją ucieczkę, całkowicie zwracając się już w stronę Elaine, spoglądając gdzieś nad jej ramieniem. - Jak zawsze ucieka, nieprawdaż? Mam nadzieję, że poza takimi drobnymi sprawami raczej zachowuje się przykładnie? Czy jednak trzeba go wytargać za ucho? – Oczywiście, nigdy by nie ciągała Atreusa za ucho bo był dorosłym mężczyzną, mimo to na pewno by powiedziała mu kilka dosadnych słów gdyby mniej przyjemnie traktował narzeczoną.
- Nie wiem, czy jest to wielką tajemnicą, ale poza występem dzisiaj planuję wraz z moim agentem występ z motywem przewodnim gwiazd. Chciałabym zaprosić miejscowych artystów do współudziału, gdybyś znała jakichś artystów i może chcieliby dołączyć. – Widziała cicho siebie, zjeżdżającą na scenę na bladym, świetlistym księżycu
WYSTĘP
Skoro Brenna wywołała ją na scenę, rzuciła Elaine głęboki uśmiech, czując, że to nie był ostatni raz kiedy się spotykały. Wiedziała, że prędzej czy później się na siebie wpadną, bo londyńskie socjety zbyt wielkie nie bywały, a zresztą, miała nadzieję, że Atreus jako jej wielki przyjaciel prędzej czy później zaprosi ją na swój ślub. Może tam też uda jej się użyczyć własnych talentów wokalnych. Teraz jednak musiała skupić się na piosence, na płynącej melodii która miała rozpocząć a zarazem kończyć kolejne etapy całej imprezy, a póki co, musiała w tej kwestii dotrzeć jeszcze na scenę. Z pomocą Adelarda udało się jej wejść, a jeden z członków zespołu był tak uprzejmy, że pomógł jej wyczuć mikrofon pod własną dłonią. Pozostawało więc poczekać, aż każdy będzie gotowy i można było zaczynać.
Melodia z początku była spokojna i słowa jeszcze nie wybrzmiewały, tak, by sam łagodny początek mógł zachęcić ludzi do wstępowania na parkiet. Pierwsze alkoholowe napoje były już rozdawane, ale nie było na tyle późno, by ludzie mieli już więcej śmiałości. Dopiero po chwili muzyka zaczęła przyśpieszać, a wraz z nią pojawiały się pierwsze słowa, zachęcające już do nieco żywszego tańca. Z pewnym rozbawieniem, musiała przyznać że dawno nie występowała przed mniejszą publicznością, ale nie widziała to za złą zmianę. Mimo to, postanowiła spróbować sięgnąć po swój dar, zaciekawiona, czy uda się dziś oczarować widownię nie tylko głosem.
Dopiero pod koniec występu stało się…coś. Nie miała pojęcia co, tak w zasadzie się stało, nic nie widziała i chyba to najbardziej było w tym wszystkim problemem – że po sali rozległy się krzyki i nic nie rozumiała z sytuacji. Czy to było coś na widowni, coś z jej występem, coś zupełnie innego i nikt już nie zwracał uwagi na to, co robiła? Zacisnęła dłonie mocniej na mikrofonie, najbardziej chcąc aby teraz ktokolwiek do niej podszedł i powiedział, co się dzieje. Muzyka ucichła i nikt już nie przygrywał do tego, co się działo.
Rzucam na ulubieńca tłumów.
Porażkę z przegranej licytacji szybko osłodziło jej dodatkowe towarzystwo. W sumie nie wiedziała, czemu uciekł jej fakt, że obecna będzie tu większość osób z wyższych sfer. Czy jednak było to mile towarzystwo, w wielu wypadkach śmiała wątpić. Mimo to, nie rozglądała się specjalnie za nikim, ciesząc się z momentu, w którym rozpoznała głos Atreusa i również usłyszała po raz pierwszy jego narzeczoną.
- Elaine. – Twarz Faye rozpogodziła się kiedy ta pochyliła się w stronę kobiety – a przynajmniej taką miała nadzieję – pozwalając sobie wcześniej wyciągnąć dłoń, ostrożnie, aby przypadkiem nie nokautować nikogo. Nie wiedziała w końcu, gdzie dokładnie znajduje się sylwetka młodej narzeczonej Bulstrode’a, mogąc jedynie zgadywać z kierunku głosu. – Miło mi niezmiernie cię poznać. Wypadałoby w końcu, aby ten najstarszy kawaler Londynu ujął kogoś i poprowadził do ołtarza…chociaż absolutnie nie spodziewam się, że to właśnie jego poczucie humoru, bo nad tym mógłby popracować. – stwierdziła to lekko, przekomarzając się z przyjacielem tak jak robili to wiele razy do tej pory. Uniosła jeszcze brwi, dłonią machając jakby absolutnie się takim absurdem nie przejęła.
- Opowiadasz jakby wcale nie szły za tym lata wyrzeczeń, zmęczenia, wiele nieprzespanych nocy i ćwiczenia od świtu. Każdy by doszedł do tego samego. – Pamiętała przecież, że w szkole początkowo podśmiewano się z jej nieco krzywej i wciąż niestandardowej twarzy, dla jednych będącą urokliwą, dla innych raczej nieprzyjemną w odbiorze. Dopiero przy użyciu uroku osobistego i odrobiny talentu odziedziczonego z krwią matki przyciągnęła do siebie tłumy, to jednak nie dawało jej żadnej przewagi w śpiewie. To trzeba było wypracować.
- Sam chyba widziałeś… - Zachichotała na to stwierdzenie, unosząc brwi gdy jednak Bulstrode zapowiedzał swoją ucieczkę, całkowicie zwracając się już w stronę Elaine, spoglądając gdzieś nad jej ramieniem. - Jak zawsze ucieka, nieprawdaż? Mam nadzieję, że poza takimi drobnymi sprawami raczej zachowuje się przykładnie? Czy jednak trzeba go wytargać za ucho? – Oczywiście, nigdy by nie ciągała Atreusa za ucho bo był dorosłym mężczyzną, mimo to na pewno by powiedziała mu kilka dosadnych słów gdyby mniej przyjemnie traktował narzeczoną.
- Nie wiem, czy jest to wielką tajemnicą, ale poza występem dzisiaj planuję wraz z moim agentem występ z motywem przewodnim gwiazd. Chciałabym zaprosić miejscowych artystów do współudziału, gdybyś znała jakichś artystów i może chcieliby dołączyć. – Widziała cicho siebie, zjeżdżającą na scenę na bladym, świetlistym księżycu
***
WYSTĘP
Skoro Brenna wywołała ją na scenę, rzuciła Elaine głęboki uśmiech, czując, że to nie był ostatni raz kiedy się spotykały. Wiedziała, że prędzej czy później się na siebie wpadną, bo londyńskie socjety zbyt wielkie nie bywały, a zresztą, miała nadzieję, że Atreus jako jej wielki przyjaciel prędzej czy później zaprosi ją na swój ślub. Może tam też uda jej się użyczyć własnych talentów wokalnych. Teraz jednak musiała skupić się na piosence, na płynącej melodii która miała rozpocząć a zarazem kończyć kolejne etapy całej imprezy, a póki co, musiała w tej kwestii dotrzeć jeszcze na scenę. Z pomocą Adelarda udało się jej wejść, a jeden z członków zespołu był tak uprzejmy, że pomógł jej wyczuć mikrofon pod własną dłonią. Pozostawało więc poczekać, aż każdy będzie gotowy i można było zaczynać.
Melodia z początku była spokojna i słowa jeszcze nie wybrzmiewały, tak, by sam łagodny początek mógł zachęcić ludzi do wstępowania na parkiet. Pierwsze alkoholowe napoje były już rozdawane, ale nie było na tyle późno, by ludzie mieli już więcej śmiałości. Dopiero po chwili muzyka zaczęła przyśpieszać, a wraz z nią pojawiały się pierwsze słowa, zachęcające już do nieco żywszego tańca. Z pewnym rozbawieniem, musiała przyznać że dawno nie występowała przed mniejszą publicznością, ale nie widziała to za złą zmianę. Mimo to, postanowiła spróbować sięgnąć po swój dar, zaciekawiona, czy uda się dziś oczarować widownię nie tylko głosem.
Dopiero pod koniec występu stało się…coś. Nie miała pojęcia co, tak w zasadzie się stało, nic nie widziała i chyba to najbardziej było w tym wszystkim problemem – że po sali rozległy się krzyki i nic nie rozumiała z sytuacji. Czy to było coś na widowni, coś z jej występem, coś zupełnie innego i nikt już nie zwracał uwagi na to, co robiła? Zacisnęła dłonie mocniej na mikrofonie, najbardziej chcąc aby teraz ktokolwiek do niej podszedł i powiedział, co się dzieje. Muzyka ucichła i nikt już nie przygrywał do tego, co się działo.
Rzucam na ulubieńca tłumów.
Rzut PO 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!