24.11.2022, 04:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2022, 04:26 przez Atreus Bulstrode.)
Hojna? Może troszkę. Bulstrode zwyczajnie chyba z przyzwyczajenia spodziewał się jakiegoś oporu. Odrobiny sprzeciwu, dłuższego czasu potrzebnego do namowy. Chyba dltego tylko wytoczył ciężkie działa, bo chyba tak można było traktować Faye i wywiad z nią.
Przekrzywił głowę delikatnie, ledwo zauważalnie, słysząc jej odpowiedź i widząc to teatralne westchnięcie. Miło było widzieć w tym wszystkim sprzymierzeńca, nawet jeśli ich motywacje niezbyt się ze sobą pokrywały. Uśmiechnął się tylko nonszalancko, wyraźnie zadowolony z takiego obrotu spraw.
Można było powiedzieć, że kiedy wreszcie poświęcił jej tę chwilę nieco uważniejszego spojrzenia i zastanowienia, poczuł odrobinę podziwu. Mimo prowadzonej rozmowy i marchewki, na której wyraźnie jej zależało, część niej wciąż koncentrowała się na tym, co działo się dookoła. Zainspirowany, na moment zwrócił uwagę na to, co właściwie wykrzykują licytujący i aż zatchnął się upijanym szampanem. Zakasłał, lekko poczerwieniał, ostatkiem sił wstrzymując się od wyplucia alkoholu, który miał w ustach.
Malfoy chyba upadł na głowę. Matka go upuściła, albo Eden zrobiła mu coś równie spektakularnego jak zepchnięcie Oriona z wieży zegarowej czy która to tam była, nawet nie pamiętał. Nigdy nie sądził, że Elliott i stojący dookoła niego Blackowie aż tak złaknieni byli towarzystwa innych mężczyzn, że musieli decydować się na kupowanie cudzego czasu. Nie należeli przypadkiem do jakichś klubów dżentelmena, czy coś?
Otarł usta chusteczką, kiedy Brenna wreszcie postanowiła zatrzymać tę karuzelę śmiechu i rozstrzygnąć wynik losowaniem, ogłaszając również koncert Faye. Cholera. Rozejrzał się, ale Adelard już powiódł ją w stronę sceny.
- Potem... - zmarszczył brwi, sprawdzając czy na pewno przypadkiem się nie opluł - Dużo się dzieje, na pewno chętnie zajmiesz się czymkolwiek uważasz za ciekawe, a kiedy Faye zejdzie ze sceny i znajdziesz chwilę, możesz mnie znaleźć - powiedział do Daisy, posyłając jej ostatni, szybki uśmiech - A teraz przepraszam cię... - odszedł, ruszając w kierunku, gdzie wcześniej zostawił Longbottomów i Elaine, spojrzeniem szukając swojej narzeczonej. Faye śpiewała, sprawiając że częściej zerkał w stronę sceny, niż dookoła siebie, nieco też zwalniając kroku, kiedy pod wpływem jej głosu rozsiewała się po sali magia. Ktoś tańczył, ktoś rzucił zaklęcie, gdzieś poleciała jakaś świnia, a przynajmniej tak wywnioskował po okrzykach jednego z gości, których po prawdzie nie zarejestrował do końca, bo zaraz do tego wszystkiego głos Moodiego, który czknął w połowie zaklęcia, a jego różdżka zamiast tego puściła bąka. Pewnie niektórzy byliby skłonni się z tego śmiać, ale jego ojciec wystarczająco dużo razy opowiadał mu o jednym ze swoich dochodzeń, gdzie różdżka jego i towarzyszącego mu BUMowca sprzeciwiała się zwykłemu Lumos, żeby akurat Atreusowi nie było do śmiechu.
Wreszcie odnalazł Elaine, kolejny już raz oznajmiając swoje przybycie delikatnym pochwyceniem jej w talii.
- Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Powiedziałbym też, że to już się nie powtórzy, ale z każdą kolejną minutą ten bal wydaje się tylko rozkręcać, a ja chwilowo nie mam ochoty na bycie niesłownym - zerknął w kieliszek, który trzymał w dłoni, prawie już pusty. - Twoje zdrowie - zajrzał jej w oczy z lekkim, wyraźnie zadowolonym z siebie uśmiechem, dopijając alkohol do końca. Nie był pewien, który to już był, ale zdał sobie wreszcie sprawę, że palce zaczynają mu drętwieć lekko w charakterystyczny sposób, podobnie z resztą jak usta. Jeszcze trochę i pewnie zacznie siłować się sam z sobą, żeby wypowiadane słowa brzmiały ładnie i składnie.
Przekrzywił głowę delikatnie, ledwo zauważalnie, słysząc jej odpowiedź i widząc to teatralne westchnięcie. Miło było widzieć w tym wszystkim sprzymierzeńca, nawet jeśli ich motywacje niezbyt się ze sobą pokrywały. Uśmiechnął się tylko nonszalancko, wyraźnie zadowolony z takiego obrotu spraw.
Można było powiedzieć, że kiedy wreszcie poświęcił jej tę chwilę nieco uważniejszego spojrzenia i zastanowienia, poczuł odrobinę podziwu. Mimo prowadzonej rozmowy i marchewki, na której wyraźnie jej zależało, część niej wciąż koncentrowała się na tym, co działo się dookoła. Zainspirowany, na moment zwrócił uwagę na to, co właściwie wykrzykują licytujący i aż zatchnął się upijanym szampanem. Zakasłał, lekko poczerwieniał, ostatkiem sił wstrzymując się od wyplucia alkoholu, który miał w ustach.
Malfoy chyba upadł na głowę. Matka go upuściła, albo Eden zrobiła mu coś równie spektakularnego jak zepchnięcie Oriona z wieży zegarowej czy która to tam była, nawet nie pamiętał. Nigdy nie sądził, że Elliott i stojący dookoła niego Blackowie aż tak złaknieni byli towarzystwa innych mężczyzn, że musieli decydować się na kupowanie cudzego czasu. Nie należeli przypadkiem do jakichś klubów dżentelmena, czy coś?
Otarł usta chusteczką, kiedy Brenna wreszcie postanowiła zatrzymać tę karuzelę śmiechu i rozstrzygnąć wynik losowaniem, ogłaszając również koncert Faye. Cholera. Rozejrzał się, ale Adelard już powiódł ją w stronę sceny.
- Potem... - zmarszczył brwi, sprawdzając czy na pewno przypadkiem się nie opluł - Dużo się dzieje, na pewno chętnie zajmiesz się czymkolwiek uważasz za ciekawe, a kiedy Faye zejdzie ze sceny i znajdziesz chwilę, możesz mnie znaleźć - powiedział do Daisy, posyłając jej ostatni, szybki uśmiech - A teraz przepraszam cię... - odszedł, ruszając w kierunku, gdzie wcześniej zostawił Longbottomów i Elaine, spojrzeniem szukając swojej narzeczonej. Faye śpiewała, sprawiając że częściej zerkał w stronę sceny, niż dookoła siebie, nieco też zwalniając kroku, kiedy pod wpływem jej głosu rozsiewała się po sali magia. Ktoś tańczył, ktoś rzucił zaklęcie, gdzieś poleciała jakaś świnia, a przynajmniej tak wywnioskował po okrzykach jednego z gości, których po prawdzie nie zarejestrował do końca, bo zaraz do tego wszystkiego głos Moodiego, który czknął w połowie zaklęcia, a jego różdżka zamiast tego puściła bąka. Pewnie niektórzy byliby skłonni się z tego śmiać, ale jego ojciec wystarczająco dużo razy opowiadał mu o jednym ze swoich dochodzeń, gdzie różdżka jego i towarzyszącego mu BUMowca sprzeciwiała się zwykłemu Lumos, żeby akurat Atreusowi nie było do śmiechu.
Wreszcie odnalazł Elaine, kolejny już raz oznajmiając swoje przybycie delikatnym pochwyceniem jej w talii.
- Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Powiedziałbym też, że to już się nie powtórzy, ale z każdą kolejną minutą ten bal wydaje się tylko rozkręcać, a ja chwilowo nie mam ochoty na bycie niesłownym - zerknął w kieliszek, który trzymał w dłoni, prawie już pusty. - Twoje zdrowie - zajrzał jej w oczy z lekkim, wyraźnie zadowolonym z siebie uśmiechem, dopijając alkohol do końca. Nie był pewien, który to już był, ale zdał sobie wreszcie sprawę, że palce zaczynają mu drętwieć lekko w charakterystyczny sposób, podobnie z resztą jak usta. Jeszcze trochę i pewnie zacznie siłować się sam z sobą, żeby wypowiadane słowa brzmiały ładnie i składnie.